Gdy byłam dzieckiem, program telewizyjny nie składał się z setek propozycji do wyboru, więc w niedzielne południe oglądało się stare, najczęściej nieme filmy. Tak były edukowane dzieci z zakresu historii kina i na tej wiedzy wyrosło kilka pokoleń. Więc najpierw czołówka. Animacja przedstawiała postać pana w cylindrze z parasolem w ręku, który szedł przez ulicę w takt krótkiego utworu na pianino, skomponowanego przez Władysława Szpilmana. W tle przesuwały się kamieniczki wyrysowane cienką czarną kreską. Wreszcie pan wchodził do budynku czarnego jak smoła z napisem „Kino”.
A potem pokazywał się pan prawdziwy, zawsze w białej koszuli i czarnej marynarce, zawsze w ciemnych okularach. Stanisław Janicki nie miał wtedy nawet 50 lat, a mi wydawał się już tak bardzo wiekowy. Może ze względu na białe włosy i te okulary, przez które oglądał w sali kinowej czarno-białe filmy. Na dodatek siedział sztywno i niemal w ogóle się nie ruszał. Żadnej mimiki. Okulary, które stały się znakiem rozpoznawczym Janickiego, dziecku kojarzyły się z osobą niewidomą. A on po prostu źle znosił blask świateł w studiu telewizyjnym. Z tej prozy życia uczynił znak kultowy. A sztywność karku? Zapuścił włosy, których nie wypadało mu nosić w telewizji czasów PRL-u, więc charakteryzatorki upinały je spinkami. I jeszcze to charakterystyczne „r”, które wymawiał jak człowiek z innej epoki. Taki się wydawał, nie z tej ziemi.
Bodo czy Żabczyński?
Kiedy ktoś umiera, zawsze trzeba napisać kiedy się urodził. Tak powstają biografie. Więc Stanisław Janicki urodził się w 1933 roku w Czechowicach w zamożnej rodzinie. Jego ojciec był dyrektorem handlowym polskiej filii amerykańskiej firmy naftowej Rockefellerów (Janicki żartobliwie mawiał, że urodził się w rafinerii). Matka chorowała na gruźlicę, właściwie jej nie znał, bo zanim zmarła, wciąż przebywała w sanatoriach. Wkrótce przenieśli się do Warszawy, ale to o Śląsku Cieszyńskim i Beskidach mówił, że bez nich żyć nie może. „Kąpałem się w kochanej Wisełce rytualnie jak w Gangesie” – mówił w wywiadzie. Po wojnie maturę zdał w Bielsku-Białej i chciał być aktorem, ale ponieważ nie udało mu się zdać egzaminów w łódzkiej filmówce, więc wybrał dziennikarstwo i specjalizację filmową na Uniwersytecie Warszawskim.
Pierwszym filmem, jaki widział w kinie, była Królewna Śnieżka Walta Disneya w sali Romy w Warszawie krótko przed wybuchem wojny. „Zapamiętałem ten film bardzo dokładnie” – opowiadał. Ale to na studiach zakochał się w kinie. Chodził na zajęcia do profesora Jerzego Toeplitza, historyka filmu i krytyka, autora pionierskiej książki, kilkutomowej Historii sztuki filmowej. Nie od razu zafascynowały go stare filmy, przecież był to czas odwilży, kiedy w polskich kinach nie grano już socrealistycznych radzieckich produkcji, ale filmy amerykańskie, francuskie i włoski neorealizm. To przyszło z czasem, w miarę, jak zaczął je poznawać. Na początku, jak sam przyznawał, nie odróżniał Elżbiety Barszczewskiej od Jadwigi Smosarskiej, a Boda od Żabczyńskiego. Wszystko stało się przypadkiem.
