Cierpienie i trwanie

Sylwetka Ojca Świętego w oknie rzymskiej kliniki, w niedzielę szóstego lutego podczas modlitwy Anioł Pański, to bodaj najbardziej oczekiwany widok dla milionów wiernych na całym świecie. Odetchnęliśmy z ulgą. Wsłuchani w kolejne komunikaty o stanie zdrowia Papieża, podawane watykańskim, dyplomatycznym językiem, próbujemy na nowo odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Próbujemy, ponieważ...
Czyta się kilka minut

Sylwetka Ojca Świętego w oknie rzymskiej kliniki, w niedzielę szóstego lutego podczas modlitwy Anioł Pański, to bodaj najbardziej oczekiwany widok dla milionów wiernych na całym świecie. Odetchnęliśmy z ulgą. Wsłuchani w kolejne komunikaty o stanie zdrowia Papieża, podawane watykańskim, dyplomatycznym językiem, próbujemy na nowo odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Próbujemy, ponieważ zdrowotny kryzys Ojca Świętego unaocznia bolesną prawdę o kruchości ludzkiej egzystencji, o zdrowiu jako darze, który przemija, o tym, że życie (Papieża również) ma swój kres. Troska o zdrowie Jana Pawła II, czytelna w wielu doniesieniach agencyjnych, życzeniach od szefów państw, koronowanych głów i wielu ludzi dobrej woli - mieszała się ze spekulacjami prasowymi komentatorów. Nie dowiemy się, jak wielu reporterów i dziennikarzy oblegających klinikę przybyło tam dla sensacji, wyczekując newsa (dobrego czy złego, byle być pierwszym). Nie wiemy też, ilu z tych młodych ludzi z zawieszonymi aparatami przyjęło postawę czuwania, jak czuwa się przy naszych bliskich, chorych.

Ale nie tylko pozbawieni skrupułów redaktorzy gazet wybiegali gorliwie przed szereg, snując najróżniejsze prognozy.

Przyznaję - sam byłem przerażony. Złapałem się na tym, że mój lęk bywa większy niż ufność i nadzieja. A przecież mocą Chrystusowego zapewnienia "Ja jestem z wami aż do skończenia świata" - Kościół trwa. Jak w takim momencie poradzić sobie z przyjęciem tej prawdy? Prawdę tę potwierdzali przez wieki wyznawcy, a przypieczętowali męczennicy. Przykładem życia, cierpienia i męczeństwa dawali siłę trwania następnym pokoleniom. "...Papież, który napisał najwięcej encyklik i wygłosił najwięcej przemówień, jest już niemal niezdolny, by cokolwiek napisać czy powiedzieć (przypomina Vittorio Messori), zdaje się jednak wygłaszać swą najbardziej przekonującą homilię: tę, która płynie z cierpienia przyjętego po chrześcijańsku, i tym samym przemienionego". Czy nie takim świadectwem jest właśnie sam cierpiący Ojciec Święty?

Sięgam też do najnowszych tekstów Jana Pawła II. I tu znakomitą odpowiedzią na mój lęk jest list ogłaszający Rok Eucharystii.

"Zostań z nami, Panie, gdyż ma się ku wieczorowi" (por. Łk 24, 29). Tak zaczyna się list, a dalej Ojciec Święty przypomina, że tajemnicą trwania Kościoła jest siła, jaką czerpie z Eucharystii. Warunkiem jednak jest to, byśmy prosili: "...zostań Panie z nami". Czy wystarczająco prosimy?

Czy wystarczająco troszczymy się o to, by Jemu z nami było dobrze? Czy należycie dbamy o kult Boży? Jak wygląda jakość liturgii, nasze w niej uczestnictwo, śpiew, przygotowanie? Czy posługujący prezbiterzy, lektorzy, ministranci swoją postawą wyrażają gorliwość prośby uczniów z Emaus?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 7/2005