Pisałem tu niedawno tekst przestrzegający przed „upolicyjnieniem” naszego życia publicznego. To była reakcja na zatrzymanie przez funkcjonariuszy niejakiego Pana Piotra z miasteczka protestu przed Trybunałem Konstytucyjnym. W tle krążyły pogłoski o spodziewanym ataku mundurowych na Trybunał.
Teraz piszę już po wszystkim. Kordony policji osłoniły w ostatni piątek operację: przejęcie Trybunału przez nowych sędziów i niewpuszczenie do niego prezesa Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.
Sfery rządowe, w tym Donald Tusk, stworzyły wersję oficjalną: to nowi sędziowie przejęli Trybunał i wezwali policję. To źle sklecone oszustwo: uzurpatorzy weszli do Trybunału od tyłu, przez teren Kancelarii Premiera. A zgrupowanie policji było zbyt wielkie, aby je przysłano na prośbę sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej, bez rządowej decyzji.
Sama Korwin-Piotrowska, wybrana przez Sejm i niezaprzysiężona przez prezydenta, obwołała się kierującą pracami Trybunału i zawiesiła dotychczasowego prezesa i wiceprezesa. Zrobiła obie te rzeczy w oparciu o nieistniejące procedury. Nawet prorządowi prawnicy, w rodzaju prof. Marcina Matczaka, uznają te decyzje za naruszenie prawa.
Mamy więc „walkę o praworządność” przy pomocy bezprawnych ruchów. Stojąc przed zablokowanym przez kordony mundurowych Trybunałem, widziałem, jak przejmuje się konstytucyjny organ przy pomocy policji. Jak decyduje nie prawo, a naga siła.
Potem doszło do kolejnych kuriozalnych faktów, choćby do próby niewpuszczenia do Trybunału prezydenta Karola Nawrockiego. Samozwańcza prezes szarpała go za marynarkę, po czym ogłosiła się jego ofiarą. Politycy koalicji „nie słyszeli” potem na nagraniu jej słów: „Nie wejdzie pan”, choć ewidentnie padły.
Cała prawica stanęła w tej sprawie wyjątkowo zgodnie przeciw rządowi. Przy okazji posypały się apele do policjantów, aby nie wykonywali bezprawnych rozkazów. Grzmiał w tej sprawie wprost do funkcjonariuszy odsunięty prezes Święczkowski, łagodniej przemawiał lider Konfederacji Krzysztof Bosak. Ja nie bardzo wierzę w szerzone przez prawicowe media plotki, że policja gotowa jest do jakiegoś buntu. Trudno oczekiwać od młodych funkcjonariuszy (często funkcjonariuszek), że samodzielnie ocenią, kto tu ma rację. Szkoli się ich do tego, aby wykonywali rozkazy. Ich autonomiczne ruchy byłyby możliwe w jakimś idealnym państwie, ale go nie mamy.
Przy okazji potwierdziła się moja obawa przed „upolicyjnieniem”. W niedzielę był Dzień Wszystkich Świętych. Ludzie jechali na groby. Znana prezenterka Telewizji Republika Danuta Holecka udała się z mężem i synem na cmentarz na Służewiu, gdzie leży jej drugi syn. Z powodu lub pod pretekstem zaparkowania w niewłaściwym miejscu dwaj agresywni policjanci powalili i skuli kajdankami 66-letniego Krzysztofa Holeckiego. Sytuację nagrano, więc oglądaliśmy w Republice żenujące sceny upokarzania starszego człowieka.
Publiczne radio ogłosiło, że został skuty nie z powodu złego parkowania, a odmowy wykonywania poleceń policjantów. Nie pokazał dowodu osobistego. Tyle że to żaden legalny powód. Obywatel nie ma obowiązku noszenia dowodu, a żeby kogoś wylegitymować, trzeba podać przyczynę. Adwokaci ogłaszają, że funkcjonariusze naruszyli prawo. Ale ręczę, że mundurowym, możliwe że świadomie uderzającym z powodów politycznych, nic się nie stanie. Minister Kierwiński proklamował generalny stan bezkarności policji, a Republika, telewizja, za którą skądinąd nie przepadam, działa na obecną władzę jak czerwona płachta na byka. Któregoś dnia możemy się obudzić w państwie policyjnym. I będzie za późno na skargi.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.





