Czytelnicy "Przewodnika" zwrócili mi uwagę, że ostatnimi czasy moje zapiski są świadectwem kompletnego czarnowidztwa. Biję się w piersi. Są. Jakoś trudno mi było w polityce...
Czytelnicy "Przewodnika" zwrócili mi uwagę, że ostatnimi czasy moje zapiski są świadectwem kompletnego czarnowidztwa. Biję się w piersi. Są. Jakoś trudno mi było w polityce polskiej i międzynarodowej dostrzegać zjawiska dobre i budzące nadzieję. Powziąłem jednak mocne postanowienie, iż zacznę myśleć pozytywnie. Przynajmniej dzisiaj, przy tak szczególnej okazji. Święto Zmartwychwstania Pańskiego to czas optymizmu i nadziei. Rozejrzałem się wokoło i jak na zamówienie znalazły się powody do optymizmu.
Pierwszym i powszechnie znanym jest, rzecz jasna, zapowiedź dymisji Leszka Millera. "To nie jest ława ministrów, to jest ława oskarżonych" mógłby za Georges'em Clemanceau powtórzyć dowolny parlamentarzysta polskiej opozycji, wskazując na ławy rządowe. Dobrze więc, że tej ekipy już nie będzie. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie także tego Sejmu i że otrzymamy szansę zweryfikowania rządzących w kolejnych wyborach. Na pewno symbolami nadziei na przyszłość nie są rządy Marka Belki czy Józefa Oleksego. Tych panów już znamy i im dziękujemy.
Obrona człowieka
Prawdziwym powiewem optymizmu stało się dla mnie wydarzenie dość solidarnie zepchnięte na dalsze kolumny gazet. Oto prezydent Stanów Zjednoczonych podpisał prawo federalne, traktujące zabójstwo kobiety w ciąży jako zabicie dwóch osób. Podobnie jak morderstwo - będzie traktowana w prawie amerykańskim napaść na ciężarną kobietę, która spowoduje śmierć jej nie narodzonego dziecka. Dlaczego szczegółową regulację prawną w USA traktuję jako powiew nadziei? Dlatego otóż, że George Bush nie okazał się tchórzliwym osobnikiem wywodzącym, iż filozofowie zastanawiają się nad tym, czy nie narodzone dziecko jest człowiekiem, czy jakimś bliżej nieokreślonym "płodem". Nie stworzył również jakiegoś lex specialis. Po prostu do systemu prawnego Ameryki wprowadził jasne określenie, że nie narodzony człowiek jest takim samym człowiekiem, jak każdy inny. Swoją drogą, przydałoby się takie prawo i w Polsce, gdzie tabuny "damskich bokserów" podnoszą rękę na kobiety w ciąży. Może, gdyby jeden z drugim wiedział, że ryzykuje zostanie mordercą, chwilę by się zastanowił.
Wracam jednak do amerykańskiego prezydenta. Nasi zidiociali pacyfiści i liczniejsi od nich polityczni gracze, którzy próbują upiec polityczne pieczenie na protestach przeciwko obecności wojsk polskich w Iraku przedstawiają George'a Walkera Busha jako krwiożerczego imperialistę i przygłupka. Kopiują z lubością karykatury prezentowane w lewackich gazetach zachodniej Europy i powtarzają kpinki produkowane na lewicowych uniwersytetach. To, że autorzy owych karykatur (rysunkowych i słownych) należeli w przeszłości do chwalców komunizmu i miłośników przewodniczącego Mao, a teraz chętnie przyznają się do sympatii dla Fidela Castro, polskich kopistów nie razi.
W rzeczywistości Bush jest przykładem polityka, niemal podręcznikowym, który na serio bierze swoje wyborcze deklaracje i zasady, które publicznie wyznaje. W oceanie politycznej hipokryzji i polityki polegającej na wygłaszaniu z miedzianym czołem kolejnych łgarstw do telewizyjnych kamer, człowiek przyznający się do tego, że w młodości był alkoholikiem, a wydobył się z nałogu w wyniku religijnego przełomu, wygląda na niedzisiejszego dziwaka. Podobnie, jak jego deklaracje, potwierdzane przez przyjaciół i współpracowników, że dzień pracy zaczyna od spokojnej modlitwy, które w zachodnioeuropejskim świecie politycznym stanowiłyby antyreklamę.
Skuteczność dobra
Może zabrzmi to dziwacznie, ale coraz mocniej jestem przekonany, iż przewaga gospodarcza, polityczna i wojskowa Stanów Zjednoczonych we współczesnym świecie wynika właśnie z tego, że Amerykanie traktują politykę i życie publiczne szalenie serio. Słowa wypowiadane przez polityków są traktowane literalnie, typowe dla Europy mruganie okiem i zapowiadanie wyrastania gruszek na wierzbie w USA skompromitowałyby polityka raz na zawsze. Powszechny obyczaj wywieszania flagi przed domem, gest kładzenia ręki na sercu, kiedy grają hymn narodowy - nie są puste. Wyrażają autentyczny patriotyzm. Tak, jak deklaracje religijnego zaangażowania nie oznaczają obrzędowego "bywania" w kościele. Wiążą się z aktywnym uczestnictwem w życiu wspólnot parafialnych (bez względu na wyznanie) i z przemyślaną aktywną religijnością. Czasami jej przejawy wydają nam się dziwne, czasem miewamy wrażenie, że kapłani traktują swoją posługę niczym posadę sprzedawcy, który ma do zaoferowania obywatelowi towar o nazwie - wiara. Ale to działa. I mój dzisiejszy optymizm bierze się właśnie z tego, że nowoczesny świat staje się światem, w którym coraz trudniej o prawdziwy sukces bez solidnych korzeni. Rzecz bowiem nie dotyczy wyłącznie Ameryki. Technologie społeczeństwa postindustrialnego wymyślone w zachodnim kręgu cywilizacyjnym coraz bardziej kłócą się z wizją świata kolektywnego. Wygląda na to, że u progu gospodarczej zadyszki znalazły się Chiny - wzorcowe państwo kolektywistyczne. Nie bardzo potrafią odnaleźć się w epoce postindustrialnej Japończycy. A świat anglosaski ucieka coraz szybciej. Polityka i gospodarka współczesnego świata dokonuje więc pozytywnej weryfikacji fundamentalnego założenia chrześcijaństwa, czyli personalizmu. Okazuje się, że świadoma i samodzielna osoba ludzka jest bardziej efektywna niż państwowe lub organizacyjne struktury.
Upadek pustki - sukces Zachodu
Wielokrotnie wieszczono już "upadek Zachodu". Centrum świata miało przenieść się do Moskwy, do Pekinu, do azjatyckich tygrysów. Tymczasem początek XXI wieku dowodzi, że fundamentem jakiejkolwiek cywilizacji jest po prostu pojedynczy człowiek. Taki, jakiego najpełniej ukształtowało właśnie zachodnie chrześcijaństwo. Co więcej, człowiek ten jest skuteczny wówczas, gdy nie zaprzecza swojemu powołaniu, kiedy nie odrywa się od fundamentu wartości. Inaczej mówiąc, gdy to, co czyni, czyni dla realizacji dobra, a nie dla czczej i pustej przyjemności.
Być może to, co napisałem wyżej, brzmi okropnie mentorsko. W czasie świąt mamy jednak zazwyczaj nieco więcej czasu na refleksję, na zadawanie sobie pytań fundamentalnych. Zadajmy więc sobie pytanie i o to, czy dwa tysiące lat historii nie udowodniło przypadkiem również tego, że trwają budowle cywilizacyjne wzniesione na trwałych fundamentach, a te zbudowane na zbrodni, głupocie i wygodnictwie rozsypują się niczym sowiecki komunizm. Między innymi dlatego wierzę w sukces Ameryki i sądzę, że dla Polski i Polaków sojusz z Amerykanami jest dobrą inwestycją. Dlatego również nie wierzę tchórzliwym obrońcom pokoju, którzy w polskim Sejmie nawoływali do ucieczki z Iraku. Jestem przekonany, że wyzwolenie Irakijczyków spod dyktatury i próba zbudowania tam sprawiedliwszego systemu w historii długiego trwania okażą się inwestycją powiększającą globalną sumę dobra. A to ostatnie, zgodnie z powiedzeniem pewnego mądrego, starego człowieka, powinno być argumentem przeważającym w ocenie ludzkich czynów, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i zbiorowym.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













