Logo Przewdonik Katolicki

Miłował Kościół, Polskę i Polaków

Jadwiga Knie-Górna
Fot.

13 sierpnia minęła 26. rocznica śmierci arcybiskupa Antoniego Baraniaka, któremu kilka dni przed śmiercią przyszły namiestnik Piotrowy - Karol Wojtyła powiedział znamienite słowa: "Kościół w Polsce nigdy Księdzu Arcybiskupowi nie zapomni, że go bronił w najtrudniejszych czasach". Kościół nie zapomniał również jego niezwykłego umiłowania Ojczyzny oraz wiernych, którzy tę...

13 sierpnia minęła 26. rocznica śmierci arcybiskupa Antoniego Baraniaka, któremu kilka dni przed śmiercią przyszły namiestnik Piotrowy - Karol Wojtyła powiedział znamienite słowa: "Kościół w Polsce nigdy Księdzu Arcybiskupowi nie zapomni, że go bronił w najtrudniejszych czasach".
Kościół nie zapomniał również jego niezwykłego umiłowania Ojczyzny oraz wiernych, którzy tę miłość szczerze odwzajemniali. Pierwszego stycznia 2004 roku minie setna rocznica urodzin tego wielkiego Polaka i arcybiskupa archidiecezji poznańskiej. Jednak obchody tej rocznicy dzięki wielkiemu zaangażowaniu księdza Jerzego Kaczmarka, proboszcza Mchów - rodzinnej parafii śp. arcybiskupa Antoniego Baraniaka - rozpoczną się już 4 września br. poświęceniem pomnika ku Jego czci. Rok później mchowskiej szkole podstawowej zostanie uroczyście nadane imię wielkiego syna tej ziemi - metropolity poznańskiego Antoniego Baraniaka. Jak podkreśla ksiądz proboszcz Jerzy Kaczmarek, obchody rocznicowe mogą się odbyć dzięki wielkiemu zaangażowaniu wielu osób z burmistrzem Książa Wielkopolskiego Leszkiem Dudziakiem na czele.
Rodzinne korzenie
Metropolita poznański urodził się 1 stycznia 1904 roku w Sebastianowie położonym nieopodal Mchów w chłopskiej wielodzietnej rodzinie. Naukę w szkole podstawowej ukończył w rodzinnej miejscowości. Jego wybitne uzdolnienia zadecydowały o wysłaniu go na dalszą naukę do salezjanów, których szkoła mieściła się daleko od rodzinnego domu w Oświęcimiu. W wieku szesnastu lat Antoni Baraniak wstąpił do nowicjatu salezjańskiego, pięć lat później złożył śluby wieczyste, po których pracował jako wychowawca w placówkach salezjańskich. Podczas tej pracy zrodziła się miłość do dzieci i młodzieży, która pozostała w nim niezmieniona do końca życia. Przełożeni, widząc jego niezwykły intelekt, postanowili wysłać go na studia wyższe do Rzymu, dokąd wyjechał w wieku 23 lat. Studia uwieńczył podwójnym doktoratem z prawa kanonicznego oraz teologii. Poznał także języki obce, łacinę i grekę, które pozostały jego umiłowanymi przez całe życie. Nauczył się również doskonale władać językiem włoskim, niemieckim oraz francuskim.
Sekretarz polskich prymasów
Prymas Polski kardynał August Hlond, również salezjanin, doceniając wyjątkowe zdolności młodego kapłana, który powrócił do kraju, powierzył mu stanowisko osobistego sekretarza. Ksiądz Antoni Baraniak został wybrany przez Prymasa Augusta Hlonda do przekazania Stolicy Apostolskiej niezwykle ważnej prośby, aby jego następcą został ówczesny ordynariusz lubelski ks. biskup Stefan Wyszyński. Emisariusz prośby umierającego Prymasa Polski pozostał na swoim stanowisku także przy Prymasie Tysiąclecia Kardynale Stefanie Wyszyńskim. Między Prymasem Polski a jego sekretarzem wywiązała się niezwykła więź, która trwała do końca życia księdza arcybiskupa Antoniego Baraniaka. Nadszedł rok 1951, a wraz z nim nominacja księdza Antoniego Baraniaka na sufragana gnieźnieńskiego, której dokonał papież Pius XII. Ósmego lipca 1951 roku w Gnieźnie miała miejsce konsekracja biskupa Antoniego Baraniaka. Jednak nowo mianowany biskup gnieźnieński z racji pełnienia funkcji kierownika sekretariatu Prymasa Polski mieszkał w Warszawie.
Twardy wobec stalinizmu i komunizmu
W czasach najgorszego stalinizmu biskup Antoni Baraniak na polecenie Prymasa Stefana Wyszyńskiego wizytował liczne parafie, także znajdujące się na Ziemiach Odzyskanych, gdzie udzielał sakramentu bierzmowania. Wreszcie nadeszła tragiczna noc z 25 na 26 września 1953 roku, podczas której zostali aresztowani Prymas Polski Stefan Wyszyński oraz biskup Antoni Baraniak. Prymas Stefan Wyszyński został przez komunistów wywieziony do Rywałdu k. Grudziądza, a biskup Antoni Baraniak trafił do warszawskiego ubeckiego więzienia, przy ulicy Rakowieckiej. Był to czas niezwykle trudnej próby, biskup Antoni Baraniak był torturowany i szykanowany, jednak swoją twardą i nieprzejednaną postawą osłaniał przed procesem Prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego, który po latach powiedział: "on cierpiał za mnie". Ciężkie przeżycia tamtego okresu bardzo silnie i nieodwracalnie odbiły się na zdrowiu biskupa Antoniego Baraniaka.
Czas udręki i cierpień
Po dwóch latach spędzonych w więzieniu władze komunistyczne postanowiły umieścić biskupa w domu salezjańskim na zasadzie internowania. Październik 1956 roku przyniósł obu internowanym hierarchom wolność. Podczas wyjazdu do Rzymu, który miał miejsce rok później, papież Pius XII mianował biskupa Antoniego Baraniaka arcybiskupem-metropolitą poznańskim. Poznań pogrążony w żałobie po śmierci arcybiskupa Walentego Dymka przyjął nowego metropolitę jako bohatera i męczennika znienawidzonej stalinowskiej władzy. Zniszczona przez II wojnę światową poznańska bazylika odradzała się, w jej odbudowanych murach 6 października 1957 roku odbył się historyczny ingres. Arcybiskup Antoni Baraniak prawie przez cały czas swojego pasterzowania archidiecezji poznańskiej musiał mierzyć się z władzami komunistycznymi, przez które był szczególnie piętnowany, bowiem niezachwianie pozostawał wierny Prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu i jego polityce wobec komunistycznego rządu. Cena była wysoka - archidiecezja nie otrzymywała pozwoleń na budowę nowych świątyń, a klerycy masowo powoływani byli do wojska. Jednak arcybiskup Antoni Baraniak nie zmienił swojej postawy wobec komunistów, z którymi do końca w rozmowach pozostawał twardy i nieugięty. Natomiast rosły w siłę autorytet oraz wielkie umiłowanie arcybiskupa przez archidiecezjan wielkopolskiej ziemi. Śmierć, która zabrała tego wielkiego Polaka, arcybiskupa i pasterza 13 sierpnia 1977 roku, stała się wybawieniem od straszliwych cierpień. W Poznaniu żegnali go Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński, kardynał Karol Wojtyła oraz tysiące wiernych.
Roman Baraniak - komendant Ochotniczej Straży Pożarnej w Mchach. W prostej linii spokrewniony z arcybiskupem Antonim Baraniakiem (dziadek Franciszek był bratem abp.) - Na śp. arcybiskupa Antoniego Baraniaka mówiłem wuj. Mieszkam z rodziną w domu jego dziadka. Zapamiętałem go jako niezwykle skromnego i cichego człowieka. Moimi najcenniejszymi pamiątkami po nim są różaniec i książka o św. Wojciechu, które otrzymałem od niego w prezencie na Pierwszą Komunię Świętą. Pamiętam, że choć tego dnia był dość mocno zajęty, to przyjechał do mnie na uroczystość. Cała rodzina Baraniaków była i jest bardzo muzykalna, wuj też taki był. Pochodził z wielodzietnej rodziny, miał dziesięcioro rodzeństwa. Cała nasza rodzina jest dumna i zaszczycona, że w Mchach został postawiony pomnik wuja i szkoła będzie nosiła jego imię. W Mchach wuj został ochrzczony 10 stycznia 1904 roku, w parafialnym kościele przyjął Pierwszą Komunię Świętą, także w murach tej świątyni modlił się przed obrazem Czarnej Madonny, podczas nawiedzenia naszej parafii. I to była jego ostatnia, przed śmiercią, wizyta w rodzinnej parafii. Ojciec mój mówił, że obraz wuja, jaki pozostał w jego pamięci, to uśmiechnięty, pogodny i niezwykle skromny człowiek, w ręku którego prawie zawsze był różaniec. Kochał bardzo prostotę, co było widać w jego mieszkalnych pomieszczeniach i... polne kwiaty.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki