Historia według ministra Sikorskiego

Czyta się kilka minut
Piotr Zaremba, publicysta magazynu „Plus Minus” i portalu Interia | fot. Magdalena Bartkiewicz
Piotr Zaremba, publicysta magazynu „Plus Minus” i portalu Interia | fot. Magdalena Bartkiewicz

Szef polskiego MSZ Radosław Sikorski stwierdził w rozmowie z dziennikarzem portalu „Ukraińska Prawda”, że „w Polsce nie stawiamy pomników faszystom”. Wówczas prowadzący rozmowę nawiązał do działalności UPA oraz poglądów Romana Dmowskiego i stwierdził, że Dmowski „miał również taką ideologię”. Polski minister odparł: „I dlatego on również jest postacią budzącą kontrowersje w Polsce”. Po prawej stronie ten dialog wywołał wzburzenie. Oto jeden z ważniejszych polskich polityków oczernia – i to przez Ukraińcami – naszą istotną postać historyczną. Notabene posiadającą pomnik – w Warszawie przy Placu na Rozdrożu. Ja się nie będę szczególnie oburzał, ale nie uważam tej wypowiedzi za fortunną. Z punktu widzenia historii jest ona nieścisła. Owszem, obóz narodowy, którego Dmowski był liderem, stracił wiarę w demokrację. Owszem, przyglądał się z zaciekawieniem i sympatią faszyzmowi, zwłaszcza włoskiemu. Czy to jednak oznacza, że polscy nacjonaliści tworzyli ruch stricte faszystowski? No, nie całkiem.

Ale jeszcze gorzej wygląda ta rzucona niedbale odpowiedź polskiego ministra w kontekście. Przecież ta cała wymiana zdań dotyczyła ludobójczego bilansu UPA, a zarzut „faszyzmu” dotyczy nie teoretycznych poglądów, a potwornej praktyki. Jeśli dziennikarz podrzuca w tym momencie Dmowskiego, to sugeruje, że jego dorobek był podobny. Ukraińscy historycy i dziennikarze posługują się tym argumentem, a im bardziej zaostrza się polski spór z Ukrainą o politykę historyczną, tym sięgają po niego chętniej. Nie przepadam za tradycją endecką, Dmowski nie jest moim ulubionym bohaterem. Ale stawianie takiego znaku równości, to sprowadzanie sporu na manowce. Polska endecja nie miała planu masowych mordów na jakimkolwiek narodzie. Tymczasem Sikorski pośrednio pomaga w tworzeniu takiej fikcji.

Skądinąd wcześniej zdarzały mu się jeszcze koszmarniejsze wpadki „historyczne”. W styczniu tego roku, goszcząc w Indiach, narzekał, że Rosja chce uczynić z Ukrainy swoją kolonię. Przy okazji napomknął, że w jakiejś mierze próbowała ją kiedyś kolonizować Polska. To także ulubiony motyw ukraińskich historyków, tych o nacjonalistycznych skłonnościach. Żaden polski historyk tak tego nie sformułuje. Robią to czasem polscy amatorzy typu pisarki Olgi Tokarczuk, domagając się przy tej okazji od współczesnych Polaków ekspiacji. Ukraina nie została skolonizowana przez Polaków. To ruskie szlacheckie elity związały się z Polską i z czasem zaczęły się polonizować, często zmieniając wyznanie na katolickie. To podsycało ich obcość wobec ich poddanych, ruskiego prawosławnego chłopstwa. Czy była to obcość wobec Ukraińców? Rzecz w tym, że nowoczesnego narodu ukraińskiego w XV, XVI czy XVII wieku jeszcze nie było.

Czy Sikorski o tym wie? Lubi się popisywać erudycją, ale mam wrażenie, że jego wiedza historyczna jest mocno nieuporządkowana. Oczywiście jego wypowiedzi będące na rękę Ukraińcom można też interpretować jako część linii politycznej. Jeśli tak jest, oceniam to jako błąd. Im częściej obecna władza będzie się dawała przyłapać na stronniczości, na wspieraniu naszych sąsiadów wbrew interesom lub tylko poglądom samych Polaków, tym nasze relacje z nimi będą coraz gorsze, nie coraz lepsze. Ale objaśnienie może być prostsze. Sikorski wciąż bywa czasem przedstawiany jako prawicowiec. I coraz bardziej garnie się do wizji świata, którą nazwałbym politycznie poprawną. Może mu się wydawać, że drażnienie mniemań Polaków, to przejaw postawy światowej, liberalno-humanitarnej, przeciwstawianej „ciasnemu nacjonalizmowi” jego ziomków. A że przy okazji się myli? Jest gotowy na takie poświęcenie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2026