Atak na Iran, przeprowadzony 28 lutego przez Stany Zjednoczone i Izrael, w dość istotny sposób zmienia sytuację międzynarodową. Szczególnie zabicie najwyższego przywódcy politycznego i duchowego Iranu ajatollaha Alego Chameneiego. Choć był on już człowiekiem wiekowym (86 lat) i kwestia sukcesji zapewne została już w irańskim systemie władzy wcześniej przewidziana, to jednak doszło do sytuacji wyjątkowej. Dotąd niepisaną zasadą w wielu wojnach było to, że nie rozstrzygało się ich poprzez eliminowanie przywódców. Walczyły ze sobą armie i to ich przewagi decydowały o rozstrzygnięciu. Ewentualnie uciekano się do dyplomacji, ale zarówno władze, jak i ich przedstawiciele cieszyli się immunitetem.
Zasadę tę uszanowali nawet Rosjanie, atakując Ukrainę. Owszem, na początku mieli nadzieję zająć Kijów i schwytać Wołodymyra Zełenskiego, oczywiście później wiele razy planowali na niego zamach, ale nie uciekli się do takiego rozwiązania, by zbombardować dzielnicę rządową w Kijowie, zabijając najważniejsze osoby w państwie.
Amerykanie i Izraelczycy jednak od tego prawidła odeszli i już pierwsze ataki na Teheran wymierzone były w kryjówki najwyższego przywódcy, prezydenta, szefów służb specjalnych itp. Z punktu widzenia skuteczności ich działań oczywiście było to uzasadnione, ale pytanie, czy rzeczywiście skuteczność jest jedyną miarą oceny wydarzeń międzynarodowych. Czy teraz kolejni będą szli śladem Donalda Trumpa i Benjamina Netanjahu i wojny będą polegać na dekapitacji kierownictwa państwa?
Inną konsekwencją wydarzeń z ostatniej soboty lutego jest pewne osamotnienie Władimira Putina – i to nie tylko w regionie. Bliskim jego sojusznikiem był Baszar al-Assad, przywódca Syrii, który półtora roku temu zmuszony został do ucieczki z Damaszku do Moskwy. Nowe władze w Syrii wcale tak bliskiego sojuszu z Rosją i Iranem utrzymywać już nie chciały. Niedawno Donald Trump kazał przeprowadzić atak na Caracas, gdzie pojmano i przewieziono do USA przywódcę Wenezueli Nicolasa Maduro, który był najbliższym sojusznikiem Putina w Ameryce Południowej. Teraz „zlikwidowano” przywódcę Iranu, który był – szczególnie w wojnie przeciw Ukrainie – nieocenionym wsparciem dla Władimira Putina. Dość przypomnieć śmiercionośne drony irańskiej produkcji, które sieją krwawe żniwo na Ukrainie.
Dotychczasowe doświadczenia każą być sceptycznym co do skuteczności ingerencji amerykańskich w regionie. Inwazja na Irak doprowadziła do wieloletniej wojny domowej, powstania Państwa Islamskiego, ISIS, które w chwilach swej wielkości kontrolowało – według niezależnych danych – teren wielkości Litwy i Łotwy razem wziętych, a według samego Państwa Islamskiego terytorium wielkości Wielkiej Brytanii. Również inwazja na Afganistan skończyła się spektakularną ucieczką Amerykanów i ich sojuszników w 2021 roku. Obie te wojny pochłonęły tysiące ofiar po stronie amerykańskiej i sojuszniczej, destabilizacji, przelanej krwi lokalnych mieszkańców nie licząc.
Jak będzie teraz? Jeszcze nie wiemy. Dość jednak powiedzieć, że Donald Trump udowodnił, że jest politykiem bardzo zdolnym. Zdolnym do wszystkiego.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.







