Niepokój

Pewien profesor teologii moralnej dał mi do przeczytania wydaną ostatnio w Polsce książkę "Krótka historia Kościoła Katolickiego". Jej lektura wzbudziła we mnie niepokój. Zrozumiałem, że poszukiwanie sposobu życia wiarą jest moim zadaniem osobistym. I że tylko drzewo, które rośnie, żyje.



Nie wypada na łamach "Przewodnika Katolickiego" reklamować książki Hansa Künga, teologa,...
Czyta się kilka minut
Pewien profesor teologii moralnej dał mi do przeczytania wydaną ostatnio w Polsce książkę "Krótka historia Kościoła Katolickiego". Jej lektura wzbudziła we mnie niepokój. Zrozumiałem, że poszukiwanie sposobu życia wiarą jest moim zadaniem osobistym. I że tylko drzewo, które rośnie, żyje.

Nie wypada na łamach "Przewodnika Katolickiego" reklamować książki Hansa Künga, teologa, który od 25 lat jest pozbawiony prawa nauczania w imieniu Kościoła katolickiego i który systematycznie wypowiada się bardzo krytycznie na temat pontyfikatu Jana Pawła II i samego Papieża. I nie o reklamę tutaj chodzi. Jeżeli wspominam o "Krótkiej historii", to dlatego, że jej lektura wzbudziła we mnie niepokój. Punktem, wokół którego koncentruje się historyczna analiza autora, jest teza podważająca prymat jurysdykcyjny biskupa Rzymu nad całym Kościołem, a także problem nieomylności Papieża. Nie zamierzam dyskutować na temat tez Künga. Czuję natomiast nieodpartą potrzebę podzielenia się rzeczywistością owego niepokoju, który nie opuszcza mnie do dzisiaj.

Odpowiedzialność poszukiwania

W życiu wiary bardzo ważne jest doświadczenie wspólnoty, świadomość, że nie jestem odosobniony w przekonaniach, które żywię, że mogę liczyć na tych, którzy wierzą tak samo jak ja. Ta potrzeba oparcia we wspólnocie przybiera szczególną postać w doświadczeniu przywództwa duchowego. Mam świadomość, że istnieje ktoś, kto jest za mnie odpowiedzialny, kto określa drogę, w razie konieczności wskaże błąd. Na płaszczyźnie czysto wewnętrznej taką rolę spełnia stały spowiednik, ojciec duchowny. Przywództwo religijne urzeczywistnia się jednak jeszcze wyraźniej w sposób zewnętrzny. Wiem, że mojej parafii przewodzi proboszcz odpowiedzialny za kształt i postęp wiary wszystkich parafian. Jest on delegowany w tym celu przez biskupa odpowiedzialnego za całą diecezję. W wymiarze Kościoła powszechnego taką rolę spełnia Papież. Jako szeregowy chrześcijanin mogę być spokojny, bo w kwestii poprawności wiary nad wszystkim czuwa Stolica Apostolska. Hans Küng podważając prymat i nieomylność Biskupa Rzymu, odbiera tę pewność. Stąd mój niepokój.

Lektura "Krótkiej historii Kościoła Katolickiego" zwróciła moją uwagę na problem mojej osobistej odpowiedzialności za wiarę. Zadałem sobie pytanie o to, czy nie jestem przypadkiem chrześcijaninem zadowolonym ze znalezienia prawdy, człowiekiem nie podejmującym wysiłku nieustannego odnajdywania swojej drogi do Boga, chrześcijaninem, który poszukiwania w wierze pozostawił swoim hierarchicznym zwierzchnikom. To prawda, bardzo nam potrzeba pewnych ram, modeli zachowania i modlitwy. Według tych wzorów kształtujemy nasze osobiste chrześcijaństwo. Niebezpieczeństwem jest jednak złożenie odpowiedzialności na innych i włączanie się w życie wspólnoty wierzących na zasadzie elementu wielkiej maszynerii, małej części działającej automatycznie w odgórnie określony sposób.

Wszelki automatyzm na płaszczyźnie duchowej jest końcem duchowości. Prosty przykład. Pierwszym i bezcennym darem, jaki otrzymaliśmy w naszym świadomym życiu wiary, jest pacierz, którego nauczyli nas nasi najbliżsi. Ale przecież błędem byłoby poprzestać na tej tylko formie modlitwy, nie zadać sobie pytania o inne sposoby modlitewnego dialogu, nie podjąć odpowiedzialności za rozwijanie własnej relacji z Bogiem.

Wczoraj i jutro

Uśpienie niepokoju, o którym piszę, traktuję jako ogromne niebezpieczeństwo w życiu wiary. Świadomość, że wszystko w moim chrześcijaństwie jest już w porządku, że ktoś pomyślał za mnie, wskazał sposoby życia, które teraz trzeba tylko zrealizować, wprost blokuje życie duchowe. W praktyce wyraża się to w mentalności chrześcijanina zadowolonego z samego siebie: "Nie zabiłem nikogo. Nie cudzołożę. Nie kradnę. Chodzę w niedzielę do kościoła i odmawiam pacierz. Nie mam duchowych problemów. Wszystko jest w porządku. Jestem jak inni".

Taka postawa uniemożliwia wszelki rozwój, bo jeśli jest dobrze w punkcie, w którym się znajduję, to po co iść naprzód i szukać dalej, po co się męczyć. Jestem spokojny, ale się nie rozwijam. Nam po prostu trzeba tego niepokoju, który każe szukać wciąż nowych sposobów realizowania Ewangelii w życiu.

To, co sprawdzało się wczoraj, może nie być równie dobre jutro. Wczoraj wystarczyło, że pomodliłem się za głodnych, ale dzisiaj powinienem rzeczywiście podzielić się swoim chlebem. Kiedyś chodziłem do kościoła, ale dzisiaj trzeba mi się naprawdę zaangażować w życie mojej wspólnoty parafialnej. Kościół nie jest międzynarodową odgórnie zarządzaną firmą, w której wystarczy spełniać podstawowe wytyczne, aby otrzymać emeryturę szczęścia wiecznego w niebie. Kościół to próba życia Ewangelią. A żyć Dobrą Nowiną nie da się tak samo każdego dnia. Trzeba szukać. Trzeba się niepokoić.

Ów niepokój jest cechą charakterystyczną ludzi świętych. "Jeszcze tyle do zrobienia! Tak jestem daleko od wyznaczonego przez Jezusa ideału!" Pomyślmy: gdyby Franciszkowi Bernardone było dobrze w biznesie prowadzonym przez ojca, nie narażałby się mu, nie zostawiłby wszystkiego, aby zająć się odbudową jakiegoś opuszczonego kościoła. Gdyby był wewnętrznie spokojny, nie odbudowałby San Damiano; nie zrealizowałaby się też odnowa Kościoła, jakiej dokonał założony przez niego zakon. Gdyby loretanka, s. Maria Teresa Bojaxhiu nie odczuwała duchowego niepokoju, zapewne pozostałaby do końca swojego czynnego życia zakonnego nauczycielką historii i geografii, zadowoloną z niesienia świadectwa wiary i światła wiedzy swoim uczniom, a świat nie poznałby nigdy Matki Teresy z Kalkuty i jej dzieła posługi najuboższym.

Kolejny krok na drodze wiary

Podobnie i w moim życiu. Dzisiaj zrobiłem coś dobrego, ale jutro mogę i powinienem zrobić więcej i lepiej. Jutro wymaga ode mnie kolejnego kroku na drodze wiary. To dlatego mówimy o chrześcijańskim życiu jako o pielgrzymowaniu. Wciąż mamy przed sobą drogę do celu. Wciąż mamy się rozwijać. Tylko drzewo, które rośnie, żyje. Tylko ten, kto ciągle szuka dróg realizacji swojej wiary, żyje duchowo.

Poszukiwanie sposobu życia wiarą jest moim zadaniem osobistym. Nikt nie może go za mnie wykonać. Inni mogą wskazywać drogę, radzić, ale w konkrecie swojego życia muszę sam podjąć odpowiedzialność za kształt mojego chrześcijaństwa. Nie zrobi tego za mnie nikt, nawet Papież. W tym sensie "Krótka historia Kościoła Katolickiego" wzbudziła we mnie niepokój.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2004