„Uje” się nie kreskuje

Mniej wyjątków, więcej przejrzystości – argumentuje Rada Języka Polskiego, wprowadzając od początku roku nowe zasady pisowni. Nie są one rewolucją, w niektórych przypadkach ułatwią życie, choć zapewne trzeba będzie czasu, by się do nowych językowych reguł przyzwyczaić.
Czyta się kilka minut
Ortographia seu modus recte scribendi et legendi Polonicum idioma quam utilissimus – traktat poświęcony polskiej ortografii autorstwa Stanisława Zaborowskiego wydany w 1518 r. fot. WIKIPEDIA
Ortographia seu modus recte scribendi et legendi Polonicum idioma quam utilissimus – traktat poświęcony polskiej ortografii autorstwa Stanisława Zaborowskiego wydany w 1518 r. fot. WIKIPEDIA

Część z nas raczej chciałoby o niej zapomnieć, większość raczej o niej na co dzień nie myśli, choć poddaje się jej regułom. ORTOGRAFIA – to zgodnie z greckim pochodzeniem tego wyrazu „poprawne pisanie”. Na co ono komu i czy nie jest to tylko dziwaczne hobby polonistów?

Od słowa do słowa

Począć trzeba od banału, że ortografii nie byłoby, gdyby nie pojawiło się pismo. Rzecz jasna, nie wprowadziła go jakaś językowa rada naukowców, a odczytanie zapisów różnego rodzaju starożytnych alfabetów jest często trudne lub wręcz niemożliwe, jeśli nie mamy dobrego przekładu. Egipskie hieroglify – także przecież rodzaj pisma – odczytano dopiero pod koniec XVIII wieku, po znalezieniu kamienia z Rosetty. Ludziom sprzed tysięcy lat nie były bowiem w głowie słowniki, a tym bardziej reguły zapisywania słów.

Zresztą nawet samo pismo sprawiało spory problem filozoficzny. Platon w dialogu Fajdrosa z Sokratesem wkłada w usta tego drugiego filozofa wątpliwość co do stosowania zapisów w ogóle: „Ten, co myśli, że sztukę w literach zostawia, i ten, co ją chce z nich czerpać, jak gdyby z liter mogło wyjść coś jasnego i mocnego, to człowiek bardzo naiwny (…)”. To sztuka oralna była wyznacznikiem intelektu, niewidzialna praca pamięci miała świadczyć o sile rozumu. Nieufność wobec pisma jest więc cechą antyku, jednak Arystoteles dostrzega jego potencjalną siłę w przenoszeniu znaczeń.

Średniowieczni mnisi i inni skrybowie pismo potrafili traktować jako dzieło sztuki i po dziś dzień fascynują nas przepisywane tysiącami rok inkunabuły: Biblie, kroniki, mszały, modlitewniki, bogato ilustrowane i najeżone językowymi błędami. Błędy owe dostrzegamy jednak z naszej perspektywy, bo znów poprawnością zapisu mało kto się przejmował. Skryba potrafił odczytać znaczenia słów i je skopiować, jednak skupiał się bardziej na materialnej stronie tej czynności. Dominowała oczywiście łacina, a tej wzorce brano z kościelnych i prawnych dokumentów. Z ręcznym kopiowaniem jednak problem jest taki, że gdy jeden mnich popełnił przysłowiowego „byka”, to często jego następcy przepisywali go bez ingerencji. I tak Mojżeszowi przyprawiono rogi – gdy św. Hieronim zagubił się w tłumaczeniu słowa oznaczającego świetlną poświatę wokół głowy patriarchy. Źródłem nieporozumień było także to, że zapisujący na przykład nazwy miejscowe robili to ze słuchu. Weźmy taką Bullę gnieźnieńską. Zawiera ona około 400 nazw polskich. Jednak na przykład taki Sieradz zapisany jest w niej jako Zeraz, Nakło jako Nakel, a wielu nazw i imion próżno szukać na mapie i w dzisiejszych spisach imion. Bogurodzica, Kazania świętokrzyskie albo Kronika polska Galla Anonima wymagają z kolei tłumaczeń na współczesną polszczyznę – tak zapis zabytków języka polskiego różni się od współczesnej polszczyzny.

Narodziny poprawności

Dopiero wynalezienie druku wymusiło powstanie w miarę spójnych zasad pisowni. Dużą rolę odegrała tu zasada morfologiczna, dzięki której zapis zachowuje informacje o budowie wyrazu, np. „ręka – ręce”, mimo zmian wymowy. Polski system pisowni zawiera wiele znaków diakrytycznych i dwuznaków, co jest skutkiem dostosowywania alfabetu łacińskiego do słowiańskiej fonetyki. I tak w XVI wieku Stanisław Zaborowski w dziele Orthographia seu modus recte scribendi (1518) opisał polską ortografię na wzór ortografii czeskiej. System ten został wykorzystany w niektórych drukach Unglera, nie przyjął się jednak na większą skalę. Innowacjami Zaborowskiego, które utrwaliły się w języku polskim, była forma jednoznakowego, diakrytycznego zapisu spółgłosek (zastępując średniowieczne wieloznaki) oraz używanie dwóch liter: „ż” oraz „ł”. Jak to Polacy, także w tym temacie znaleźliśmy powód do sporów i wieloletnich dyskusji, a polska pisownia była płynna jeszcze do XIX wieku. Byliśmy wszelako pionierami – Niemcy za zasady pisowni wzięli się dopiero w XIX wieku.

Rada od języka

Onfury Kopczyński wprowadził ortografię od razu do szkół, publikując pod koniec XVIII wieku Grammatykę dla szkół narodowych, która była normatywna aż do 1936 roku, kiedy rozporządzeniem ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego przeprowadzono wielką reformę. To wtedy uchwalono między innymi, że wyrazy typu „Maria” pisze się przez „i”, choć po „c”, „s”, „z” pozostaje wyjątkowo „j” (np. Francja, pasja, diecezja), oraz że w pisaniu łącznym lub rozłącznym zasadniczo przeważa pisanie rozłączne, a sprawa znaczenia, dwuznaczności itp. nie może usprawiedliwiać wyjątków. Sześćdziesiąt lat później powołano z kolei Radę Języka Polskiego i to gremium naukowców – filologów polskich określa zasady pisowni i wprowadza w nich zmiany. Najnowsza weszła w życie 1 stycznia 2026 r. Uczniowie i inni użytkownicy języka muszą zapamiętać już nie tylko, że „uje” się nie kreskuje, a „rz” wymienia się na „r”, ale też między innymi nowe zapisy nazw własnych i pisania „nie” z innymi wyrazami. Jak napisano w komunikacie: „Rada uznała, że wprowadzenie tych zmian, dotyczących wyłącznie tzw. konwencjonalnych zasad pisowni, przyniesie korzyść w postaci uproszczenia i ujednolicenia zapisu poszczególnych grup wyrazów i połączeń, eliminacji wyjątków, a także likwidacji przepisów, których zastosowanie jest z różnych powodów problematyczne, np. wymaga od piszącego zbyt drobiazgowej analizy znaczeniowej tekstu. To zaś przyczyni się do zmniejszenia liczby błędów językowych oraz – być może – umożliwi piszącym skupienie się na innych niż ortograficzne aspektach poprawności tekstu”. Jednocześnie Rada ogłasza dokument pt. Zasady pisowni i interpunkcji polskiej, zbierający wszystkie przepisy, zarówno te obowiązujące od dawna, jak i uchwalone ostatnio.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 2/2026