Logo Przewdonik Katolicki

Zejdźcie z billboardów!

Michał Karnowski
Fot.

Temat jest dobry, ale dyskusja fatalna. Wywołana przez zarzuty Jacka Kurskiego kłótnia o finansowanie kampanii wyborczych toczy się w rytmie nieznośnego hip-hopu. Czy Donald Tusk  brał billboardy z PZU? Kto wewnątrz doił samą Platformę? Czy Bielan i Kamiński z PiS wzięli pieniądze od biznesmena Łuczaka? To oczywiście pytania ważne i trzeba na nie odpowiedzieć, bo zgody na...

Temat jest dobry, ale dyskusja fatalna. Wywołana przez zarzuty Jacka Kurskiego kłótnia o finansowanie kampanii wyborczych toczy się w rytmie nieznośnego hip-hopu.

Czy Donald Tusk  brał billboardy z PZU? Kto wewnątrz doił samą Platformę? Czy Bielan i Kamiński z PiS wzięli pieniądze od biznesmena Łuczaka? To oczywiście pytania ważne i trzeba na nie odpowiedzieć, bo zgody na takie nieprawidłowości być nie może. W ogólnej kłótni medialno-prokuratorskiej ginie jednak coś znacznie ważniejszego – jakość i stan polskiej polityki. Pytanie o kondycję polskich partii politycznych to, z perspektywy dziennikarza opisującego życie publiczne, pytanie kluczowe. Struktury te bowiem decydują o obliczu naszego kraju.

Liga bez skrzydeł
Spójrzmy po kolei, zaczynając od koalicji rządowej.
Liga Polskich Rodzin to dziś raczej drużyna młodych narodowców zapatrzona w swojego wodza. Rozkaz! Wykonanie! Jeśli debata – to jak odpowiedzieć na atak, jeśli ofensywa – to prostacka jak pałka. LPR nigdy nie była wielką, wieloskrzydłową formacją. Ale nawet te nieliczne skrzydełka – jak Antoni Macierewicz czy Jan Łopuszański – szybko zostały odcięte.

Lepper z o.o.
Samoobrona to właściwie nie jest partia. To raczej spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Andrzeja Leppera i kilku jego przyjaciół. Żadnej dyskusji, a w programie jest wszystko – czyli nic. Lepper może więc jednego dnia ogłaszać objęcie przywództwa na lewicy, a drugiego paktować z Romanem Giertychem.

Znaleźć dziś w Samoobronie kogoś ze stażem większym niż trzy, cztery lata, to prawdziwa sztuka. Obecny wicepremier co roku wymienia większość struktur i terenowych liderów. Nikt nie może urosnąć wyżej niż do bioder przewodniczącego. A jak urośnie, to się go ścina. Zbigniew Witaszek, Leon Żero, Henryk Dzido i wielu innych spotkał ten los. Łatwo to Lepperowi przychodzi, bo partia jest tak skonstruowana, że bez lidera nic nie może się dokonać. Świadczy o tym mechanizm przyjmowania do partii. Deklaracja kandydata wędruje do centrali. A statut mówi, że nabiera ona mocy tylko wtedy, gdy potwierdzi ją podpisem Andrzej Lepper. Tylko, że nikt nie wie, czy i kiedy to następuje. Gdy więc dochodzi do jakiegoś sporu, Lepper przyjeżdża i mówi: „ty nigdy nie byłeś w naszej partii! Nie podpisałem twojej deklaracji”. I po problemie.

PiS bez odpowiedzi
Prawo i Sprawiedliwość to oczywiście partia stojąca o wiele szczebli wyżej. Dużo bardziej dojrzała, więcej dyskutująca i mająca w miarę spójny program. Z mocną pozycją lidera, ale daleka od prymitywnego zamordyzmu. Posiedzenia ciał statutowych tej formacji trwają długo, ale toczy się podczas nich prawdziwa dyskusja.

Jednak rozczarowanie budzi brak szerszego zaplecza ekspercko-intelektualnego. Słabości te widać doskonale właśnie w tych dniach. Przejmując władzę, PiS nie dysponował spójnymi odpowiedziami na pytanie, co i dlaczego chce zrobić w większości obszarów życia publicznego. Owszem – zespoły merytoryczne wypracowały wizję i kadry dla MSWiA, Ministerstwa Sprawiedliwości, gotowe były założenia do ustaw związanych ze służbami specjalnymi. Ale już w odniesieniu do gospodarki, spółek skarbu państwa były tylko hasła skrywające niemoc i niewiedzę. Prostą konsekwencją tego faktu jest wskazywanie do rad nadzorczych i zarządów ludzi przypadkowych, którzy tylko otarli się o dany temat.

Platforma się plącze
Podobne uwagi dotyczą Platformy Obywatelskiej, w której z obywatelskości zostało niewiele. Może to i dobrze, bo przykład „układu warszawskiego” pokazuje, jak silne potrafią być pozbawione kontroli lokalne koterie i interesy. Interwencja centrali była tu konieczna. To doświadczenie było jednym z dowodów, że założone u źródeł Platformy prawybory kandydatów na posłów, nie sprawdzają się. Zaczyna się zwożenie autobusami działaczy, zaczynają się handle i pojawiają się dziwni ludzie na czele list. Trzeba przyznać, że PO włożyła wiele wysiłku w zbudowanie zaplecza. Choć mało widoczni, są w niej ludzie dobrze rozpoznający problemy w wielu obszarach – głównie jednak gospodarczych i administracyjnych. W pozostałych miejscach wyrazisty program „uwolnienia energii Polaków” nie został przemyślany i rozpisany szczegółowo. Stąd plątanie się w zeznaniach – czy PO jest za rozbiciem monopolów korporacji zawodowych, czy też ich broni? Uważa służby specjalne za spatologizowane i widzi potrzebę szarpnięcia w tej dziedzinie cugli, czy wszystko było OK, a PiS dokonuje zamachu na demokrację? Nie wiem i sądzę, że nie wie większość Polaków.

Lewica przespała
No i jeszcze lewica. To nieco inny temat, bo źródła struktury i ładu wewnętrznego tej formacji tkwią jeszcze w PRL, co niesie za sobą konsekwencje w postaci specyficznego języka i koteryjnych walk wewnętrznych. Dopiero wybór Wojciecha Olejniczaka przełamał zasadę, że szefem SLD nie może być nikt, kto nie był przynajmniej szefem Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Uważne zerknięcie za kulisy pokazuje jednak, że w aparacie partyjnym wciąż dominują ludzie pezetpeerowskiej formacji. Istotą problemu SLD jest jednak to, że partia przespała lata prosperity. Miała klientów, dzieliła posady, ale nie zainwestowała w intelekt, myśl. Stąd porażająca niespójność programowa. Obrona źle i niesprawiedliwie przeprowadzonej  prywatyzacji (zresztą w sporej części przez rządy SLD), a jednocześnie sympatia dla PRL. Retoryka lewicowa połączona z próbami obcinania niewielkich dotacji dla barów mlecznych. A dzisiaj, gdy PiS sięgnął po hasła socjalne, a Lepper po kadry z byłej PZPR, niezdolność do odpowiedzi na pytanie, czym właściwie jest – i po co jest – SLD?

Wydają na puder
Im dłużej patrzę na polską politykę, tym bardziej jestem przekonany, że to właśnie w partiach tkwi istota sprawy, swoiste polskie „jądro ciemności”. To ich słabość powoduje niezdolność do opracowania programu naprawy służby zdrowia. Polscy politycy nie potrafią zidentyfikować źródeł problemu bezrobocia – znacznie przecież większego i dotkliwszego społecznie niż w porównywalnych państwach regionu, jak w Czechach, na Słowacji, Węgrzech.

Przez długi czas sądzono, że wszystko z powodu koślawego systemu finansowania polityki. I oto od kilku lat formacje polityczne mogą liczyć na spore dotacje z budżetu. Co prawda, trochę polepszyły swoje działanie, ale to „trochę” jest żenująco małe. Większość pieniędzy podatnika, a mówimy przecież o dziesiątkach milionów, idzie niestety na plakaty, spoty i cały ten puder.

Prawdziwa afera
Nie potrafię rozgryźć, dlaczego niemiecki podatnik – też płacący na swoje partie – otrzymuje w zamian dużo więcej. Obie główne partie (chadecja i socjaldemokracja) utrzymują tam potężne i prężne fundacje prowadzące stałą działalność analityczną, także wtedy, gdy partia jest w opozycji. Wiedzą stale, co się dzieje w gospodarce i za granicą. A nasi? Zasypali nas billboardami, sami się na nich powiesili i nie potrafią zejść. Obecny prezydent i ten z charakterem. Premier z Gorzowa i ten z Krakowa. Wciąż toczą kampanię, a niedługo pewnie wykupią kolejne płatne reklamy, by spierać się, kto ile nielegalnie kupił plakatów!  I to jest dla mnie prawdziwa afera billboardowa.

Cienkie chłopaki
Szukając źródeł problemu, dochodzimy do jakości klasy politycznej. Jest ona znacznie lepsza niż dziesięć lat temu, ale wciąż bardzo niedojrzała. Spoceni faceci i mercedesy z firankami negocjowane jako łapówka, mam nadzieję, przeszli już do historii, kandydaci na posłów i ministrów są ostrzej sprawdzani, ale łapczywość i krótkowzroczność dominuje. Choć i tak jest lepiej niż na takiej Ukrainie. Opowiadał mi jeden ze znajomych, dobrze znający tamte realia, rozmowę z ważnymi politykami. Spotkanie odbyło się tuż przed ostatnimi polskimi wyborami parlamentarnymi. – A kto to są ci wasi Kaczyńscy, Tusk i Rokita? Co oni mają? – pytał ukraiński rozmówca. Polak odpowiadał, że to liderzy partii, że wywodzą się z opozycji antykomunistycznej, że są popularni. – Ale co oni mają, jakie domy, samochody, firmy? – dopytywał Ukrainiec. Gdy usłyszał, że niewiele, skrzywił się i rzekł: – To cienkie chłopaki. Tak. U nas jest jednak lepiej. Ale wątpliwe to pocieszenie.

Autor jest dziennikarzem Newsweek Polska

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki