Wieniawski inaczej

W Polsce mamy szczególną skłonność do traktowania wielkich konkursów muzycznych jako wydarzeń, które trzeba „znać”. Konkurs Chopinowski jest tego najlepszym przykładem. Z Konkursem Wieniawskiego jest podobnie. Najciekawsze jednak jest nie to, co je różni, ale to, co robimy z tymi wydarzeniami jako publiczność.
Czyta się kilka minut
Japonka Hina Maeda, zwyciężczyni ostatniego Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego, w trakcie koncertu laureatów w Filharmonii w Warszawie, 23 października 2022 r. | Fot. Wojciech Olkusnik/East News
Japonka Hina Maeda, zwyciężczyni ostatniego Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego, w trakcie koncertu laureatów w Filharmonii w Warszawie, 23 października 2022 r. | Fot. Wojciech Olkusnik/East News

Kiedy myślimy o Henryku Wieniawskim, na myśl przychodzi nam kilka haseł: skrzypek, kompozytor, konkurs, XIX wiek. Być może pojawi się jeszcze Légende albo Scherzo-Tarantella. Niezależnie od tego, ile z nich się pojawiło, to na ten moment wystarczy. Nie zamierzam złamać swojej ponad dwuletniej tradycji i urządzać tu Państwu sprawdzianu z muzyki romantycznej, bo – jak wielokrotnie było to wspominane – wychodzę z założenia, że muzyka zdecydowanie lepiej działa jako spotkanie niż jako kartkówka.

Niezwykły talent

A zatem zacznijmy inaczej, od początku. Henryk Wieniawski urodził się w 1835 roku w Lublinie, w rodzinie o silnych tradycjach intelektualnych i muzycznych. Jego matka, Regina z Wolffów, była pianistką, a Henryk rozpoczął naukę gry na skrzypcach, kiedy miał pięć lat. Szybko okazało się, że mamy do czynienia z niezwykłym talentem: jako siedmiolatek wystąpił publicznie, a mając osiem lat wyjechał z matką do Paryża, by kształcić się w tamtejszym konserwatorium. Choć był za młody, by zostać do niego przyjętym według obowiązujących zasad, zrobiono dla niego wyjątek. W wieku kilkunastu lat był już profesjonalnym muzykiem, a od 1850 roku występował razem ze swoim młodszym bratem Józefem, pianistą. Koncertowali w wielu miastach Europy, szybko zdobywając sławę. 

Moglibyśmy tak dalej i dalej – przez jego kolejne osiągnięcia, koncerty i spotkania, ale to chyba dobry moment, żeby na chwilę odłożyć na bok myślenie o Wieniawskim jako o nazwisku z pomnika i zobaczyć w nim człowieka, który właściwie całe dorosłe życie spędził w drodze. Koncertował, komponował, uczył. Grał własną muzykę i cudzą, spotykał publiczność różnych krajów, budował swoją pozycję poprzez kolejne występy. A jego nazwisko, wiele lat po śmierci, stało się nazwą jednego z najważniejszych konkursów skrzypcowych na świecie.

Z Warszawy do Poznania

Pierwszy Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego odbył się w Warszawie w 1935 roku, w setną rocznicę urodzin patrona. Pomysłodawcą był Adam Wieniawski, bratanek Henryka i również kompozytor. W konkursie wzięli wówczas udział skrzypkowie z różnych krajów, pierwszą nagrodę zdobyła Francuzka Ginette Neveu, drugie miejsce przypadło zaś Dawidowi Ojstrachowi.

Historia konkursu została przerwana przez II wojnę światową. W 1952 roku wydarzenie przeniesiono do Poznania (to właśnie wtedy drugie miejsce ex-aequo z Julianem Sitkowieckim zajęła nasza rodaczka, Wanda Wiłkomirska) i tutaj już do dziś pozostało. Od tego czasu kolejne edycje odbywają się co pięć lat (niemal – pandemia przesunęła ostatnią edycję o rok), a tegoroczne spotkanie młodych skrzypków odbędzie się po raz siedemnasty.

