Logo Przewdonik Katolicki

Wspomnienie i czekanie na miłość

O. Jan W. Góra OP
Fot.

Kiedy trzeba napisać kilka słów o minionym tygodniu, a samemu przebywa się w odosobnieniu, najpierw w seminarium metropolitalnym warszawskim, a później u sióstr klauzurowych w Świętej Annie koło Częstochowy, to można się poczuć kamedułą, którego pytają o wrażenia, których istnienia nawet nie podejrzewa... Dużym przeżyciem był dla mnie pobyt w seminarium, wśród kleryków i...

Kiedy trzeba napisać kilka słów o minionym tygodniu, a samemu przebywa się w odosobnieniu, najpierw w seminarium metropolitalnym warszawskim, a później u sióstr klauzurowych w Świętej Annie koło Częstochowy, to można się poczuć kamedułą, którego pytają o wrażenia, których istnienia nawet nie podejrzewa...
Dużym przeżyciem był dla mnie pobyt w seminarium, wśród kleryków i ich wychowawców pełnych troski. Lubię tę atmosferę. Jak zawsze w takich środowiskach nadrabiam to, czego nigdzie mnie nie nauczono, a do czego musiałem dochodzić samodzielnie, szukając i rozpytując po drodze. Być ojcem. Górna granica męskości w mężczyźnie to ojcostwo. Przestać myśleć o sobie, a zacząć myśleć o kimś drugim. Przestać żyć tylko dla siebie, a zacząć żyć dla kogoś innego. Jeżeli młody mężczyzna nie wejdzie w promieniowanie ojcostwa, staje się niebezpieczny. Zagraża. Jeżeli kapłan nie dojdzie do dojrzałości ojca, staje się zagrożeniem. No bo kim on wtedy jest? Kolegą, partnerem, współpracownikiem, pracodawcą? Kolega nie ma prawa stawiać mi wymagań, zobowiązywać mnie, ale takie prawo ma z pewnością ojciec. Wykładałem te prawdy z zaangażowaniem, ukazując je ostatecznie na podłożu trynitarnym, powtarzając, że ojcostwo istnieje i rozwija się stale z synostwem i braterstwem, oraz że te prawdy, jako owoce kontemplacji nigdy się nie starzeją, ale są wiecznie nowe i aktualne.
Do Poznania wracałem pod wrażeniem spotkań i rozmów. Dotyczyły one jednego: jak kochać w kapłaństwie i jak osiągnąć dojrzałość.
Niewiele zmieniając zawartość torby, pojechałem do sióstr klauzurowych w Świętej Annie koło Częstochowy.
Siostrom mówiłem o macierzyństwie, o tym, jak to jest, że nie mając dzieci, mamy dzieci i to często mamy je bardziej niż ci, którzy je mają. Klasztor w Świętej Annie od zawsze matkował nam, dominikanom. Każda siostra miała swoich podopiecznych do omadlania. Moja śp. już siostra Teresa zajmowała się pszczołami i była nadzwyczaj dojrzałą zakonnicą. Wspominam ją ze wzruszeniem, bo pamiętała o mnie i za mnie się modliła.
Klasztor sióstr częstował nas zawsze chlebem swojego wypieku, masłem, serem i kwaśnym mlekiem. Czegoś takiego nie było nigdzie. Ale siostry do kontemplacji miały pole, krowy, ogród, kwiaty, świeże powietrze i zdrowie do śpiewania. Ostatnio przybyło młodych sióstr, a klasztor zajmuje się liturgią i wytwarzaniem szat liturgicznych. Z czegoś te siostry muszą przecież żyć, nie są jeszcze aniołami. Ale w oczach niektórych widziałem, że chciałyby nimi być. Tymczasem długa jeszcze droga poprzez macierzyństwo duchowe i myślenie o innych i rodzenie tych innych dla Chrystusa. Przecież nawet najczystszej kontemplacji nie można uprawiać tylko dla siebie. Musi być to konkretne odniesienie do ludzi, do Boga...

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki