Logo Przewdonik Katolicki

35 lat ,,Stryszka"

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

"Pan Bóg wchodzi czasem na stryszek, by odnaleźć zagubiony uśmiech, odwzajemnić radość, posłuchać szczerej modlitwy, co frunie do samego nieba... A potem cicho i niepostrzeżenie wkrada się do naszych serc, byśmy mogli Go zawsze nosić przy sobie...". W zacisznych murach bazyliki, której potężna kopuła zatacza ponad miastem szeroki łuk przymierza, znalazło swój cichy kąt jedno...

"Pan Bóg wchodzi czasem na stryszek, by odnaleźć zagubiony uśmiech, odwzajemnić radość, posłuchać szczerej modlitwy, co frunie do samego nieba... A potem cicho i niepostrzeżenie wkrada się do naszych serc, byśmy mogli Go zawsze nosić przy sobie...".
W zacisznych murach bazyliki, której potężna kopuła zatacza ponad miastem szeroki łuk przymierza, znalazło swój cichy kąt jedno z najstarszych duszpasterstw akademickich w Bydgoszczy. Strome schody prowadzą do przestronnego pomieszczenia, w którym spotykają się kolejne pokolenia wychowanków ,,Stryszka". Mimo upływu lat, starsi ciągle pamiętają i... wspinają się na górę, by choć przez chwilę odkurzyć wspomnienia i poczuć się jak w niebie...
Gdyby nie ,,Stryszek"...
Duszpasterstwo młodych zaczęło się rozwijać przy bazylice w 1968 r. Był to swoisty paradoks, ponieważ miasto nie było wówczas znaczącym ośrodkiem akademickim. Jak wspomina Stanisław Sobieszczański, wpływ na zaczątek dzisiejszej wspólnoty miały wydarzenia marcowe - władze komunistyczne rozpoczęły indoktrynację środowisk studenckich. Doskonale rozumiał to kard. Stefan Wyszyński, który wydał decyzję, aby w całej Polsce - także w Bydgoszczy powstawały nowe duszpasterstwa. Tak narodził się ,,Stryszek"... Prof. Elżbietę Laskowską w latach 70. "przyciągnęła" do bazyliki wiadomość o księdzu, który podczas rajdów studenckich odprawiał niedzielną Mszę św. w lesie. - Chciałam go sobie obejrzeć i tak trafiłam do kaplicy akademickiej... Nazwa "Stryszek" pojawiła się w momencie, kiedy duszpasterstwo otrzymało pomieszczenie, z którego korzysta do dziś. Znajduje się ono na tyle wysoko, że "stryszek" pasował do niego jak ulał. Poza tym, nazwa kojarzyła się z nazwiskiem ówczesnego duszpasterza ks. Antoniego Strycharza. To był 1973 rok. - Gdyby nie ,,Stryszek" prawdopodobnie bylibyśmy dzisiaj zupełnie innymi ludźmi - ja na pewno byłabym zupełnie innym człowiekiem. Myślę, że gorszym - dodaje prof. Laskowska.
Radosna wspólnota
W trudnych latach 80. duszpasterstwo rozpalało ducha - umacniało przekonanie, że sprawiedliwość i praworządność musi w końcu zwyciężyć. - Duszpasterstwo akademickie podtrzymywało i rozwijało wiarę. Spotkania w bazylice pomagały nam znaleźć "prawdziwe słowo" - wspomina Barbara Szwajkowska. Oprócz rozmów w kręgach tematycznych organizowano także letnie wyjazdy do Zaworów, niewielkiej miejscowości na Kaszubach. Co roku studenci spędzali dwa tygodnie pod namiotami. Tam uczyli się codziennej pracy u boku bliźniego. - Do dziś czuję smak herbaty z wody gotowanej na ognisku - dodaje z nutką rozmarzenia w głosie Arkadiusz Rais. Weronika Masłowska trafiła na Stryszek dopiero w tym roku. - Kiedy człowiek wpada w wir nauki i zajęć poza studiami, powoli traci kontakt z innymi, a może i z samym sobą... Ludzie uciekają przed takimi formacjami jak duszpasterstwo akademickie. Wydaje im się, że najpierw trzeba będzie 45 minut odleżeć krzyżem, a po Mszy św. wyjść - najlepiej ze spuszczoną głową. A to jest przecież ogromna radość - taka wspólnota, którą się tworzy z drugim człowiekiem...
Jest za co dziękować!
Duszpasterzem akademickim od października tego roku jest ks. Krzysztof Wrześniak, który opiekował się wspólnotą wincentyńską w latach 1994-96. - To nie jest duszpasterstwo, które prowadzi do wychodzenia ze spuszczoną głową po spotkaniu czy Mszy św. akademickiej. Wręcz przeciwnie! To ma być duszpasterstwo, które uczy człowieka, jak iść w świat z podniesioną głową, dziękując Bogu za to, że jest się chrześcijaninem. Ośrodek przy bazylice stara się upowszechniać charyzmat św. Wincentego ? Paulo, który zwykł mawiać: "Głosić Ewangelię ubogim, posłał mnie Pan". Potrzebujących nigdy nie zabraknie. Trzeba im z odwagą pomagać i przekazywać Dobrą Nowinę - a czasami, gdy sił brakuje, trzeba po prostu wejść na stryszek - tam dzielą się sercem, jak opłatkiem...
Tekst i zdjęcie:

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki