Kryzys demograficzny skłonił wielu komentatorów i badaczy do uzasadnionych obaw przed potencjalnym załamaniem systemu społeczno-ekonomicznego w Polsce. Kurcząca się populacja i spadająca liczba osób aktywnych zawodowo grozi brakiem środków finansowych potrzebnych do utrzymania emerytur i publicznej ochrony zdrowia. Tymczasem wzrost udziału seniorów w polskim społeczeństwie będzie oznaczać, że zapotrzebowanie na emerytury i opiekę medyczną będzie rosnąć. Topnienie kolejnych pokoleń nie daje zaś nadziei, że w przyszłości sytuacja się poprawi – wręcz przeciwnie. Jednym z rozwiązań jest otwarcie się na imigrantów zarobkowych z zagranicy. Od ponad dekady przemożnie wspierają oni nadwiślański rynek pracy i system emerytalny.
Topnienie i wchłanianie
Według oficjalnych danych, na początku 2026 roku liczba ludności Polski wyniosła ledwie 37,33 mln osób. W ciągu roku skurczyła się więc o niespełna pół procenta, czyli aż o 157 tys. Ubytek zanotowano w 15 z 16 województw. Największy w śląskim (o 29,6 tys.), łódzkim (o 17,1 tys.) i lubelskim (o 15,7 tys.). W najmniejszym stopniu skurczyła się populacja pomorskiego (o 1,1 tys.) i mazowieckiego (2,5 tys.). Jedynie w województwie małopolskim liczba ludności minimalnie wzrosła, ale tylko o 300 osób. Zanikanie mieszkańców zaobserwowano zarówno na wsi (13 regionów), jak i w miastach (14 regionów). Dzięki zmianom administracyjnym, czyli głównie łączeniu się jednostek samorządu terytorialnego (JST), miasta zyskały 16,3 tys. mieszkańców kosztem obszarów wiejskich. W ten sposób powiększyły się między innymi Słupsk i Radom, które wchłonęły okoliczne wsie. Z punktu widzenia kraju to jednak czysta statystyka. W wyniku wchłonięcia Kobylnicy przez Słupsk otaczający to miasto powiat należy do JST z największym ubytkiem mieszkańców, który sięgnął 2 tys. Sam Słupsk zwiększył zaś swoją populację tylko o równy tysiąc.
Na poziomie powiatów i miast na prawach powiatu nie wygląda to szczególnie lepiej. Pod względem ludnościowym skurczyło się aż 343 z 380 jednostek. Największe spadki odnotowano w pięciu miastach na prawach powiatu – mowa o Łodzi (spadek o niemal 6 tys.), Bydgoszczy i Szczecinie (o niespełna 3 tys.) oraz Częstochowie i Sosnowcu (ok. 2 tys.). Nie wszędzie jest jednak równie źle. W zeszłym roku populację zwiększyło 37 powiatów i miast na prawach powiatu. W największym stopniu rozrosło się miasto Kraków, które odnotowało przyrost o 7,4 tys. mieszkańców. Za nim znalazły się dwa powiaty – poznański (wzrost o 5,1 tys.) i wrocławski (o 3,4 tys.). Miasto stołeczne Warszawa zwiększyło się o niespełna 3 tys. mieszkańców. Wzrosty odnotowały też dwa powiaty należące do stołecznej aglomeracji – piaseczyński (2,6 tys.) i wołomiński (2,1 tys.). Solidny przyrost zanotował też Rzeszów (o 1,1 tys.).
Spośród 302 gmin miejskich rozrost populacji wykazały zaledwie 22 – 4 z nich to wymienione wyżej miasta na prawach powiatu. Pozostałe to już znacznie mniejsze jednostki, m.in. turystyczne Reda i Ustka, która wchłonęła gminę wiejską o tej samej nazwie, oraz podwarszawski Pruszków. Wśród 2177 gmin wiejskich powiększyło się za to aż 426 jednostek, co jest przejawem coraz częstszego zmęczenia życiem w dużym mieście. Najbardziej rozwinęły się wsie położone właśnie wokół największych ośrodków metropolitalnych, m.in. Dopiewo, Kórnik i Rokietnica z powiatu poznańskiego czy około trójmiejskie Kosakowo i Wejherowo. Sam Poznań należał jednak do 9 miast wojewódzkich, które zanotowały największy spadek liczby mieszkańców (poza wyżej wymienionymi to również Lublin, Katowice, Białystok, Gorzów Wielkopolski i Olsztyn).
Ślady życia
Oficjalna liczba ludności jest jednak mocno niekompletna. Opiera się ona na informacjach z Narodowego Spisu Powszechnego z 2021 roku, które są aktualizowane co roku o dane dotyczące urodzeń, zgonów i migracji. Poza tym wykazywane są jeszcze dane dotyczące rezydentów, czyli obywateli innych państw, posiadających prawo pobytu. W rezultacie nie uwzględniano Polaków długotrwale przebywających za granicą, jak i imigrantów w Polsce, którzy nie widnieją w rejestrach. W wyniku przyjęcia unijnego rozporządzenia ESOP (European Statistics on Population and Housing), którego celem jest stworzenie spójnego systemu ewidencjonowania europejskiej ludności, GUS musi jednak wypracować znacznie dokładniejszą metodologię.
Na początku lipca GUS przedstawił wyniki badania eksperymentalnego, w którym obliczono zamieszkującą nad Wisłą populację według nowej metody. „W zaproponowanym podejściu liczba osób przebywających w Polsce oznacza osoby posiadające numer PESEL (zarówno obywateli polskich, jak i cudzoziemców), dla których odnotowano aktywność przynajmniej jeszcze w jednym rejestrze administracyjnym (tzw. ślady życia)” – czytamy w publikacji GUS. Tych rejestrów jest kilkaset, więc ich integracja w jeden spójny obraz może w przyszłości doprowadzić do poprawy jakości także innych danych, np. dotyczących dochodów gospodarstw domowych, nierówności ekonomicznych czy terytorialnego występowania problemów społecznych.
Nowa metodologia odsłoniła zupełnie inny obraz Polski. Na koniec 2025 roku nad Wisłą przebywało aż 38,8 mln osób. Według oficjalnych danych historyczny rekord zanotowano u progu XXI wieku – w 2000 roku było to 38,65 mln. Co więcej, Polska nie kurczy się, tylko powiększa – w ciągu roku przybyło jej 40 tys. mieszkańców. Liczba obywateli Polski mieszkających w swoim kraju jest jednak niższa od oficjalnej – mowa o 36,5 mln osób. Dodatnie saldo populacji zawdzięczamy przede wszystkim obywatelom innych państw, których w ciągu roku przybyło 215 tys., a ich liczba sięgnęła aż 2,3 mln.
Miasta na plusie
Na koniec 2025 roku w 16 miastach wojewódzkich mieszkało 8 mln osób, czyli 20 proc. ludności kraju. Nie jest to szczególnie wysoki wskaźnik koncentracji osadniczej. W niektórych państwach około jednej piątej ludności mieszka w samej stolicy (Czechy, Węgry) lub w jej obszarze metropolitalnym (Francja). To właśnie w stolicach regionów znajduje się najwięcej imigrantów. Stolice województwa zamieszkuje ok. 970 tysięcy cudzoziemców, czyli aż 42 proc. wszystkich imigrantów przebywających w Polsce. O ile więc udział obcokrajowców w ogólnej liczbie mieszkańców kraju to ok. 6 proc., w samych regionalnych aglomeracjach rośnie on do 12 proc., co może prowadzić do zawyżania zjawiska imigracji przez opinię publiczną. Największy udział cudzoziemców wśród mieszkańców miasta zanotowano we Wrocławiu, gdzie niemal co piąty mieszkaniec to obywatel innego państwa. Na kolejnych miejscach znalazły się Warszawa (14,5 proc.), Poznań (12,5 proc.) i Kraków (11 proc.).
Na poziomie województw najwięcej obcokrajowców mieszkało w dolnośląskim i mazowieckim, gdzie prawie co dziesiąta osoba legitymuje się zagranicznym obywatelstwem. Najmniej cudzoziemców, bo zaledwie 2 proc., żyje w świętokrzyskim i podkarpackim. Największe polskie miasta są więc znacznie bardziej zaludnione, niż powszechnie się przyjmuje. Warszawa liczy 2,1 mln mieszkańców, a nie 1,7 mln. Kraków zamieszkuje 900 tys. osób, a nie niespełna 800 tys. We Wrocławiu mieszka ponad 750 tys. ludzi, w Łodzi 700 tys., a w Poznaniu blisko 600 tys.
Szerokie otwarcie się na imigrację wymiernie wspomaga rynek pracy i system ubezpieczeń społecznych. Według GUS na koniec stycznia 2026 roku w Polsce pracowało ponad 1,1 mln obcokrajowców (wzrost o 7 proc. rok do roku), przy czym dane te nie obejmują osób zatrudnionych na umowach o dzieło lub w ogóle na czarno – ale one składek nie płacą. Oczywiście ma to swoją, nomen omen, cenę. Mowa m.in. o drożejących lokalach mieszkalnych, których wartość tylko w ubiegłym roku wzrosła o 6 proc. W przyszłości, gdy część imigrantów osiądzie w Polsce na stałe, pojawi się wyzwanie asymilacji nowych obywateli i ich potomstwa, by nie powtórzyć błędów popełnionych przez państwa Europy Zachodniej. Aktualnie trudno się jednak obrażać na imigrację, która jak na razie, w przeciwieństwie do polskiej polityki pronatalistycznej, faktycznie działa.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













