Tymczasem dzięki umiejętnej polityce prowadzonej przez szefową związku, Erikę Steinbach, jej działania zyskują coraz większe poparcie wśród niemieckich polityków i intelektualistów. Tym samym przybliża się cel, jaki...
Kiedy na początku lat 90. doszło do polsko-niemieckiego pojednania, wydawało się, że niemiecki Związek Wypędzonych bezpowrotnie utracił swoje wcześniejsze wpływy.
Tymczasem dzięki umiejętnej polityce prowadzonej przez szefową związku, Erikę Steinbach, jej działania zyskują coraz większe poparcie wśród niemieckich polityków i intelektualistów. Tym samym przybliża się cel, jaki Steinbach stawia sobie za punkt honoru: budowa pomnika niemieckiej martyrologii, jakim miałoby się stać berlińskie Centrum przeciwko Wypędzeniom.
W 1945 r. w Poczdamie politycy Wielkiej Trójki postanowili, że aby raz na zawsze zakończyć problem niemieckiego "Drang nach osten", należy przesiedlić całą ludność niemiecką zamieszkującą Europę Środkowo-Wschodnią do zajętych przez aliantów Niemiec.
Ilu dokładnie Niemców opuściło wówczas Europę Wschodnią - nie wiadomo. W zawierusze wojennej, w obliczu wielotysięcznych migracji i niekontrolowanego przemieszania, nie dało się tego precyzyjnie ustalić. Według niezweryfikowanych danych prezentowanych przez Związek Wypędzonych, przymusowe przesiedlenia dotknęły 12 milionów osób, przy czym życie miało wówczas stracić miało dwa miliony z nich.
Niezaprzeczalnie wielu Niemców cierpiało niewinnie. Bici, gwałceni, mordowani - zgodnie z zasadą zbiorowej odpowiedzialności, tak chętnie stosowanej wcześniej przez hitlerowców - płacili skutki wywołanej przez Hitlera wojny na równi z nazistowskimi zbrodniarzami.
Mówią o sobie "wypędzeni"
W 1950 roku sformułowana została Karta Wypędzonych ze Stron Ojczystych. Treści w niej zawarte były na pozór bardzo chrześcijańskie i pokojowe - "wypędzeni" zrzekali się zemsty i odwetu oraz opowiadali się za budową zjednoczonej Europy. Tyle tylko, że dokument nie zawierał ani słowa o przyczynie przesiedleń: II wojnie światowej oraz niemieckiej odpowiedzialności za jej wywołanie i popełnione zbrodnie. Siedem lat później - w 1957 roku powstał Związek Wypędzonych. Organizacja przez wiele lat zajmowała nieprzejednane stanowisko wobec tzw. ziem utraconych i sprzeciwiała się uznaniu polskich granic na Odrze i Nysie Łużyckiej. Domagała się także odszkodowań za mienie pozostawione w Polsce.
Dziś Związek Wypędzonych jest organizacją niejednorodną, składającą się z 21 ziomkostw i liczącą według własnych szacunków 2 miliony osób. Nadal stanowi jednak jedną z najpotężniejszych niemieckich organizacji społecznych.
O finansowych możliwościach związku niech świadczy fakt, że skarbnikiem powiązanej z nim fundacji Centrum przeciwko Wypędzeniom został niedawno Hilmar Kopper, szef rady nadzorczej koncernu DaimlerChrysler - jednej z największych firm na świecie.
SPD w zaprzęgu Eriki
Jeszcze kilkanaście lat temu Erika Steinbach głosowała przeciwko traktatowi granicznemu z Polską i głośno potępiała rzekome zbrodnie popełnione przez Polaków na bezbronnej ludności niemieckiej. Dziś przywódczyni Związku Wypędzonych przeszła zaskakującą metamorfozę - mówi, że oczekuje jedynie symbolicznego gestu od Polski. Na czym miałby on jednak polegać - tego nie wiadomo. Pytanie też, na ile jest to autentyczna przemiana, a na ile zimna kalkulacja polityczna.
Niedawno pani Erika została po raz trzeci wybrana na przewodniczącą Związku Wypędzonych pomimo tego, że jej stanowisko - przynajmniej oficjalnie - łagodnieje coraz bardziej. To świadczy najlepiej o pozycji, jaką Steinbach wypracowała sobie w organizacji.
Głównym celem Związku Wypędzonych pozostaje cały czas budowa Centrum przeciwko Wypędzeniom z siedzibą w Berlinie. Pomysł kontrowersyjny, lokalizacja jeszcze bardziej, a mimo to zyskuje ona coraz większe poparcie i coraz potężniejszych zwolenników.
