To było dwa lata temu. Procesja Bożego Ciała przy pięknej, słonecznej pogodzie zmierzała do ostatniego ołtarza. Ks. Michał przygotowywał się do śpiewania Ewangelii. Spojrzałem na moich parafian, także na stojącą w pobliżu panienkę. I zrobiło mi się jej żal. Była tak ubrana, jakby wstydu za nic nie miała. Oczywiście idąc w procesji, nie powiedziałem jej ani słowa. Znałem ją, bo kilka dni wcześniej przyszła wraz ze swoim chłopakiem i rodzicami dziecka, którego miała zostać matką chrzestną, do biura parafialnego. Gdy skończyłem konferencję i wypełniłem rubrykę w księdze chrztów, zapytano mnie: czy to wszystko. Odrzekłem, że tak, i dodałem: proszę się na tę uroczystość ładnie ubrać, stosownie do miejsca, jakim jest kościół. O umówionej godzinie stanąłem przy ołtarzu, by pobłogosławić małżeństwo i ochrzcić ich dziecko. Spojrzałem na Ewelinę. Tak się ubrała, jakby zapomniała, kto w kościele zawsze jest obecny.*
Upalne lato sprawia, że zakładamy na siebie tylko to, co konieczne. Idąc do pracy, na rozmowę z dyrektorem czy na ważne spotkanie zakładamy strój adekwatny do sytuacji i miejsca. Robimy to z wyrachowania. Do ekskluzywnych lokali nie można wejść np. w dresie. Z roku na roku coraz więcej biur, gabinetów, pokoi wyposażonych jest w klimatyzację. To poniekąd problem rozwiązuje, ale nie do końca. Miejscem, które ze względów moralnych wymaga godnego stroju, jest kościół. Na drzwiach niektórych świątyń można zauważyć plakaty z napisem: „Strój godny – niewygodny”. W upalne lato kościoły w Polsce, w których generalnie brak klimatyzacji, nie pustoszeją. Zdarza się więc, że na Mszę przychodzą osoby tak ubrane, że ksiądz powinien je wyprosić ze świątyni. Osobiście bardzo się boję takich decyzji z jednego względu. Zakładam, że osoba, która na Eucharystię przychodzi w nieodpowiednim stroju, nie może mieć głębokiej wiary. Zwrócenie uwagi, czy wprost prośba o opuszczenie kościoła, może sprawić, że taki ktoś na całe lata zerwie kontakt z Bogiem i Kościołem, „bo ksiądz mnie wyrzucił”. Co więc robić? Jak reagować?
Sługa Boży Papież Jan Paweł II w 1991 roku w Łomży pytał: „Czy nosimy w sobie poczucie, że ciało ludzkie jest wezwane do zmartwychwstania i że winniśmy troszczyć się o zachowanie jego godności?”. Ta godność naszego ciała to także strój stosowny do miejsca.
Moja matka miała mądry i niezwykły sposób wychowywania swoich dzieci. Jeśli zrobiłem coś złego czy niewłaściwego, nie biła mnie ani nie krzyczała, tylko stawiała pytanie: Nie wstyd ci? Pamiętam, że wówczas było mi wstyd. I to poczucie wstydu mobilizowało, zachęcało, pomagało poprawić się, zmienić na lepsze. Ilu osobom w kościele dziś ksiądz musiałby postawić to samo pytanie?
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.




