Posługa wśród Indian

- Swą posługę od samego początku ofiarowałem Miłosierdziu Bożemu - mówi ks. Krzysztof Wrześniak CM - bydgoski kapłan, który miał okazję nieść światło Ewangelii Indianom Ameryki Południowej.



Powiadają - podróże kształcą. Nauka ta ma jednak swoją cenę. Gdy poznajemy inną kulturę, często nie jesteśmy w stanie od razu objąć bogactwa miejscowej tradycji i zwyczajów. Kontakt...
Czyta się kilka minut

- Swą posługę od samego początku ofiarowałem Miłosierdziu Bożemu - mówi ks. Krzysztof Wrześniak CM - bydgoski kapłan, który miał okazję nieść światło Ewangelii Indianom Ameryki Południowej.

Powiadają - podróże kształcą. Nauka ta ma jednak swoją cenę. Gdy poznajemy inną kulturę, często nie jesteśmy w stanie od razu objąć bogactwa miejscowej tradycji i zwyczajów. Kontakt z nową cywilizacją rodzi zachwyt, ale budzi też obawy. Pojawia się tęsknota - chęć powrotu "do swoich".

Ciężko jest wyobrazić sobie powołanie misjonarzy. Realizuje się ono z dala od ojczyzny, rodziny, przyjaciół. Kultura narodów, do których przybywają, jest dla nich z początku obca - nawet po najbardziej wyczerpującym teoretycznym przeszkoleniu. Nieraz jedzie się do miejsc, gdzie ludzkie życie i zdrowie "ceni się wiele niżej" niż w Europie. Ale pokrzepieni Chrystusową nauką misjonarze nie lękają się - niosą na krańce świata pomoc duchową i materialną. Głoszą Ewangelię, budują szkoły i szpitale, rozprowadzają dary wśród ubogich. Do ich grona należy także ks. Krzysztof Wrześniak CM.

Muzyka łagodzi obyczaje

W XV i XVI wieku tereny Ameryki Południowej podporządkowywała sobie Hiszpania. - Polacy nigdy nie mieli kolonii i dlatego jest wobec nich raczej życzliwe nastawienie - opowiada ks. Krzysztof. - Ciężkie doświadczenie kolonizacji pozostawiło w Ameryce rysę niechęci i dystansu do obcych. Brak zaufania Indian, barierę językową przełamała niegdyś "magiczna moc"… śpiewu.

Zakładanie kościołów lokalnych, przekazywanie Ewangelii nie było jednak w Ameryce ani łatwe, ani szybkie. Butę konkwistadorów zastąpiono z czasem otwartością na dialog, współdziałanie.

Msza Święta raz na trzy miesiące

Boliwia, leżąca w sercu Ameryki Południowej, licząca ponad 8,5 mln obywateli (60 proc. społeczeństwa stanowią Indianie) przyjęła księdza Krzysztofa we wrześniu 1997 roku. Pracę w parafii pw. św. Piotra Apostoła poprzedził roczny kurs we Francji. Od podstaw poznawał język ajmara - niezbędny do czytania. Do werbalnej komunikacji wystarczała znajomość języka hiszpańskiego. Jego nowa parafia liczyła 45 partykularnych kościołów, rozciągniętych na przestrzeni 300 km kw. - na tym terenie przebywało ok. 60 tys. ludzi. Regionalne wspólnoty udawało się odwiedzać jedynie raz na trzy miesiące. Zawsze było to wielkie święto dla każdej wioski. Wierni prowadzeni przez lokalnych świeckich animatorów przygotowywali bogatą liturgię. Kapłan jednorazowo udzielał wielu sakramentów świętych: chrztu, Pierwszej Komunii, bierzmowania, namaszczenia chorych i spowiedzi. Aby dotrzeć do parafian, ksiądz Krzysztof posługiwał się różnymi środkami transportu: samochodem terenowym, motocyklem, rowerem, awionetką, łodzią… Mknął po żwirowych drogach, przedzierał się przez puszcze i latał pomiędzy potężnymi szczytami Andów.

Troska o ducha i ciało

- W wioskach panuje wielkie ubóstwo - opowiada duszpasterz. - Powszechny brak prądu, prymitywne warunki bytowe, brak szczepień, wysoka umieralność niemowląt… Chorzy częstokroć najpierw radzą się znachora, a dopiero potem lekarza. Tłumaczymy, że postępują błędnie.

Przemiana świadomości odbywa się przy aktywnym udziale Kościoła - rzesza boliwijskich dzieci może się kształcić dzięki jego pomocy. Kościół rozprowadza materiały edukacyjne, opłaca nauczycieli, prowadzi internaty. Dodatkowo organizowane są kilkumiesięczne kursy zawodowe, umożliwiające zdobycie pracy.

Ksiądz Krzysztof poznał mentalność Indian. Dla Europejczyka jest ona niezwykle "egzotyczna". - Boliwijczyk próbuje żyć według powiedzenia: "co masz zjeść jutro, zjedz dzisiaj, a co masz dzisiaj zrobić, zrób jutro". Nie kontroluje się zegarków… - stwierdza rozmówca. W powyższym kontekście zaskakujący jest animusz, z jakim Indianie uczestniczą w religijnych obrzędach. - Tego z pewnością możemy się od nich uczyć; spontaniczności w wyznawaniu wiary, umiejętności znoszenia niedostatków w cierpliwości i pokorze - podsumowuje misjonarz.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2005