Logo Przewdonik Katolicki

Pius XII walczył o pokój?

Prof. Tadeusz Zawadzki
Fot.

Pragnę podzielić się z czytelnikami fragmentem wspomnień znanego pisarza Franka Hellera z jego pobytu we Włoszech od października 1939 do lata 1943 roku (tj. do przewrotu we Włoszech i aresztowania Mussoliniego). Książka pt. "La fin des gladiateurs" została napisana i wydana w Szwajcarii w czerwcu 1944 roku, jeszcze w czasie szalejącej wojny, rok przed niesławnym końcem życia dyktatorów...

Pragnę podzielić się z czytelnikami fragmentem wspomnień znanego pisarza Franka Hellera z jego pobytu we Włoszech od października 1939 do lata 1943 roku (tj. do przewrotu we Włoszech i aresztowania Mussoliniego). Książka pt. "La fin des gladiateurs" została napisana i wydana w Szwajcarii w czerwcu 1944 roku, jeszcze w czasie szalejącej wojny, rok przed niesławnym końcem życia dyktatorów "Zachodu". Z powodu daty wydania publikacji, ogromną wagę mają fragmenty mówiące o Ojcu Świętym Piusie XII. W czasie wszechobecnego "imperium zła", kwitnącego kłamstwa i zaślepienia, upartego stawiania Piusowi XII absurdalnych zarzutów nikczemnej kolaboracjii z Hitlerem i III Rzeszą, tego rzekomego "milczenia", gdy "Jego obowiązkiem było głośno wołać", tekst Hellera, wydrukowany w połowie 1944 roku oraz w neutralnej Szwajcarii, jest znakomitym świadectwem absurdalności zarzutów wobec Papieża.

La fin des gladiateurs


"Pius XII wstąpił na Stolicę Apostolską w momencie szczególnie trudnym. Na krótko przed zajęciem Czechosłowacji. Aż do tragicznej jesieni 1939 roku poruszał wszystkie sprężyny, by ocalić pokój. Pospołu z Mussolinim czynił wysiłki celem uniknięcia wojny niemiecko-polskiej - rzecz osobliwa, sześć miesięcy później Niemcy usiłowały na próżno powstrzymać zapędy IL Duce, który za wszelką cenę pragnął rzucić się w odmęt walki.

Wydarzenia jednak rozszerzały coraz bardziej przepaść między Kościołem a faszyzmem. Papież nigdy nie aprobował wojny prowadzonej przez Oś. Niejednokrotnie zarzucał Anglosasom ich ambicje zawładnięcia dobrami tego świata. W swym posłaniu bożonarodzeniowym 1941 roku stwierdził w sposób całkowicie jednoznaczny, iż szczęście jednego narodu nie może być wzniesione na nieszczęściu drugiego narodu. Później sformułował On w kilku zwięzłych punktach podstawy trwałego pokoju: "Pokój taki opierać się musi na zasadach moralnych: nie naruszajcie wolności innych narodów, wielkich czy małych. Nie uciskajcie mniejszości, czy to otwarcie, czy w sposób zawoalowany. Nie prześladujcie żadnej religii. Dostęp do surowców powinien być powszechny. Zbrojeniom zostanie położony kres, a lecz tylko wtedy, gdy pakty będą przestrzegane. Wtedy wprowadzi się reformy społeczne, które zapewnią każdemu prawo do życia i do szczęścia". Piękny to program! Papież zawsze starannie dławił uczucia nacjonalistyczne, jakie mogło w Nim budzić jego włoskie pochodzenie. Tą postawą rozczarowani byli faszyści liczący na korzyści wynikające z podwójnego znaczenia nazwy Rzym. Pius XII jednak nigdy nie poszedł po linii takiej polityki. Dowodzi tego decyzja powzięta przezeń w sprawie zawieszenia nominacji na opróżnione stanowiska w Watykanie, aż do końca wojny. Oto przykład: generał jezuitów Ledóchowski zmarł w lutym 1943 roku. Jego funkcje, ogromnie ważne, zostały powierzone osobie mianowanej ad interim "do momentu ukończenia działań wojennych, kiedy to będą miały miejsce nowe wybory. Kościół bowiem musi być międzynarodowy".

