Logika Krakowa jest inna niż całego kraju

Kraków miał być poligonem nowego trendu: wyrywania wielkich miast z rąk prezydentów będących eksponentami Koalicji Obywatelskiej. To, że prawica raczej nie przejmie kolejnych miast, pokazuje choćby przykład warszawski
Czyta się kilka minut
Piotr Zaremba, publicysta magazynu „Plus Minus” i portalu Interia | fot. Magdalena Bartkiewicz
Piotr Zaremba, publicysta magazynu „Plus Minus” i portalu Interia | fot. Magdalena Bartkiewicz

Przypomniało mi się, jak jeden raz w życiu ujawniłem, będąc dziennikarzem pisującym o polityce, swoje wyborcze preferencje. W roku 2018 napisałem w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, że będę głosował w wyborach na prezydenta Warszawy na Jana Śpiewaka, lewicowego aktywistę. Wydało mi się wtedy, że w wyborach samorządowych podziały ideowe są mniej ważne. Śpiewaka traktowałem jako bicz boży na lokalny, warszawski układ polityczno-biznesowy.

Rafał Trzaskowski wygrał już w pierwszej turze. Śpiewak dostał znikomą liczbę głosów i nawet nie jestem pewny, czy sprawdziłby się jako administrator. A wspomnienie stąd, że gdybym był obywatelem Krakowa, pewnie zagłosowałbym na Łukasza Gibałę, który przewinął się nawet przez Ruch Palikota. On także występuje jako ktoś, kto chce rozbijać lokalną sieć interesów, przede wszystkim urzędników z deweloperami.

Kraków miał być poligonem nowego trendu: wyrywania wielkich miast z rąk prezydentów będących eksponentami Koalicji Obywatelskiej. To dlatego w ruch na rzecz referendum odwołującego Aleksandra Miszalskiego włączyło się sporo działaczy prawicy. Dziś niektórzy narzekają: w drugiej turze mają wybierać między aktualną polityczką KO, namaszczaną przez Donalda Tuska, i jej dawnym partyjnym kolegą. Który bynajmniej nie „sprawicowiał”, jeśli nie liczyć deklaracji, że jest przeciwny budowie w grodzie Kraka meczetu.

Z kolei Tuskowi liberałowie przeczuwają porażkę Moniki Piątkowskiej, ale pocieszają się, że prawica wypadła w pierwszej turze tych wyborów słabo. Kandydat Konfederacji nawet nie zebrał podpisów, a wystawiony przez PiS Michał Drewnicki dostał mniej niż poprzedni pretendenci tej partii w wyborach samorządowych.

Tyle że to radość czysto propagandowa. Logika Krakowa jest inna niż logika całego kraju. W Polsce nie ma formacji pod nazwą „Łukasz Gibała”. Nic nie wskazuje na to, aby prawica miała być jako ogólnopolska konkurentka obozu Tuska zastąpiona przez kogoś innego. W krakowskich wyborach naprawdę liczy się logika sporu samorządowego.

Miszalski padł ofiarą swojego złego zarządzania, prawda, także decyzji motywowanych ideologicznie („strefy czystego transportu”), ale przede wszystkim wrażenia, że polityka miejska jest podporządkowana partyjnemu kumoterstwu. Zarazem dzieje się to w mieście, gdzie poprzedni prezydent Jacek Majchrowski rządził przez 22 lata, pięciokrotnie wybierany. O nim szemrano, że tworzył hermetyczny układ interesów z biznesmenami, zwłaszcza deweloperami. 

Miszalski w dużej mierze przejął tę jego miejską oligarchię. Zrobił to po wyjątkowo brzydkiej kampanii, którą opisali Wojciech Mucha i Andrzej Gajcy w książce Jak wygrać wybory i nie dać się złapać. Było w niej wszystko: od kolportowania materiałów kompromitujących konkurenta, właśnie Łukasza Gibały, po włamanie do domu jego ojca w poszukiwaniu informacji o jego firmie.

Mamy tu więc logikę sporu w jednym mieście o sprawy tego miasta. Zarazem Mucha i Gajcy zadali ważne pytanie o trwałość i skuteczność mechanizmu korupcyjnego. Oczywiście nie mamy pewności, jakim prezydentem okaże się, jeśli wygra, Gibała. Będzie prezydentem zmiany czy przejmie rozmaite interesy?

To, że prawica raczej nie przejmie kolejnych miast, pokazuje choćby przykład warszawski. Nawet po aferze w Szpitalu Południowym, za którą ewidentnie odpowiada aparat KO, nie udało się zebrać podpisów pod referendum odwołującym Rafała Trzaskowskiego. Mieszczuchy, w wielu wypadkach także słoiki, czyli przybysze z prowincji, przedkładają aspiracyjny snobizm ponad perspektywę bardziej przejrzystego zarządzania. Oczywiście nie ma też gwarancji, że prawica zarządzałaby lepiej.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 41/2026