W poprzedni piątek prawicowe telewizje powtarzały filmik nagrany w biurze Stowarzyszenia Wolnego Słowa na Marszałkowskiej w Warszawie. Oglądaliśmy niewyraźny zapis sytuacji, kiedy to kilkoro policjantów obezwładniało mężczyznę. Słychać było wrzaski wyjątkowo pobudzonej policjantki i protesty obecnej tam kobiety, która przestrzegała: „Udusicie go”. W końcu przedmiot interwencji stracił przytomność. Chodziło o człowieka nazwanego potem Panem Piotrem, pomagającego w organizacji miasteczka protestu przed Trybunałem Konstytucyjnym. Media związane z rządem – pierwsza była Polska Agencja Prasowa – opisały go jako nożownika atakującego policjantkę. To było absurdem, bo nóż znaleziono przy nim po obezwładnieniu. W kanonadzie uczestniczył premier Donald Tusk. Opisał sytuację na X jako przejaw przemocy, za który odpowiadają prezydent Karol Nawrocki i prezes PiS Jarosław Kaczyński. Policja napisała, że Pan Piotr zachowywał się podejrzanie, a zaczął uciekać przed patrolem, gdy chciano go wylegitymować. Policjantka nagrana w biurze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, gdzie uciekinier próbował się schronić, reagowała tak histerycznie, że chciałem poznać powód tych emocji. Po ponad dobie policja ujawniła nagranie z policyjnej kamerki.
Dla mnie nawet po jego obejrzeniu nie wszystko jest jasne. Słychać, jak policjanci żądają od Pana Piotra dokumentów, widać, jak on trzyma ręce przy sobie. Ale moment przed ucieczką jest zarejestrowany jako bezładna szamotanina. Jednak jako pierwsza to policjantka go potrąca. Co nie przeszkadza policji i prokuraturze oskarżać owego mężczyznę, byłego zawodowego żołnierza, nie tylko o utrudnianie funkcjonariuszom czynności, ale o fizyczną napaść na policjantkę. Policja zażądała jego aresztowania. Warszawski sąd rejonowy się na to nie zgodził. Nie zastosował nawet łagodniejszych środków zapobiegawczych. Adwokaci, którzy wydobyli Pana Piotra z aresztu, przypominają, że policja nie ma prawa do legitymowania „po uważaniu”. Musi to być wstęp do dalszych czynności, trzeba też podać powód. Nie zrobiono tego.
Propaganda rządu i życzliwych mu mediów przedstawia działania policji jako świętość. Więc warto przypomnieć, że podczas protestów Strajku Kobiet za rządów PiS-u ta sama policja była odsądzana przez tamte kręgi od czci i wiary. Przypomniano dawną wypowiedź Marcina Kierwińskiego – teraz w roli szefa MSWiA autoryzującego tę akcję – kiedy opowiadał o bezwzględności funkcjonariuszy. Protestował przeciw niedopuszczaniu do zatrzymanych demonstrantów pełnomocników. Więc dziś policja przez dobę ukrywała miejsce pobytu Pana Piotra przed adwokatami wskazanymi przez jego żonę. Coś, co było czarne, teraz jest białe.
Ale mamy i inną okoliczność. Ja bym pewnie na miejscu bohatera tej historii nie uciekał. On twierdzi, że czuł się zagrożony. Sytuacja, kiedy patrol policji podbiega za samotnym obywatelem, najwyraźniej wcześniej upatrzonym, nasuwa myśl o prowokacji. Jakiś funkcjonariusz powiedział do kamery Polsatu, że Pana Piotra „wytypowano”.
Starcie pod Trybunałem, niezależnie od racji prawnych, musi owocować dalszą brutalizacją życia publicznego. Wizja zajmowania siedziby TK przez policję to coś nowego. Europoseł Bartosz Arłukowicz domagał się wejścia do siedziby konstytucyjnego organu „kopniakiem w drzwi”. Czy dziwić się atmosferze, której ulega także część funkcjonariuszy? Kiedy argumenty prawne są coraz częściej zastępowane argumentami siły, może być tylko gorzej. Niepokoi narastające „upolicyjnienie” społecznej atmosfery, choć nie uległ jej sąd. Jeśli szef MSWiA straszy Telewizję Republika pozwami za atakowanie policji, zastanawiam się, w jakim kraju żyję.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.







