Logo Przewdonik Katolicki

Poza kościołem

ks. Wojciech
Fot.

Wyszedłem z domu, by spojrzeć, kto przyszedł na Mszę, ale jej nie przeżywa, ani w niej nie uczestniczy, bo jest zajęty na przykład rozmową na ławce przystanku autobusowego. Szczególnie młodzieży zwracam na to uwagę. Jednak to, co zobaczyłem, przerosło wyjątkowo moją wyobraźnię. Otóż przy bocznym wejściu do kościoła stał sobie pan, a obok niego na smyczy pies. Pan, kiedy mnie...

Wyszedłem z domu, by spojrzeć, kto przyszedł na Mszę, ale jej nie przeżywa, ani w niej nie uczestniczy, bo jest zajęty na przykład rozmową na ławce przystanku autobusowego. Szczególnie młodzieży zwracam na to uwagę. Jednak to, co zobaczyłem, przerosło wyjątkowo moją wyobraźnię. Otóż przy bocznym wejściu do kościoła stał sobie pan, a obok niego na smyczy pies. Pan, kiedy mnie widział, stał, lecz kiedy nie widział, robił z owym czworonogiem mały spacer. Byłem tym widokiem tak zbulwersowany, że powiedziałem owemu panu z psem tylko jedno zdanie.
Być bliżej Ciebie chcę na każdy dzień, za Tobą życiem swym iść jako cień.

Jest pełnia lata, wakacji i urlopów. Całe szczęście, wielu, którzy chodzili na niedzielną Eucharystię, robią to także podczas wakacyjnego wypoczynku. Jest jednak pewien problem. Polski krajobraz religijności to tłumy wiernych stojących poza kościołem, nierzadko w dużym oddaleniu. Nie odległość jest sprawą do zastanowienia. Z reguły ci, którzy na Mszę przychodzą pod kościół, w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu, prawie nigdy nie śpiewają, raczej nie modlą się, nie mają wzrokowego kontaktu z ołtarzem. To sprawia, że większą ich uwagę przykuwa każdy przejeżdżający samochód, niż to, co się dzieje na ołtarzu i obok niego. Przypuszczam, że moi bracia kapłani w całej Polsce w trosce o wiernych nagłośnili teren wokół kościoła. Przydaje się to tym bardziej, gdy kościół jest mały i nie może w zwykłą niedzielę pomieścić chętnych wiernych. Ale bywa i tak, że w kościele jest jeszcze dużo miejsca, a wierni wolą być poza świątynią i w ten sposób "zaliczać" obowiązek niedzielnej Eucharystii. Niestety, te osoby, które są poza kościołem, często oddają się rozmowom, a nawet dyskusjom, i gdyby je zapytać, w jakim momencie jest Msza, trudno byłoby im odpowiedzieć. Zakochani trzymają się za ręce - bliskość ciał raczej nie skłania do duchowych uniesień podczas niedzielnej Mszy. Co zrobić z tym problemem?
Niektórzy z racji różnych chorób nie zawsze mogą być w środku kościoła. Bywa, że ktoś wyjątkowo źle się poczuje i dlatego spędza Eucharystię poza murami świątyni. Są i tacy wierni, którzy, mimo że nie są w środku kościoła, to jednak bardzo uważają i chcą niedzielną Mszę Świętą przeżyć jako spotkanie z Bogiem. Przykazanie kościelne mówi: "W niedzielę i inne nakazane dni świąteczne wierni są zobowiązani uczestniczyć we Mszy Świętej i powstrzymać się od prac służebnych". Słowo "uczestniczyć" każdy, nawet dziecko, rozumie. Wiemy, że w zabawie uczestniczy ten, kto bierze w niej udział, a nie ten, kto się przypatruje. W sprzątaniu uczestniczy ten, kto na przykład zamiata podłogę, a nie ten, który siedzi i patrzy, jak inni to robią. W Eucharystii uczestniczy ten, kto śpiewa, modli się, słucha, myśli, klęka. Czy pan z psem uczestniczył we Mszy...?
Zdaję sobie sprawę, że poruszony problem jest duży, nawet nas, kapłanów, będzie dzielił w zależności od punktu widzenia. Nie można go jednak zostawić, a już na pewno nie można uważać, że nie istnieje. Bo przypuszczam, iż wielu, którzy pod kościołem przegadają Mszę, w sumieniu uważają, że na niej byli. Tak, ale na czym polegało ich uczestnictwo...?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki