Szalom Brandstaettera

Rozmowa z księdzem Zbigniewem Pawlakiem pełniącym obowiązki redaktora naczelnego "Przewodnika Katolickiego" w latach 1984-1989



Jak rozpoczęła się Księdza przygoda z "Przewodnikiem Katolickim"?



- Szczerze mówiąc, już w latach dziecięcych. Moja mama grubo przed wojną abonowała dwa tygodniki: "Przyjaciółkę" i "Przewodnik Katolicki". Bardzo lubiłem oglądać to pismo. Potem już...
Czyta się kilka minut

Rozmowa z księdzem Zbigniewem Pawlakiem pełniącym obowiązki redaktora naczelnego "Przewodnika Katolickiego" w latach 1984-1989

Jak rozpoczęła się Księdza przygoda z "Przewodnikiem Katolickim"?

- Szczerze mówiąc, już w latach dziecięcych. Moja mama grubo przed wojną abonowała dwa tygodniki: "Przyjaciółkę" i "Przewodnik Katolicki". Bardzo lubiłem oglądać to pismo. Potem już jako kapłan związałem się z nim na długie lata. A zaczęło się to 46 lat temu na wikariacie w Żabikowie, sześć lat po święceniach. Proboszczem w tej miejscowości był wówczas ks. prałat Roman Mieliński, naczelny redaktor "Przewodnika". On to któregoś wieczoru zaproponował mi napisanie artykułu na uroczystość Niepokalanej. I tak się zaczęło. Później zaprzyjaźniłem się z zespołem redakcyjnym i od czasu do czasu coś tam im pisywałem.

W 1984 roku ks. arcybiskup Jerzy Stroba zlecił mi kierowanie tym pismem. I tak było przez pięć lat. Można powiedzieć, że pożegnałem się z tą pracą w momencie powstania III Rzeczypospolitej.

Objął Ksiądz redakcję w szczególnie trudnym dla Polaków momencie. Był to czas zniechęcenia i apatii dużej części społeczeństwa.

- Trzymaliśmy się zasady, że pismo zachowa profil religijno-moralny. Tygodnik liczył zaledwie osiem stron. Trzeba było maksymalnie wykorzystać te szczupłe możliwości. Także zespół redakcyjny był niewielki, zaledwie kilka osób. O publicystyce społeczno-politycznej nie było co marzyć. We wszystko ingerowała cenzura.

Pamiętam, że cenzura zdjęła całkowicie mój tekst o śmierci i pogrzebie ks. Jerzego, chociaż był on względnie łagodny i obiektywny.

No właśnie, jak układała się "współpraca" z cenzorami?

- Podjąłem decyzję, że będziemy dokładnie zaznaczali każdą ingerencję cenzury. Reakcja urzędu była grożąca: "Będziecie jeszcze żałowali, tego co robicie" - ostrzegano nas.

Czepiali się wszystkiego w sposób zadziwiający. Na przykład nie wolno było pisać o modlitwach młodzieży na Jasnej Górze. Domagali się podkreślenia tego, że była tam "tylko młodzież katolicka", żeby broń Boże ktoś nie pomyślał, że chodzi o młodzież polską.

Byłem też wezwany na "dywanik" do centralnego szefa cenzury. Przyjechał do Poznania z Warszawy. Do dziś nie wiem po co. A w ogóle sądzę, że pracownicy tego urzędu byli po prostu zastraszani, chociaż znajdowali się tam też "gorliwcy" - właśnie ci, którzy nam grozili.

Co jeszcze nie podobało się komunistycznym władzom?

- Przypuszczam, że podejrzewano nas, iż skupiamy w redakcji dziennikarzy i publicystów z opozycji. Faktem jest, że kilku z nich przyłączyło się do nas, ponieważ stracili pracę we własnych redakcjach, np. z powodu przynależności do "Solidarności". Obawy te były jednak bezpodstawne. Nie zmieniliśmy, współpracując z nimi, religijnego charakteru pisma.

Mimo to spotkało mnie dziwne zdarzenie. Któregoś dnia, jadąc moją syrenką, poczułem luz w kierownicy. Zatrzymałem się i bez trudu wyjąłem kierownicę z obudowy. Mój mechanik zapewniał mnie, że coś takiego nie mogło się stać przypadkowo. Ten przypadek jakoś dziwnie zbiegł się w czasie z tragiczną śmiercią poznańskiego dominikanina o. Honoriusza. Jak wiemy, zginął on w wypadku samochodowym. Przyczyna do dziś pozostała niewyjaśniona. Nie mam jednak pewności, czy te dwa wydarzenia można ze sobą łączyć.

Czy istnieje jakiś szczególny moment, który utkwił Księdzu w pamięci z czasów wieloletniej współpracy z "Przewodnikiem Katolickim"?

- Tak, ale stało się to nie "za mojej kadencji". Byłem wówczas akurat w redakcji, kiedy nagle pojawił się w niej Roman Brandstaetter. "Szalom", pozdrowił wszystkich obecnych.

Widząc na twarzy moje zdziwienie, powiedział: "Mówią niektórzy o mnie, że jestem przechrztą. A ja jestem wciąż Żydem, który uwierzył Jezusowi Chrystusowi i z miłości do Niego przyjął chrzest święty".

Czy na koniec naszej rozmowy zechce Ksiądz podzielić się swoimi uwagami na temat "Przewodnika" w jego obecnej postaci?

- Czytam was z dużym zainteresowaniem - często "od deski do deski". Szczególnie cenię sobie komentarze polityczno-społeczne. Cenię je za to, że są wyważone i pozbawione krańcowych ocen. Ludzie są zdezorientowani w tych sprawach, a one dziś są tak ważne.

Rozmawiał

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2005