Po raz pierwszy wszedł do studia telewizyjnego w 1967 roku. Najpierw po to, by przeprowadzać wywiady z reżyserami w zastępstwie chorego dziennikarza. Od razu na żywo. A że okazał się w tym dobry, otrzymał propozycję prowadzenia samodzielnego autorskiego programu, którego współtwórczynią była Hanna Goszczyńska. To ona wymyśliła nazwę. Licencje na przedwojenne filmy były tanie i młoda polska telewizja mogła sobie na to pozwolić, a koncepcja była prosta: uczyć bawiąc. W każdym programie Janicki opowiadał o konkretnym aktorze lub reżyserze, prezentując fragmenty filmów. Potem to się zmieniło: bohaterem każdego programu był jeden wybrany film, do którego Janicki mówił komentarz. Do każdego nagrania sumiennie się przygotowywał, spędzając całe godziny w bibliotekach i archiwach filmowych, przesiadywał w montażowni, wybierając fragmenty, które chciał pokazać w programie. Wkrótce stał się encyklopedią wiedzy na temat kina lat 20. i 30.
Już po pierwszych emisjach do telewizji zaczęły przychodzić pełne entuzjazmu listy od widzów. Większość z nich pamiętała emitowane filmy z własnej młodości, byli zachwyceni, że dzięki programowi mogą przypomnieć sobie dawne czasy. Ale okazało się niebawem, że coraz większa jest także druga grupa widzów, która dopiero razem z nim odkrywała kino przedwojenne.
Patrząc na Chaplina
Mimo swej charakterystycznej sztywności Janicki potrafił barwnie opowiadać, a program W starym kinie w Telewizji Polskiej prowadził przez trzydzieści lat, do 1997 roku. Potem formuła została przeniesiona do telewizji Kino Polska, gdzie Janicki prowadził Kalejdoskop Polskiego Filmu i Seans w Iluzjonie przez kolejne 16 lat. Do tego nagrywał felietony filmowe Odeon Stanisława Janickiego dla radia RMF Classic. Nie siedział tylko w studiu telewizyjnym i przed kamerą. Jako dziennikarz jeździł na festiwale filmowe, bywał w różnych częściach świata, znał środowisko. Napisał kilka książek, wśród nich Film polski od A do Z, który miał kilka wydań.
Był także reżyserem filmów dokumentalnych, których zrealizował kilkadziesiąt. Wśród nich są biografie ludzi kina, m.in. Eugeniusza Bodo, Aleksandra Forda, Kazimierza Kutza, Danuty Szaflarskiej i Ludwika Starskiego. Nagrody otrzymał za film Jan Sarkander ze Skoczowa, o kapłanie i męczenniku żyjącym na przełomie XVII i XVIII wieku oraz za dokument Brat papieża, którego bohaterem jest Edmund Wojtyła, rodzony brat Jana Pawła II. Interesował się historią arian i nakręcił film Sąd nad Braćmi Polskimi, godzinny fabularyzowany dokument w konwencji sądowej. Oparł go na oryginalnych tekstach z listów, kazań i polemik (grali Jerzy Trela, Jerzy Radziwiłłowicz, Henryk Bista). Był prezesem honorowym Stowarzyszenia Szlak Braci Polskich. A do tego napisał monografię kina japońskiego. Jak widać, miał szeroki wachlarz zainteresowań, a do tego wcale nie miał ochoty odpoczywać. Był wciąż aktywny, nie chciał słyszeć o emeryturze, lubił spotkania z ludźmi, chętnie przyjmował zaproszenia na wykłady i spotkania autorskie.
Pytany przez o. Romana Bieleckiego o ulubioną scenę filmową w wywiadzie dla miesięcznika „W drodze”, wymienił taniec z globusem Chaplina z filmu Dyktator. „Ta scena zawiera wszystko, co lubię w kinie – napięcie, świetne aktorstwo i zaskakująca puentę. A na dobrą sprawę jest to scena przerażająca. W końcu Chaplin to Adolf Hitler – człowiek, który chce rządzić światem i jest na dobrej drodze do spełnienia tego marzenia. Ale jednocześnie jest to śmieszne, choć tylko trochę i pozornie na zasadzie gagu sytuacyjnego. Śmiech rodzi się w tej scenie z powagi żałosnego zachowania dyktatora. Najpierw szaleniec bawi się i pląsa ze światem. Odsłania swoją liryczną naturę. Ale kiedy całość się rozpada, on traci panowanie nad sobą i jak małpa ucieka po zasłonie. Z wielkiego wodza wychodzi panicznie zastraszony chłopczyk”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