Do konkursu zgłoszono 252 osoby z 36 krajów. Po dwuetapowych preselekcjach w konkursie wystąpi młode pokolenie skrzypaczek i skrzypków, których dzieli wiele: miejsce urodzenia, szkoła, język, doświadczenie i muzyczne fascynacje. Łączy ich natomiast umiejętność gry na skrzypcach na imponującym poziomie, który pozwolił przejść przez bardzo wymagający proces kwalifikacyjny.

Program konkursu został skonstruowany tak, by młodzi muzycy nie mogli „schować się” za jednym rodzajem repertuaru. W kolejnych etapach spotkają się z muzyką Wieniawskiego, Bacha, Beethovena, Brahmsa, Bacewicz, Szymanowskiego, Prokofiewa, Ravela i wielu innych kompozytorów. W przedostatnim etapie zabrzmią koncerty skrzypcowe, a finał zostanie zbudowany wokół dwóch koncertów patrona konkursu: fis-moll op. 14 i d-moll op. 22.

Co z tym festiwalem?

W Polsce mamy szczególną skłonność do traktowania wielkich konkursów muzycznych jako wydarzeń, które trzeba „znać”. Konkurs Chopinowski jest tego najlepszym przykładem. Z Konkursem Wieniawskiego jest podobnie, choć skala społecznego zainteresowania jest inna. Najciekawsze jednak jest dla mnie nie to, co je różni, ale to, co robimy z tymi wydarzeniami jako publiczność.

Bo oczywiście – możemy kibicować. Możemy mieć swoich faworytów, możemy po jednym wykonaniu powiedzieć: „to jest moje” albo „zupełnie mnie to nie rusza”. Możemy zachwycić się brawurą, zdziwić tempem, wzruszyć się frazą, zirytować przesadną ekspresją, a możemy też nie mieć pojęcia, czy dana decyzja interpretacyjna jest zgodna z tradycją wykonawczą i jednocześnie doskonale wiedzieć, że coś w tym wykonaniu nas poruszyło.

I właśnie z tą możliwością chciałabym Państwa zostawić. Czy mam ochotę podejść bliżej, czy raczej się odsunąć? Czy coś mnie uspokaja, czy wręcz przeciwnie? Czy lubię, kiedy skrzypce brzmią niemal jak ludzki głos, czy bardziej pociąga mnie ich wirtuozowska, techniczna strona? Czy dane wykonanie wydaje mi się lekkie, przesadne, czułe, chłodne, nerwowe, zabawne? Czy po kilku minutach chcę słuchać dalej? To nie są pytania „zamiast” wiedzy, to pytania obok niej.

Nie tylko nagrody

Wiedza może oczywiście pogłębić doświadczenie. Może pokazać nam kontekst, którego wcześniej nie znaliśmy, pozwolić usłyszeć coś, co wcześniej pozostawało poza naszym polem uwagi, ale nie musi być przepustką do wejścia na koncertową salę.

W końcu sam Wieniawski dobrze znał świat, w którym muzyka była spotkaniem. Przyjeżdżał do Poznania jako dziewiętnastolatek i grał przed publicznością, która reagowała nie tylko na techniczną maestrię, ale również na to, co jego obecność znaczyła dla miasta i jego mieszkańców. Dzisiaj jego imię nosi konkurs, na który młodzi artyści przyjeżdżają do Poznania z całego świata i – znów – spotykają się z publicznością.

Może więc warto potraktować tych kilka październikowych tygodni nie tylko jako wyścig po nagrody, a jako okazję do spotkania z muzyką, której nie trzeba od razu rozumieć. Z wykonawcami, których nie musimy umieć ocenić. Z własną reakcją, która nie zawsze będzie zgodna z werdyktem jury – i wcale być nie musi. Co Państwo na to?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2026