... Faszyzm nie śmiał otwarcie sprzeciwiać się Papieżowi, czynił to więc w sposób pokrętny. Partii nie bardzo podobało się, że Ojciec Święty wyrasta coraz bardziej na rzecznika ludu pragnącego pokoju. Kiedy ukazywał się w swej loggii na Placu Świętego Piotra, tłum krzyczał: "Niech żyje Papież!", a w prasie uzupełniano to wołanie: "Niech żyje Papież pokoju!". Celem uniknięcia demonstracji Papież zdecydował się nie ukazywać na swym balkonie w Wielkanoc 1943 roku. I po raz pierwszy nie celebrował Mszy pontyfikalnej w Katedrze Świętego Piotra. Odprawił jedynie nabożeństwo w jednej z kaplic, zarezerwowanych wyłącznie dla korpusu dyplomatycznego.

Potrzeba religii i świętości rosła jednak w latach wojny, nawet wśród członków partii. Szereg z nich, Thaon di Revel, Grandi i Suardo, przewodniczący senatu - to praktykujący katolicy. Inny członek partii, profesor Orestano opublikował w Nowy Roku 1943 w czasopiśmie "Gerarchia" artykuł, który wywołam "bombę". Zapewniał, że Włochy widzą przyszłość Europy całkowicie inaczej, niż ich sprzymierzeńcy. Włochy pozostają wierne tradycjom katolicko-chrześcijańskim i takimi pozostaną, zamiast gubić się w mgławicy nowych doktryn.

Pamiętał o Polsce


W początkach wojny pontyfikalny organ prasowy "Osservatore Romano" komentował na swój sposób oficjalne komunikaty. Pisał on otwarcie i jasno o tragicznym losie Polski, drogiej Papieżowi. Nakład wyraźnie się podniósł, ale partia wykupywała wszystkie możliwe numery, by uniknąć ich rozpowszechniania. W pewnym momencie faszyści zaczęli legitymować, a nawet znieważać fizycznie tych, którzy odważyli się nabywać ów dziennik. Wreszcie Papież był zmuszony do zmiany swego stanowiska. Hrabia de Torre, redaktor naczelny został wezwany do Jego Świątobliwości i otrzymał polecenie, by redagować "Osservatore Romano" w sposób absolutnie neutralny.

Mimo to "Osservatore" jest ciągle jeszcze czytane, może dlatego, że przynosi wiadomości ze strony nieprzyjaciela, w rubryce "Dokumentacja". Podobne zjawisko istnieje też w prasie faszystowskiej: "Relazioni internazionali" - pismo bardzo suche i drogie - drukowało komunikaty nieprzyjaciela aż do roku 1941 i z tego względu można było je znaleźć we wszystkich salonach fryzjerskich stolicy.

W marcu 1943 roku dwunastu senatorów udało się do Jego Świątobliwości, prosząc o interwencję w sprawie oddzielnego pokoju. Papież smutno potrząsnął głową i rzekł: - Dzieci moje, alianci odrzucą każdą propozycję im przedstawianą, dopóki przy władzy będą pozostawać ludzie tak silnie uzależnieni od Niemiec. Posunięcie takie przyniosłoby, w obecnej chwili, tylko więcej szkody, niż pożytku.

Czy podjął się On od tego czasu interwencji? Nie wiadomo, lecz wszyscy Włosi, co jest pewne, żywią tę nadzieję. Kto widział Piusa XII pośród ludu uprzejmego, pobożnego i bliskiego rozpaczy, ośmieli się wierzyć, że Jego modlitwy o pokój zostaną niebawem wysłuchane.

Blady, ascetyczny, o zadziwiającej żywotności, spędza długie godziny w salach audiencjonalnych, przyjmując odwiedzających. W dni przyjęć oficjalnych bywa ich tam nawet cztery do pięciu tysięcy odwiedzających. Pochyla się On nad klęczącymi, wysłuchuje próśb, dopytuje się o potrzeby, koi ból, dzieli radości. Nieraz błogosławi jakieś młode małżeństwo - gdy nowo poślubiony szykuje się do wyjazdu na front - albo głaszcze dziecięce główki. Czasem też ludzie podają mu fotografie z prośbą, żeby je pobłogosławił.

Znajdzie On czas dla każdego, a przecież ileż ma zajęć i trosk, od wstania o brzasku dnia do udania się na spoczynek, późno w noc. Kto raz zobaczył Jego uduchowione oblicze i oczy promieniejące dobrocią, nigdy go już nie zapomni. Ze czcią schyli głowę i stwierdzi, że jest takie miejsce, gdzie maszyny i armaty nie znaczą nic, gdzie wszystko jest dobrocią i męstwem - królestwo, które nie jest z tego świata.

Ogarną też obserwatora podziw i głęboka sympatia dla tego ludu i tej kultury, co umiały wydać człowieka, jakim jest Eugeniusz Pacelli - Pius XII.

Frank Heller, fragment książki La fin des gladiateura

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki