„Dziecko, co to za praca” – mówiła dawno temu moja teściowa do mojego przyszłego męża, kiedy wyjeżdżając na koncert oświadczał, że jedzie do pracy. On na tym koncercie przez dwie godziny śpiewał, uszczęśliwiając wiele osób. Przedtem natomiast musiał na ów występ dojechać, nierzadko wiele godzin będąc w podróży, jedząc byle co i wracać do domu nocą. Jeszcze przedtem musiał to, co zaśpiewał, skomponować i ułożyć słowa, a następnie wykonać z zespołem wiele prób. Otrzymywał za to niezbyt duże pieniądze. Udawało mu się czasem nawet dokładać do wspólnego jeszcze wtedy z rodzicami gospodarstwa domowego. No ale „co to za praca”. Bo dla wielu osób praca oznacza każdego dnia wstawać o 6.00 rano, robić często to, czego się wcale nie chce i wracać po 17.00.
Przypomina mi się to, kiedy czytałam opinie i komentarze o ogłoszeniu długo wyczekiwanej wieści o projekcie ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów, przygotowanym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jeden polityk, młody i popularny, nie przebierał w słowach, nazywając artystów nierobami, którym żadna pomoc państwa się nie należy. Żyjemy wciąż w romantycznym micie artysty: biedaka, nikomu niepotrzebnego, nieudacznika życiowego. Iluż wielkich artystów, kompozytorów, malarzy i pisarzy za życia nie doświadczyło niczego poza biedą i lekceważeniem... Może więc taki powinien być nasz status quo? Może powinniśmy być pogodzeni z tym, że społeczeństwo nas nie zrozumie, będzie nami pogardzać i traktować naszą pracę jako hobby. Albo stać cię na takie hobby, albo nie – ale wtedy nie narzekaj. „Kolejna grupa uprzywilejowanych ludzi chce życia na koszt podatnika” – czytam komentarz.
Jak więc wygląda rzeczywistość tych „uprzywilejowanych osób”? Otóż należę do tej grupy jako autorka kilku książek. Kolejną piszę. Dostaję za tę pracę zaliczkę. Praca trwa dwa lata, gdyby podzielić sumę zaliczki wyszłoby, że miesięcznie zarabiam poniżej pensji minimalnej. A przecież muszę jeszcze wyjeżdżać i zbierać materiały w całej Polsce. Spotkania autorskie odbywam raz na jakiś czas w ramach umowy o dzieło. Ten tekst piszę w ramach tzw. śmieciówki. Nikt nie płaci mi ubezpieczenia, nie mam żadnych praw pracowniczych. Zachoruję – nie zarabiam. Ponieważ jesteśmy rodziną takich „uprzywilejowanych”, podobną sytuację ma mój mąż. Koncerty czasem gra co tydzień, a czasami przez kilka miesięcy ani jednego. Praca mojej córki jest trochę stabilniejsza, prowadzi samodzielną pracownię na Uniwersytecie Artystycznym (lecz nadal bez etatu i bez możliwości wzięcia urlopu macierzyńskiego) i projektuje plakaty dla wielu poznańskich instytucji. Raz więcej, raz mniej. Takich jak my jest 60 tysięcy osób w tym kraju. Około 69 proc. osiąga przychody poniżej średniej krajowej, 30 proc. poniżej minimalnego wynagrodzenia, ponad połowa utrzymuje się z umów cywilnoprawnych. W całej Europie państwa pomagają artystom od lat, polski rząd nareszcie, po latach starań środowisk artystycznych, po raz pierwszy w historii zrobił w tym kierunku krok. Projekt przewiduje pomoc tym osobom wykonującym zawód artystyczny, którzy pracują na umowach cywilnoprawnych bez stabilnego zabezpieczenia socjalnego. Dopłaty do minimalnej składki będą wpadać prosto do kont ZUS-u i dotyczyć ma to najmniej zarabiających. Ale cóż, dopłacać można przedsiębiorcom i rolnikom, ale nie artystom.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













