Nowy rok będzie dla niej niezwykle trudny. Ale może stać się przełomowym.
Na wschodzie regularnie okłada ją rosyjska propaganda, naśmiewająca się z jej słabości politycznej i militarnej oraz uzależnienia od USA. Na zachodzie dobiegają krytyczne głosy ze strony Stanów Zjednoczonych, które domagają się od Europy większej samodzielności, odłożenia na bok „zielonych” i „tęczowych” ideologii oraz wyższych nakładów na zbrojenia. Wewnątrz Bruksela również krytykowana jest przez każdą opcję polityczną. Prawica domaga się zahamowania integracji i utrzymania wiodącej roli państw narodowych. Liberałowie narzekają na przerost biurokracji i barier stawianych przed przedsiębiorcami. Lewica krytykuje UE z powodu braku solidarności ekonomicznej i socjalnej oraz zachowawczość.
Suwerenność strategiczna
Krytyka UE stała się już rytualna i pełna sloganów rzucanych bez szczególnego pomyślunku. Oponenci UE zwykle nie zauważają, że sami wpadają w sprzeczności i hipokryzję. Stany Zjednoczone pod wodzą Donalda Trumpa krytykują UE za wewnętrzną słabość, chociaż same grają na jej rozbicie, stawiając na relacje bilateralne z państwami członkowskimi. Waszyngton krytykuje również UE za rzekomą degradację społeczną (przemoc, multikulturalizm, osłabienie rodziny), ale wszystkie wytykane Europie problemy w USA są na zdecydowanie wyższym poziomie (żeby wspomnieć tylko potężną epidemię narkomanii i bezdomności). Rosja szydzi ze słabości militarnej Europy, choć sama od czterech lat nie potrafi podbić nawet całego Donbasu, za to każde wzmocnienie wojskowe wschodniej flanki UE histerycznie wręcz traktuje jako zamach na swoje bezpieczeństwo.
Prawica wytyka UE każdy przykład braku zgody wśród jej członków, ale przecież to jest właśnie wynik wiodącej roli państw narodowych we Wspólnocie, którą prawicowcy chcą za wszelką cenę zachować. Liberałowie domagają się znoszenia barier wejścia na rynki państw członkowskich, o ile tylko nie dotyczy to ich rynku krajowego. Lewicowcy utyskujący na brak solidarności nie dostrzegają, że ta solidarność jest zupełnie inaczej postrzegana przez ugrupowania lewicowe w poszczególnych krajach członkowskich, wśród których znajdziemy wiele jawnie prorosyjskich.
Niespójność krytyków nie zmienia jednak faktu, że Unia Europejska zaczyna odstawać od głównych mocarstw globalnych, czyli USA i Chin. Uzależnienie od Waszyngtonu ma wymiar militarny i technologiczny, natomiast Państwo Środka jest kluczowe w kwestii dostaw komponentów i półproduktów. Dlatego coraz częściej przebija się postulat wytworzenia tzw. suwerenności strategicznej Unii Europejskiej. To pomysł szczególnie intensywnie stawiany na tapecie przez Francję i jej prezydenta Emmanuela Macrona, jednak powoli przebija się również do głównego nurtu. Suwerenność strategiczna UE miałaby zapewnić możliwość prowadzenia w pełni autonomicznej polityki międzynarodowej, co znów dałoby Europie pozycję jednej z wiodących sił na globie.
W tym celu musiałaby jednak najpierw poradzić sobie z wieloma wyzwaniami. Chyba największe czają się na nią wewnątrz, gdyż państwa członkowskie nie potrafią się porozumieć w najważniejszych sprawach. Niemcy nie chcieliby odłączenia od Chin, na co naciska Francja. Węgry i Słowacja blokują odważniejszą politykę wobec Rosji, a Belgia dodatkowo nie chce się zgodzić na przejęcie zamrożonych rosyjskich aktywów, które są zgromadzone w Brukseli. Szereg krajów członkowskich, w tym Polska, blokuje podpisanie umowy handlowej z państwami południowoamerykańskiej grupy Mercosur. Rozwiązaniem mogłoby być zniesienie jednomyślności w polityce zagranicznej, jednak poza Francją trudno znaleźć jednoznacznego zwolennika takiej zmiany. W Polsce nawet wspominanie o zniesieniu jednomyślności wzbudza ogromny sprzeciw większości opcji politycznych.
Między korektą a rewolucją
Szczególnie duże kontrowersje wzbudza polityka klimatyczna i tzw. Zielony Ład, który dotyczy również rolnictwa. Czekają go w przyszłym roku nieokreślone jeszcze zmiany, co zapowiedziała już szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Dotyczy to szczególnie systemu uprawnień do emisji dwutlenku węgla (EU-ETS), który w 2027 roku miał zostać rozszerzony o budownictwo i transport. Możliwe, że zostanie to odłożone do końca dekady. Być może reforma obejmie również sam handel uprawnieniami na specjalnie utworzonym w tym celu rynku, który zapełnił się spekulantami. Uniemożliwienie spekulacji na rynku EU-ETS byłoby niewątpliwie dobrym ruchem, gdyż ograniczyłoby gwałtowne zmiany cen. Mniej prawdopodobne, chociaż możliwe, jest nałożenie górnego limitu cenowego uprawnień, jednak całkowitą rezygnację z systemu EU-ETS, czego domaga się polska prawica, można włożyć między bajki. Korekta Zielonego Ładu już zresztą zachodzi, gdyż w tym roku zrezygnowano z zakazu produkcji pojazdów spalinowych od 2036 roku. W zamian producenci będą musieli drastycznie ograniczyć emisję spalin.
Kolejnym obszarem spornym jest polityka migracyjna. Chociaż tzw. Pakt Migracyjny jest całościowo odrzucany przez prawicę w Polsce, to w większości zapisów jest on niezbędny dla uporządkowania migracji w UE. Umożliwia chociażby odsyłanie migrantów do krajów pochodzenia oraz skuteczniejszą ochronę granic. Szczególnie kontrowersyjne są tak naprawdę tylko zapisy dotyczące relokacji migrantów, co rzeczywiście budzi sprzeciw. Także z punktu widzenia praw człowieka, gdyż oznacza de facto przymusowe przesiedlanie ludzi, którzy niekoniecznie chcą mieszkać na przykład w Bułgarii zamiast w Niemczech. Znalazły się w nim jednak pewne bezpieczniki. Państwa będące pod presją migracyjną mogą zostać zwolnione z relokacji. Takie prawo w przyszłym roku zyskała Polska w związku z przyjęciem uchodźców z Ukrainy, jednak w kolejnych latach będzie mogła się dopiero ubiegać o podobne zwolnienie. Poza tym państwa będą mogły „zapłacić” za odmowę przyjęcia osób spoza UE. Trudno na razie stwierdzić, w jaki sposób będzie funkcjonować Pakt Migracyjny, jednak także on powinien przejść korektę. Niełatwo przecież oczekiwać, że mniej zamożne kraje będą musiały zapewnić relokowanym imigrantom takie same warunki jak zamożna Europa Zachodnia. Dostosowanie warunków ewentualnej relokacji do krajowych uwarunkowań wydaje się minimum. Także w tym przypadku trudno jednak oczekiwać rewolucji.
Trudne decyzje
Europa musi też poważnie włączyć się w rywalizację technologiczną. Niewątpliwie kluczowy jest rozwój przemysłu półprzewodnikowego, gdyż obecnie producenci z UE uzależnieni są od dostaw chipów i układów scalonych z USA i Azji. Powstał już odpowiedni akt prawny, przewidujący nakłady rzędu dziesiątków miliardów euro w ciągu dekady, jednak konkurenci z USA i Chin wydają na ten cel setki miliardów. Chipy są niezbędne również do produkcji nowoczesnego uzbrojenia, które jest silnie wyposażone w elektronikę. Jak na razie Europa nie potrafi produkować nawet podstawowych pocisków artyleryjskich na dużą skalę. Powstał już jednak program SAFE, który zapewni państwom członkowskim tanie pożyczki na rozwój produkcji broni. Oczywiście należy mieć nadzieję, że wytwarzana broń nigdy nie zostanie użyta, jednak rozwój przemysłu zbrojeniowego może być też impulsem dla całej gospodarki, również cywilnej, gdyż wiele technologii wojskowych ma podwójne zastosowanie. Problem w tym, że także w tym obszarze istnieją spore rozbieżności. Francuzi i Niemcy chcieliby postawić na produkcję unijną, co jest sprzeczne z polityką Polski, która kupuje sprzęt w USA i Korei Południowej.
Unia Europejska będzie musiała też dokonać zmian w polityce globalnej. USA stały się mniej stabilnym sojusznikiem niż jeszcze kilka lat temu. Nie chodzi tylko o bezpieczeństwo, ale też handel – Trump nałożył na towary unijne 15-procentowe cła. Coraz bardziej asertywne Chiny również przestały być pewnym dostawcą, strasząc chociażby restrykcjami eksportowymi w zakresie metali ziem rzadkich, co finalnie zawiesiły na rok. Najlepszym kandydatem na nowego partnera są państwa Ameryki Południowej z grupy Mercosur (Argentyna, Boliwia, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj), które są stosunkowo bliskie kulturowo, bogate w zasoby i dysponujące dużym i w miarę rozwiniętym rynkiem. Umowa z Mercosur może być problematyczna dla unijnego rolnictwa, ale może też się stać kołem ratunkowym dla europejskiego przemysłu, który jest podstawą gospodarki UE, także Polski.
Osiągnięcie porozumienia w spornych kwestiach będzie utrudniać również fakt, że wiele krajów członkowskich UE, zgodnie z globalnym trendem, skręca mocno w prawo. Popularność zyskują partie eurosceptyczne lub wręcz wrogie integracji europejskiej. Najbardziej znane przykłady to oczywiście Alternatywa dla Niemiec (AfD), w której otoczeniu kręcą się osoby o wręcz neonazistowskich poglądach, a cała partia oficjalnie wzdycha za polskimi ziemiami odzyskanymi, nazywając tereny byłej NRD „Niemcami Środkowymi” – dając do zrozumienia, że Niemcy Wschodnie są po naszej stronie Odry. We Francji świetnie się ma Zjednoczenie Narodowe, i to nawet pomimo skazania Marine Le Pen za nieprawidłowe wykorzystanie środków Parlamentu Europejskiego – nową twarzą stał się młody i rzutki Jordan Bardella. Skrajna prawica notuje dobre wyniki również chociażby w Finlandii, Austrii czy Holandii. Oczywiście te ugrupowania niekoniecznie muszą przejąć władzę, jednak politycy głównego nurtu – z prezydentem Francji i kanclerzem Niemiec na czele – przejmują część ich haseł, by przejąć kawałek elektoratu. W rezultacie kolejne państwa członkowskie stają się coraz mniej skłonne do kompromisów. Popularność zyskuje polityka protekcjonizmu, co kłóci się z ideą wspólnego rynku. Oczywiście to dobrze, że Europa staje się bardziej żwawa po wieloletniej drzemce, co skutkuje m.in. rosnącymi wydatkami zbrojeniowymi, planami wprowadzenia taryf celnych na towary z Chin i regulowania globalnych platform cyfrowych. Drugą stroną medalu jest jednak rosnący nastrój rywalizacji wewnątrz samej UE, w której pójście na kompromis coraz częściej jest odbierane przez krajowy elektorat jako oznaka słabości.
W przyszłym roku Unię czeka więc wiele trudnych wyborów. Żeby coś zyskać, trzeba będzie coś poświęcić. Nie ma rozwiązań bez wad, trzeba będzie więc podjąć przemyślane decyzje, by straty nie przewyższyły korzyści. W warunkach rozdrobnienia UE i wzrostu popularności ugrupowań wrogich integracji europejskich, takich jak wzdychająca za III Rzeszą Alternatywa dla Niemiec, podjęcie mądrych decyzji będzie jednak niezwykle trudne. Najgorszym scenariuszem dla Polski i całego regionu Europy Środkowej byłby stopniowy rozpad Zjednoczonej Europy, która dotychczas umożliwiała Polsce błyskawiczny wzrost gospodarczy po 2004 roku. Unia Europejska niewątpliwie ma swoje słabości, jednak granie na jej rozpad lub osłabienie byłoby klasycznym wylaniem dziecka z kąpielą.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












