Jeden z ostatnich

Wiadomości o ostrzałach szpitali w Gazie stały się już właściwie banałem, na który mało kto zwraca uwagę. Jednak masakra w szpitalu Nasera jest wydarzeniem o takiej skali drastyczności, że nawet nieskora do przeprosin armia izraelska tym razem uderzyła się w piersi.
Czyta się kilka minut
Na szpital Nasera w krótkim odstępie czasu spadły dwie bomby. W sumie zginęło ponad 20 osób | fot. Abdallah F.s. Alattar/Anadolu/Getty Images
Na szpital Nasera w krótkim odstępie czasu spadły dwie bomby. W sumie zginęło ponad 20 osób | fot. Abdallah F.s. Alattar/Anadolu/Getty Images

Szpital Nasera leży w samym centrum Chan Junis – drugiego co do wielkości miasta w Strefie Gazy. W poniedziałek 25 sierpnia o godz. 10.00 miejscowego czasu izraelski pocisk uderzył w górne piętro budynku, gdzie mieści się sala operacyjna. Zginęło sześć osób. Na miejscu od razu pojawili się ratownicy medyczni i dziennikarze. W 10 minut po pierwszym ataku pocisk, wystrzelony z izraelskiego czołgu, trafił w to samo miejsce. W sumie w obu atakach zabitych zostało ponad 20 osób – w tym pięcioro dziennikarzy. Szósty, ciężko ranny, w chwili pisania tego artykułu nie wiadomo, czy żyje.

Mordercza perwersja
Tak zwane podwójne uderzenia to już właściwie rutynowa praktyka izraelskiej armii w Gazie. Ofiarą jednego z nich padł w ubiegłym roku nasz wolontariusz Damian Soból (nigdy dość przypominania, że sprawcy nie zostali rozliczeni). Jednak zastosowanie jej w ataku na szpital ma posmak morderczej perwersji. Wiadomo bowiem, że w kilka minut po pierwszym uderzeniu pojawią się na miejscu sanitariusze i fotoreporterzy. I ci drudzy, jak się wydaje, byli w tym przypadku głównym celem całej akcji.
Husam al-Masri zginął w pierwszym ataku, gdy filmował przebieg operacji. Ten kamerzysta, współpracujący z Reutersem, najbardziej renomowaną agencją medialną świata, był weteranem relacji z Gazy. Być może to jego zakrwawiony strzęp koszuli, oddartej podczas reanimacji, pokazywał przed wejściem do szpitala innemu, dopiero co przybyłemu kamerzyście jeden z lekarzy. W tym momencie uderzył drugi pocisk, wszystko widać na filmie.
Wiadomości o ostrzałach szpitali w Gazie stały się już właściwie banałem, na który mało kto zwraca uwagę. Jednak masakra w szpitalu Nasera jest wydarzeniem o takiej skali drastyczności, że nawet nieskora do przeprosin armia izraelska tym razem uderzyła się w piersi. „To był wypadek, my nigdy nie mierzymy w dziennikarzy” – przekonuje rzecznik Izraelskich Sił Obronnych (angielski skrót IDF), jak brzmi oficjalna nazwa armii tego kraju. Celem była tu podobno wykryta przez służby rozpoznawcze kamera Hamasu (w rzeczywistości kamera al-Masriego), zaś wojsko pomyliło cywilów z bojowcami tej organizacji.
Jednak gdyby nawet wziąć za dobrą monetę to tłumaczenie, słabe samo w sobie, kompletnie straci ono wiarygodność, gdy uświadomimy sobie, że w szpitalu Nasera nie ma bojowników Hamasu, z którymi walczy IDF. Nie ma ich od dwóch miesięcy, bo już 27 czerwca wyparli ich stamtąd Beduini ze zgrupowania Siły Ludowe. Dowódca tej formacji to postać dość mętna, teraz walczy z Hamasem, ale wcześniej przemycał narkotyki i współpracował z tzw. Państwem Islamskim. Ale obecnie z całą pewnością jest wspierany przez armię Izraela.

Wymienieni z nazwiska
Od początku wojny w Gazie zginęło tam około 200 dziennikarzy. Różnie ich liczą – jedni podają liczbę 190 zabitych, inni aż 270. Tak czy inaczej, wszyscy zginęli po stronie palestyńskiej. Dwieście osób – to tak, jak gdyby unicestwić jedno wielkie konsorcjum medialne. Bo zabici w Gazie to w samej rzeczy często współpracownicy największych światowych agencji. Jednak wielcy tego świata wielkiego alarmu o to jakoś nie robią, a i my przyzwyczailiśmy się do newsów o zabitych dziennikarzach, bez podawania ich z nazwiska.
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta: bo prawie wszyscy z zabitych to Arabowie. Co więcej, zdecydowana większość spośród nich to Palestyńczycy. Gdyby izraelski pocisk trafił na przykład białego prezentera znanej amerykańskiej stacji telewizyjnej, zrobiłaby się z tego awantura na międzynarodową skalę. Ale nie trafi, bo nawet gdyby któryś z reporterów Zachodu odważył się ryzykować tam własną głową, nie wpuściłyby go do Gazy kontrole na granicznych posterunkach IDF. W tej sytuacji jedynym wyjściem jest zatrudnienie Palestyńczyka przebywającego „na miejscu” (czytaj: w strefie oblężenia). Część z nich to profesjonalni dziennikarze, inni to przeszkoleni ad hoc wolontariusze. Ale nawet ci amatorzy w żadnym razie nie są jakimiś terrorystami, przebranymi tylko w hełmy z białym napisem PRESS – jakimi widzi ich jednostronnie proizraelsko nastawiona część medialnej widowni.
Kim więc konkretnie są? Nie licząc al-Masriego, dziennikarze zabici w szpitalu Nasera to ludzie młodzi, dwudziesto-, trzydziestoletni. Wolontariuszka Mariam Abu Dagga, reporterka Associated Press, rozłączyła się z mężem i 13-letnim synem, których udało się ewakuować do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Sama postanowiła zostać do końca z obleganymi. „Jeśli zginę, a ty kiedyś będziesz miał córkę, nazwij ją moim imieniem” – napisała w liście do syna, który teraz upubliczniono. Ahmed Abu Aziz z brytyjskiej stacji Middle East Eye kilka tygodni wcześniej się ożenił, Mohammad Salama z katarskiej Al Dżaziry planował „po tym wszystkim” wziąć ślub z jedną z frontowych dziennikarek.
Moaz Abu Taha współpracował z Reutersem, ale też z izraelskim dziennikiem „Haaretz”, jedynym który w tym państwie informuje opinię publiczną o zbrodniach, jakie popełnia w Gazie izraelska armia. To właśnie jego zdjęcia wygłodzonych dzieci, robione w salach i na korytarzach szpitala Nasera, obiegły świat, wzbudzając falę oburzenia na nieludzkie praktyki okupantów, praktycznie niedopuszczających do Gazy konwojów z żywnością.

Kolejne cele
Szpital imienia Gamala Abdera Nasera wziął swoją nazwę od prezydenta Egiptu, za którego rządów, w 1957 roku, został wybudowany (Egipt administrował wtedy Strefą Gazy). To dzisiaj jeden z nielicznych gazańskich szpitali, które jeszcze są w stanie funkcjonować. Ale przychodzi mu to coraz trudniej, także z powodu izraelskich ostrzałów. W jednym z nich, dwa tygodnie przed atakiem 25 sierpnia, zginęło w szpitalu al-Szifa sześciu dziennikarzy, też oczywiście palestyńskich. Tamta masakra przeszła bez większego echa, być może reporterzy nie byli związani z renomowanymi agencjami światowymi.
20 sierpnia IDF rozpoczęły zmasowany ostrzał ostatków niezajętych jeszcze terytoriów Gazy, pozostających pod kontrolą Hamasu. Kolejni cywile obejmowani są nakazem ewakuacji z miejsc walki. W tej wojnie, prowadzonej w zagęszczonych obszarach miejskich, dostaje się i szpitalom, chociaż być może ten bolesny problem rozwiąże się niedługo sam – kiedy już w Gazie szpitali w ogóle zabraknie.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2025