Kiedy jesienią 2000 roku powstała fundacja, która ma organizować Centrum, na jej czele stanęli Steinbach i Peter Glotz - polityk SPD.
Pomysł powołania Centrum popiera więc już nie tylko chadecja - której tradycyjnie najwierniejszy elektorat stanowią "wypędzeni" - ale także niektórzy członkowie SPD, a nawet cieszący się dużym autorytetem Ralph Giordano, niemiecki pisarz pochodzenia żydowskiego, któremu udało się przeżyć Holokaust.
Hakata sp. z o.o.
Pozytywny wizerunek, jaki usiłuje nadać swoim działaniom Erika Steinbach, psuje działalność utworzonego niedawno Powiernictwa Pruskiego. Jest to spółka założona przez niemieckie Ziomkostwo Ślązaków, której celem ma być przygotowywanie pozwów w sprawie odszkodowań lub zwrotu byłego niemieckiego mienia utraconego przez Niemców po 1945 roku w Polsce. Dziś Związek Wypędzonych odcina się od działań Powiernictwa Pruskiego, a sama Steinbach twierdzi, że nic nie wiedziała o planach utworzenia spółki. Tyle tylko, że najzupełniej przypadkowo dwóch pomysłodawców firmy - Hans-Guenther Parplies oraz Rudi Pawelka to jednocześnie czołowi działacze Związku Wypędzonych.
Sam Pawelka znany z jest kontrowersyjnych antypolskich wypowiedzi. Jego zdaniem kanclerz Gerhard Schröder, który podczas obchodów 60. rocznicy powstania warszawskiego uznał roszczenia wypędzonych za bezpodstawne, naruszył tym samym niemiecką konstytucję. Pawelka powołał się na ekspertyzę prof. Eckharda Kleina, który uważa, iż roszczenia te są nadal aktualne, gdyż na wypędzonych popełniono zbrodnie przeciw ludzkości.
Mimo to większość Niemców uważa niemieckie roszczenia za nieuzasadnione, a 70 proc. uczestników sondażu opublikowanego przez "Der Spiegel" kwestionuje sens działalności Powiernictwa Pruskiego.
Nie zmienia to jednak faktu, że stopniowo, z pokolenia na pokolenie, niemiecki kompleks winy za nazistowskie zbrodnie staje się coraz słabszy. Coraz częściej też przedstawia się również Niemców jako ofiary wojny. Bez zmiany tej zbiorowej świadomości niemożliwe byłoby odbudowanie obecnej pozycji Związku Wypędzonych. Dlatego Polacy i Czesi najzupełniej słusznie obawiają się, że Centrum przeciwko Wypędzeniom przyczyni się do relatywizacji niemieckiej winy, a przyszłe pokolenia otrzymają wypaczony obraz II wojny światowej.
Jeżeli Erice Steinbach uda się przekonać członków organizacji do kolejnego swojego pomysłu - notarialnego zrzeczenia się przez wypędzonych roszczeń odszkodowawczych - powiedzie się też jej propagandowa akcja zmierzająca do wybielenia wizerunku związku. A wtedy budowie Centrum już nic nie zaszkodzi.
Tego zaś można bać się nawet bardziej niż roszczeń finansowych Powiernictwa Pruskiego. Obyśmy przez nasze zaniedbanie nie przysporzyli problemów naszym wnukom. A takiej spuścizny nie chcemy im chyba pozostawić.
Instytut Zachodni
- Nie znam obecnego szczegółowego projektu Centrum przeciw Wypędzeniom. Poprzedni czytałam w całości i moja opinia na temat tego pomysłu jest od początku całkowicie negatywna. Nie demonizowałabym jednak roli niemieckich Ziomkostw skupionych w Związku Wypędzonych. Wiele z nich angażuje się we współpracę z polskimi partnerami na forum lokalnym i regionalnym. I to jest najczęściej jedyna płaszczyzna ich aktywności.
Natomiast pani Steinbach, niczym dotąd niewyróżniającemu się politykowi, zależy na rozgłosie nawet kosztem prawdy historycznej.
Myślę, że czynimy z niej niepotrzebnie bohatera pierwszych stron gazet, podczas gdy w Niemczech jest ona osobą niemal nieznaną.
Czy Steinbach się ucywilizowała? Powiedziałabym raczej, że szefowa Związku Wypędzonych zauważyła, że jej pomysł budowy Centrum wywołuje perturbacje polityczne na forum międzynarodowym i może być trudny do realizacji bez uwzględnienia punktu widzenia sąsiednich państw. Stąd pewne złagodzenie pierwotnej idei Centrum.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











