Logo Przewdonik Katolicki

"De Hoop" znaczy Nadzieja

Grzegorz Górny
Fot.

Statystyki wskazujące wzrost spożycia narkotyków na świecie są porażające. Podobnie statystyki dotyczące wyleczalności narkomanów. Wielu ekspertów uważa, że wojna z kartelami narkotykowymi została przegrana i nie da się już zahamować rozprzestrzeniania środków odurzających. Nie dla wszystkich jednak nadzieja umarła. Aż 97 procent bywalców nocnych klubów w Londynie przyznało,...

Statystyki wskazujące wzrost spożycia narkotyków na świecie są porażające. Podobnie statystyki dotyczące wyleczalności narkomanów. Wielu ekspertów uważa, że wojna z kartelami narkotykowymi została przegrana i nie da się już zahamować rozprzestrzeniania środków odurzających. Nie dla wszystkich jednak nadzieja umarła.


Aż 97 procent bywalców nocnych klubów w Londynie przyznało, że zażywa narkotyki. W każdy weekend nastolatki w Niemczech spożywają 2 miliony tabletek ecstasy. W Polsce narkotyki co najmniej raz w życiu zażyło już 3,5 miliona osób.
Każdego roku Amerykanie przeznaczają na narkotyki ok. 60 miliardów dolarów. Tylko nastolatki w Wielkiej Brytanii wydają na ecstasy ponad miliard funtów rocznie - więcej niż cały naród na kawę i herbatę. Oblicza się, że zysk ze światowego handlu narkotykami wynosi 400 miliardów dolarów - wartość 8 procent globalnego obrotu handlowego.
Za cyframi tymi stoją losy milionów konkretnych ludzi, których życie zostało złamane. Z roku na rok na świecie zwiększa się bowiem liczba osób uzależnionych od narkotyków. Bardzo często zapomina się, że narkomania jest chorobą nieuleczalną i nawracającą. Oznacza to, że narkomanem jest się praktycznie do końca życia. Większość prób terapii, jakim poddają się osoby uzależnione, okazuje się na dłuższą metę nieskuteczna. W Polsce np. zaledwie 20-25 proc. tych, którzy rozpoczynają terapię, udaje się dotrwać do końca kursu. Połowa zaś z tych, którzy taki kurs ukończyli, wraca jednak później do nałogu. Podobne, a nawet gorsze - np. w Rosji - są statystyki w innych krajach świata.
Są jednak w wielu państwach ośrodki, których bilans przedstawia się znacznie lepiej. Są to placówki chrześcijańskie, opierające swą działalność o terapię duchową. Należą do nich m.in. "Fazenda Esperanza" w Brazylii, "De Hoop" w Holandii czy "Cenacolo" we Włoszech.

Praca i modlitwa


Narkomania bywa niekiedy definiowana jako choroba zarówno ciała, jak i ducha. Wobec tego do jej przezwyciężenia potrzebna jest tak terapia cielesna, jak i duchowa. Jak mówi brat Nelson, jeden z założycieli brazylijskiej "Fazendy": - Widzę dwa filary, na których opiera się nasz projekt: duchowy - życie we wspólnocie i doświadczanie razem Ewangelii w codziennym życiu oraz materialny - czyli pracę, ale rozumianą nie tyle jako terapię, ile po prostu jako sposób zapewnienia nam środków do życia i uczynienia nas samowystarczalnymi.
W "Fazendzie" właściwie nie prowadzi się klasycznej psychoterapii. Jak mówi jeden z głównych animatorów tej inicjatywy, niemiecki misjonarz ojciec Hans: - My nie traktujemy tych młodych ludzi uzależnionych od narkotyków jak chorych, ale jak ludzi potrzebujących miłości. W ciągu roku staramy im się pokazać, że są kochani, że sami mogą kochać, zmieniać się i być kimś innym. Większość osób prowadzących nasze programy to osoby konsekrowane, dlatego mogą się one poświęcić tym młodym ludziom przez 24 godziny na dobę. Mogą poświęcić więcej czasu niż zwykli pracownicy, którzy mają swoje obowiązki rodzinne. I młodzi widzą tę różnicę - że są kochani w sposób radykalny i bezinteresowny. Ta bezinteresowna miłość budzi w nich "coś". Prowokuje ich do kochania również bezinteresownie. I kiedy zaczną tak postępować, to właściwie są uleczeni. Uleczają się, bo się zmieniają. Nie dajemy im żadnych lekarstw, nie mówimy, co powinni robić. Staramy się tylko pokazać im, jak żyć, jak być szczęśliwym, jak żyć Słowem Bożym. Kiedy oni też zaczynają żyć Słowem Bożym, coś się wewnątrz nich zmienia - stają się nowymi ludźmi. Coś boskiego się w nich budzi i daje im niesamowitą moc.
Mimo tak nietypowej formy pomocy, okazuje się, że "Fazenda" jest najskuteczniejszym w całej Brazylii ośrodkiem leczenia narkomanów. Posiada ona w tym kraju już kilkanaście swoich filii, a przed kilku laty rozpoczęła działalność również w Niemczech.
Na podobnej zasadzie opiera się działalność wspólnot "Cenacolo", które założyła włoska zakonnica, siostra Elwira. Nie stosuje się w nich żadnego leczenia farmakologicznego, nie ma zatrudnionych psychologów ani psychiatrów. Jedyną terapią - jak mawia założycielka - jest miłość Chrystusa. Podstawa funkcjonowania grupy to z jednej strony ciężka praca fizyczna, z drugiej zaś modlitwa, m.in. nieustająca adoracja Najświętszego Sakramentu przez zmieniające się kolejno osoby.
We wspólnotach tych zaobserwowano niezwykły fenomen przywracania do normalnego życia narkomanów, którzy z medycznego punktu widzenia nie rokowali żadnych szans. Nic więc dziwnego, że od roku 1983, kiedy to w Saluzzo we Włoszech założona została pierwsza wspólnota "Cenacolo", zdążyło już powstać kilkadziesiąt tego typu ośrodków na całym świecie (w tym trzy także w Polsce).
Holenderskie centrum pomocy narkomanom "De Hoop" (Nadzieja) zostało z kolei powołane do życia w 1975 roku przez grupę tamtejszych protestantów, bardzo poważnie traktujących swoją wiarę. Obecny dyrektor ośrodka Frans Koopmans mówi: - Wielu ludzi używa narkotyków jako pomocy w zmaganiu się z życiem. Oni nie znają po prostu innej metody radzenia sobie z przeciwnościami. W pewnym momencie nie są w stanie rozwiązywać problemów w normalny sposób i uciekają od nich. Dlatego terapia w naszym ośrodku sięgnąć musi do głębszych - duchowych - pokładów człowieczeństwa. Nałóg nie jest problemem. Ludzie zażywają narkotyki, piją alkohol, uprawiają hazard albo objadają się ponad miarę z powodu innych problemów. To z nimi należy się uporać, jeżeli chcemy zwalczyć nałóg.
Efekty tego zwalczania widać jak na dłoni, skoro placówka, która w połowie lat 70-tych była prywatną inicjatywą palu zapaleńców i zaczynała od prób leczenia dwóch narkomanów, dziś jest największym szpitalem odwykowym w całej Holandii, zdolnym przyjąć jednorazowo 150 pacjentów. Przełomowy był rok 1991 - holenderskie władze, widząc niezwykłą skuteczność "De Hoop", zdecydowały się wciągnąć placówkę do publicznego systemu ochrony zdrowia. Dzięki temu koszty leczenia pacjentów refundowane są przez firmy ubezpieczeniowe.

Życie psychiczne i duchowe


Różnica w świeckim i religijnym podejściu do narkomanii polega głównie na innym zdefiniowaniu istoty choroby. To, co dla świeckiego psychologa jest załamaniem procesów motywacyjnych - dla człowieka religijnego jest spętaniem woli. O ile pierwszy koncentruje się na sferze psychicznej danej osoby, o tyle drugi dostrzega przede wszystkim jej sferę duchową.
Zdaniem siostry Jolanty Glapki, która wprowadza elementy duchowe do terapii osób uzależnionych w Polsce, narkomania to śmierć duchowa. Dlatego najważniejszym, a zarazem najtrudniejszym momentem w leczeniu narkomanów jest uwolnienie ich spętanej woli oraz przezwyciężenie poczucia pustki i beznadziei. Jak mówi siostra Jolanta, największą moc, zdolną uczynić takie rzeczy, posiada Jezus Chrystus - trzeba tylko się na Jego łaskę otworzyć.
Nawet ci, którzy nie zgadzają się z takim postawieniem sprawy, muszą przyznać, że statystyki działają na korzyść terapii duchowej, gdyż motywacja nadprzyrodzona jest znacznie silniejszym bodźcem do postanowienia naprawy swojego życia niż inne przyczyny.
Jak mówi wspomniany już Frans Koopmans: - Najwięcej trudności stwarza osobom uzależnionym nie tyle zerwanie z narkotykiem, ile raczej wytrwanie w abstynencji. Nasze doświadczenie pokazuje, że najmocniejszym oparciem w takich chwilach jest wiara w Boga.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki