Historia muzyki: od Wielkiego Wybuchu do Spotify

Jak ściśle ścieżka naszego życia związana jest z muzyką i dlaczego właściwie przez całe swoje istnienie jej tak bardzo potrzebujemy? Odpowiedzieć na to pytanie próbuje Michael Spitzer w swojej książce Muzyka. Wielka biografia.
Czyta się kilka minut
Henri Matisse, Muzyka, 1939 r. | Fot. Materiały prasowe/Wydawnictwo Znak
Henri Matisse, Muzyka, 1939 r. | Fot. Materiały prasowe/Wydawnictwo Znak

Czy może być lepszy dzień na recenzję biografii muzyki niż 1 października, czyli Międzynarodowy Jej Dzień? Nie sądzę! I tak oto otwiera nam się piękna kompozycyjna klamra: piszę ten tekst w pierwszy dzień najlepszego miesiąca w roku, a Państwo zamkną ją w chwili, w której sięgną po ten tekst. A kto wie, może i nawet po opisywaną w nim książkę?

Historia na odwrót

Kiedy uczyłam się historii muzyki – czy to w szkole podstawowej, średniej, czy wreszcie na studiach muzykologicznych – jej początki wyglądały zawsze tak samo. Starożytność, synkretyzm, harmonia, matematyka, Pitagoras, muzyka sfer, potem średniowiecze, renesans, barok, klasycyzm… Naturalny bieg historii, rzecz jasna. Mimo wszystko jednak odświeżające wydaje się podejście Michaela Spitzera, który w swojej wielkiej biografii muzyki zaczyna od tego, co jest nam najbardziej znane, i dopiero potem systematyczne cofa się w czasie.

Spitzer – pianista, muzykolog i profesor sztuk muzycznych na Uniwersytecie w Liverpoolu – od lat porusza się na styku muzykologii, filozofii, psychologii, antropologii i biologii. Tym razem dostajemy od niego kronikę muzyki od Wielkiego Wybuchu do współczesności, napotykając po drodze zwierzęta, ludzi, religię, emocje, technologię, cyfryzację, fraktale i sztuczną inteligencję. Dużo, to prawda; będą momenty, kiedy będzie to inspirujące, będą jednak i takie, kiedy nasuwać się będzie na myśl pojęcie klęski urodzaju.

Konstrukcja książki opiera się na zasadzie inżynierii odwrotnej: zaczynamy tu i teraz, a kończymy na początku świata. Autor uzasadnia ten wybór między innymi tym, że wszystko, co możemy powiedzieć o bardzo odległej historii muzyki, jest w pewnym stopniu ekstrapolacją naszej obecnej wiedzy. Jest jednak jeszcze jeden powód, dla którego ten zabieg działa, a który jest już moją własną interpretacją; cała ta piękna opowieść może nam się wydać jeszcze bliższa, bardziej nasza. Wychodząc od czasów, których jesteśmy częścią, od początku obracamy się w znanej nam rzeczywistości. Wiemy, czym jest słuchanie muzyki na Spotify, nagrywanie koncertu telefonem czy muzyka poważna jako elitarna rozrywka dla wybranych. Dopiero później Spitzer zaczyna tę dobrze znaną rzeczywistość rozmontowywać i przepuszczać przez wiele filtrów, które dostarczają nam coraz to nowych informacji o świecie i o nas samych.

Muzykalne zwierzęta

Spitzer twierdzi, że w dziejach świata trzykrotnie odrzuciliśmy naturę muzyki. Najpierw odwróciliśmy się od muzyki zwierząt, później zastąpiliśmy aktywne tworzenie biernym słuchaniem, a następnie coraz bardziej oddaliliśmy muzykę od codziennego doświadczenia, powierzając ją wyspecjalizowanym twórcom. Nie jest to oczywiście historia, którą należy traktować z powagą godną mojżeszowych tablic, a raczej jako interpretacyjną soczewkę, przez którą autor przygląda się muzyce i człowiekowi.

Poświęca też sporo miejsca muzykalności zwierząt, pokazując, że rytm, powtarzalność, komunikacja czy śpiew nie są wyłącznie naszym wynalazkiem. Natura nie czekała przecież na człowieka, żeby zacząć organizować dźwięki w znaczące wzory. Później jednak człowiek tę muzyczną naturę zaczął stopniowo poskramiać, porządkować i symbolicznie „zabijać”. Ostatecznie Spitzer dochodzi do bardzo szerokiej definicji: „Nie będzie przesadą, jeśli zdefiniujemy muzykę jako przestrzeń, w której realizujemy interakcje pomiędzy wszystkimi tymi aspektami naszej jaźni: człowiekiem, zwierzęciem, maszyną. Muzyka to pole gry w każdym znaczeniu”.

To „pole gry” jest zresztą dobrym określeniem dla całej książki. Spitzer skacze po nim z imponującą swobodą. Uwerturę do Wilhelma Tella możemy znaleźć w sąsiedztwie Gangnam Style, Beethovena obok muzyki zwierząt, a emocje obok technologii. Autor ma szczególny talent do wyszukiwania nici łączących pozornie bardzo odległe zjawiska i jest to jedna z właściwości, którą najbardziej doceniam w dobrych publikacjach popularnonaukowych: tkanie sieci połączeń, odnajdywanie nowych warstw znaczeniowych, tworzenie mapy, z którą w garści możemy poruszać się po obszarach do tej pory uznawanych za niedostępne.

Kreatywność (nie) dla wszystkich

Jest jednak i druga strona tej erudycji: Wielka biografia jest książką bardzo gęstą, momentami aż nadto. Mnogość nazwisk, utworów, pojęć, anegdot i dygresji sprawia, że przy dłuższej lekturze dość szybko ogarnia nas przytłoczenie i zmęczenie. Biegłość, z jaką Spitzer porusza się pomiędzy kolejnymi tematami, bywa imponująca. Jego język jest zamaszysty, pełen epitetów i efektownych sformułowań; czasem jednak odnosiłam wrażenie, że autor tak bardzo chce pokazać kolejne możliwe połączenie, że główna myśl musi przeciskać się przez tłum jego własnych skojarzeń.

Przy całym bogactwie kontekstów i odniesień Spitzer niemal całkowicie pomija europejską muzykę tradycyjną. A szkoda! Nie tylko dlatego, że przez to obraz europejskiej muzykalności staje się mniej kompletny, ale i dlatego, że przyjrzenie się wątkowi tradycyjnego muzykowania w najlepiej znanym nam obszarze geograficznym świetnie pasowałoby do jednej z najważniejszych tez książki: muzyka nie musi być wykonywana przez specjalistę dla biernego odbiorcy. Może być działaniem wspólnym, obecnym w codzienności, przekazywanym pomiędzy pokoleniami. Czyli dokładnie tym, co – zdaniem Spitzera – w dużej mierze utraciliśmy.

Wątkiem, który przykuł moją uwagę, była krytyka przekonania, że kreatywność jest przywilejem wybranych. „Jednym z objawów tego podziału jest przekonanie o tym, że kreatywność jest darem od Boga, nie zaś powszechnym prawem przysługującym człowiekowi z tytułu urodzenia, tak jak jest nim akwizycja języka”. Jeśli uznamy, że tworzenie jest czymś dla artystów, muzyków, ludzi „uzdolnionych”, reszcie pozostaje konsumowanie efektów ich pracy. W ten sposób z muzyki – ale też z innych form twórczości – znika coś bardzo podstawowego: prawo do robienia rzeczy nieidealnych, nieprofesjonalnych i po prostu swoich.

Po co nam muzyka?

Muzyka. Wielka biografia nie kończy się właściwie tam, gdzie wydawać by się mogło, skończyć się powinna. Odpowiedź na pytanie, po co nam muzyka, Spitzer lokuje bowiem w relacji pomiędzy czasem a miłością. „Troszczymy się o nią jak o ukochaną osobę – tym bardziej że czas jest taki cenny. Troszczymy się, ponieważ muzyka to rzecz ludzka”.

Nie jest ona kompletną historią muzyki – i chciałabym, by Państwo o tym pamiętali, kiedy już zdecydują się po nią sięgnąć. Jest raczej próbą odpowiedzi na pytanie, jak ściśle ścieżka naszego życia związana jest z muzyką i dlaczego właściwie przez całe swoje istnienie jej tak bardzo potrzebujemy. Czasem odpowiada na nie przekonująco i treściwie, czasem zbyt enigmatycznie, a czasem tak erudycyjnie, że chciałoby się poprosić autora, żeby wziął głęboki wdech i zastanowił się, jak wyjaśnić ten wątek komuś, kto nie ma pojęcia, o czym on mówi.

Z jaką myślą zostaję po lekturze Wielkiej biografii? Być może największym paradoksem współczesnej muzykalności jest to, że nigdy nie mieliśmy do niej tak łatwego dostępu, a jednocześnie tak łatwo oddaliśmy ją innym, chowając się na żelazną kurtyną „niekompetencji” i tworzenia rozumianego jako przywilej dla wybranych. Może więc zamiast zastanawiać się, kto ma prawo nazywać się muzykalnym, warto po prostu zacząć z tej muzykalności korzystać?

Muzyka. Wielka biografia
Michael Spitzer
Znak 2026

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 41/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Od Wielkiego Wybuchu do Spotify