Logo Przewdonik Katolicki

Dym

ks. Wojciech
Fot.

W tym domu przed laty bywałem często. W każde wakacje zajeżdżałem tam na kilka dni. Pisałem listy i kartki. Niestety, z powodu bardzo ważnych zajęć i fatalnej pogody nie mogłem pokonać tych 150 km, by poprowadzić pogrzeb. A był smutny. Śp. Maria była wdową, nie miała dzieci. Żyła wśród ludzi przy ulicy, przy której domy tworzyły ciąg zabudowań. Sąsiedzi z naprzeciwka wiedzieli,...

W tym domu przed laty bywałem często. W każde wakacje zajeżdżałem tam na kilka dni. Pisałem listy i kartki. Niestety, z powodu bardzo ważnych zajęć i fatalnej pogody nie mogłem pokonać tych 150 km, by poprowadzić pogrzeb. A był smutny.
Śp. Maria była wdową, nie miała dzieci. Żyła wśród ludzi przy ulicy, przy której domy tworzyły ciąg zabudowań. Sąsiedzi z naprzeciwka wiedzieli, że poczuła się gorzej i była u lekarza. To był ostatni żywy znak. Zmarła nagle. Znaleziono ją w kuchni, po dwóch dniach od śmierci. Na miejsce przybył nie tylko lekarz, ale także prokurator. Znakiem, że coś dzieje się niedobrego, był brak dymu. W tym miasteczku wielu miało piece na węgiel, stąd wydobywający się dym był po prostu znakiem życia. Jego brak sugerował śmierć. Zupełnie jak w opowiadaniu Marii Konopnickiej...

Żyjemy w pełni Adwentu. Przed nami ostatni cały tydzień tego okresu liturgicznego, wypełniony tradycyjnie wieloma pracami, których celem są szczęśliwe święta. Czy będą? Na pewno jedną z największych ludzkich smutków i nieszczęść jest samotność. Tym bardziej, jeśli jest skutkiem odrzucenia, zapomnienia czy krzywdy. Samotność z wyboru – na przykład księdza – nie musi być destrukcyjna. Bywają ludzie tak dalece zranieni a przez to zamknięci na innych, że nie pozwolą zaprosić się do wspólnoty. Największy wskaźnik ludzi samotnych jest w społeczeństwach bogatych. I to jest paradoks. Formy porozumiewania się, czyli komunikacji międzyludzkiej, są dziś wielorakie i bardzo szybkie. A jednak coraz trudniej spotkać się... Tam gdzie ludzie żyją skromnie, czy wręcz ubogo, tam mało jest samotności.
Parafie i różne instytucje organizoują wigilie. Przychodzą na nie ludzie samotni i biedni. Ten dobry zwyczaj staje się coraz powszechniejszy. Jest jednak tylko jednorazową akcją. A co ze świętami i innymi dniami w ciągu roku? Ksiądz z racji odwiedzin kolędowych oraz przy okazji posługi pierwszopiątkowej w domach chorych ma szczególną wiedzę o samotności ludzkiego serca, szczególnie starszego i chorego. Jak wielu pragnie, by ksiądz usiadł i był. A z drugiej strony, jak mało wystarczy zrobić, by ulżyć samotnej duszy. Wystarczy serdeczny list, który będzie czytany wielekroć, rozmowa telefoniczna, taśma magnetofonowa lub video, na której zarejestrowany jest obraz z imienin czy innej uroczystości, album ze zdjęciami, np. z rajdu wnuczek. Miłość wymyśli jeszcze więcej...
Przed wielu laty czytałem w „Przekroju” tekst, który pozostał mi głęboko w pamięci. Opowiadał o kobiecie mieszkające w bloku, która zmarła w wigilię. Znaleziono ją martwą obok talerza z zupą i opłatkiem. Przybyły lekarz wyczuwając relacje międzyludzkie panujące wśród mieszkańców bloku, na pytanie: Panie doktorze, na co sąsiadka umarła? Odrzekł: na samotność...
Jeszcze tyle dni do świąt. Wystarczająco dużo, by przygarnąć tych, którzy nigdzie się nie spieszą, wiele nie kupują, robią tylko małe porządki albo nawet żadne. Bo dla kogo...

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki