Część z nas raczej chciałoby o niej zapomnieć, większość raczej o niej na co dzień nie myśli, choć poddaje się jej regułom. ORTOGRAFIA – to zgodnie z greckim pochodzeniem tego wyrazu „poprawne pisanie”. Na co ono komu i czy nie jest to tylko dziwaczne hobby polonistów?
Od słowa do słowa
Począć trzeba od banału, że ortografii nie byłoby, gdyby nie pojawiło się pismo. Rzecz jasna, nie wprowadziła go jakaś językowa rada naukowców, a odczytanie zapisów różnego rodzaju starożytnych alfabetów jest często trudne lub wręcz niemożliwe, jeśli nie mamy dobrego przekładu. Egipskie hieroglify – także przecież rodzaj pisma – odczytano dopiero pod koniec XVIII wieku, po znalezieniu kamienia z Rosetty. Ludziom sprzed tysięcy lat nie były bowiem w głowie słowniki, a tym bardziej reguły zapisywania słów.
Zresztą nawet samo pismo sprawiało spory problem filozoficzny. Platon w dialogu Fajdrosa z Sokratesem wkłada w usta tego drugiego filozofa wątpliwość co do stosowania zapisów w ogóle: „Ten, co myśli, że sztukę w literach zostawia, i ten, co ją chce z nich czerpać, jak gdyby z liter mogło wyjść coś jasnego i mocnego, to człowiek bardzo naiwny (…)”. To sztuka oralna była wyznacznikiem intelektu, niewidzialna praca pamięci miała świadczyć o sile rozumu. Nieufność wobec pisma jest więc cechą antyku, jednak Arystoteles dostrzega jego potencjalną siłę w przenoszeniu znaczeń.
Średniowieczni mnisi i inni skrybowie pismo potrafili traktować jako dzieło sztuki i po dziś dzień fascynują nas przepisywane tysiącami rok inkunabuły: Biblie, kroniki, mszały, modlitewniki, bogato ilustrowane i najeżone językowymi błędami. Błędy owe dostrzegamy jednak z naszej perspektywy, bo znów poprawnością zapisu mało kto się przejmował. Skryba potrafił odczytać znaczenia słów i je skopiować, jednak skupiał się bardziej na materialnej stronie tej czynności. Dominowała oczywiście łacina, a tej wzorce brano z kościelnych i prawnych dokumentów. Z ręcznym kopiowaniem jednak problem jest taki, że gdy jeden mnich popełnił przysłowiowego „byka”, to często jego następcy przepisywali go bez ingerencji. I tak Mojżeszowi przyprawiono rogi – gdy św. Hieronim zagubił się w tłumaczeniu słowa oznaczającego świetlną poświatę wokół głowy patriarchy. Źródłem nieporozumień było także to, że zapisujący na przykład nazwy miejscowe robili to ze słuchu. Weźmy taką Bullę gnieźnieńską. Zawiera ona około 400 nazw polskich. Jednak na przykład taki Sieradz zapisany jest w niej jako Zeraz, Nakło jako Nakel, a wielu nazw i imion próżno szukać na mapie i w dzisiejszych spisach imion. Bogurodzica, Kazania świętokrzyskie albo Kronika polska Galla Anonima wymagają z kolei tłumaczeń na współczesną polszczyznę – tak zapis zabytków języka polskiego różni się od współczesnej polszczyzny.

Narodziny poprawności
Dopiero wynalezienie druku wymusiło powstanie w miarę spójnych zasad pisowni. Dużą rolę odegrała tu zasada morfologiczna, dzięki której zapis zachowuje informacje o budowie wyrazu, np. „ręka – ręce”, mimo zmian wymowy. Polski system pisowni zawiera wiele znaków diakrytycznych i dwuznaków, co jest skutkiem dostosowywania alfabetu łacińskiego do słowiańskiej fonetyki. I tak w XVI wieku Stanisław Zaborowski w dziele Orthographia seu modus recte scribendi (1518) opisał polską ortografię na wzór ortografii czeskiej. System ten został wykorzystany w niektórych drukach Unglera, nie przyjął się jednak na większą skalę. Innowacjami Zaborowskiego, które utrwaliły się w języku polskim, była forma jednoznakowego, diakrytycznego zapisu spółgłosek (zastępując średniowieczne wieloznaki) oraz używanie dwóch liter: „ż” oraz „ł”. Jak to Polacy, także w tym temacie znaleźliśmy powód do sporów i wieloletnich dyskusji, a polska pisownia była płynna jeszcze do XIX wieku. Byliśmy wszelako pionierami – Niemcy za zasady pisowni wzięli się dopiero w XIX wieku.
Rada od języka
Onfury Kopczyński wprowadził ortografię od razu do szkół, publikując pod koniec XVIII wieku Grammatykę dla szkół narodowych, która była normatywna aż do 1936 roku, kiedy rozporządzeniem ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego przeprowadzono wielką reformę. To wtedy uchwalono między innymi, że wyrazy typu „Maria” pisze się przez „i”, choć po „c”, „s”, „z” pozostaje wyjątkowo „j” (np. Francja, pasja, diecezja), oraz że w pisaniu łącznym lub rozłącznym zasadniczo przeważa pisanie rozłączne, a sprawa znaczenia, dwuznaczności itp. nie może usprawiedliwiać wyjątków. Sześćdziesiąt lat później powołano z kolei Radę Języka Polskiego i to gremium naukowców – filologów polskich określa zasady pisowni i wprowadza w nich zmiany. Najnowsza weszła w życie 1 stycznia 2026 r. Uczniowie i inni użytkownicy języka muszą zapamiętać już nie tylko, że „uje” się nie kreskuje, a „rz” wymienia się na „r”, ale też między innymi nowe zapisy nazw własnych i pisania „nie” z innymi wyrazami. Jak napisano w komunikacie: „Rada uznała, że wprowadzenie tych zmian, dotyczących wyłącznie tzw. konwencjonalnych zasad pisowni, przyniesie korzyść w postaci uproszczenia i ujednolicenia zapisu poszczególnych grup wyrazów i połączeń, eliminacji wyjątków, a także likwidacji przepisów, których zastosowanie jest z różnych powodów problematyczne, np. wymaga od piszącego zbyt drobiazgowej analizy znaczeniowej tekstu. To zaś przyczyni się do zmniejszenia liczby błędów językowych oraz – być może – umożliwi piszącym skupienie się na innych niż ortograficzne aspektach poprawności tekstu”. Jednocześnie Rada ogłasza dokument pt. Zasady pisowni i interpunkcji polskiej, zbierający wszystkie przepisy, zarówno te obowiązujące od dawna, jak i uchwalone ostatnio.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.














