Gdy ze wszystkich stron dochodzą do ciebie sygnały, że ludzie są niezadowoleni z twojej pracy, to zwykle naprawdę robisz coś źle. Chyba że jesteś prezydentem Polski. Wtedy może być to dowód na nie najgorszy pomysł na swoją służbę.
Służbę, ponieważ praca na stanowisku prezydenta to naprawdę niewdzięczny zawód. Nie łączy się on z prestiżem, gdyż wszyscy dotychczasowi prezydenci byli za swoich czasów jednymi z najbardziej wyszydzanych polityków w kraju. Nie łączy się z dużą władzą, gdyż prawdziwa władza leży w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz poszczególnych resortach. Nie łączy się też z wielkimi pieniędzmi, bo 30 tys. zł brutto miesięcznie, które płacimy naszej głowie państwa, przez ludzi należących do polskiej elity finansowej zostałoby potraktowane co najwyżej jako minimalny punkt wyjścia do negocjacji. Nie jest też przepustką do dalszej kariery, gdyż jak na razie jest ona raczej jej definitywnym zakończeniem (chociaż z prawem do niezłej emerytury).
Mimo to Andrzej Duda podjął się tego zadania, pełnił je przez 10 lat, robił to w miarę przyzwoicie, więc wbrew opiniom Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego oraz ich najwierniejszych akolitów – warto to docenić.
Niekochany, ale darzony zaufaniem
Andrzej Duda został przez Prawo i Sprawiedliwość wybrany na kandydata na prezydenta jako młody, szerzej nierozpoznawalny poseł do Parlamentu Europejskiego. W jego zwycięstwo nie wierzył nawet Kaczyński, który pod koniec 2014 roku podjął decyzję w tej sprawie. Duda miał raczej zapewnić ładną porażkę. A jednak dzięki dobrej kampanii, organizowanej przez Marcina Mastalerka i Beatę Szydło, zmęczeniu społeczeństwa rządami koalicji PO-PSL oraz fatalnemu konkurentowi (po Lechu Wałęsie Bronisław Komorowski był prawdopodobnie najgorszym prezydentem w III RP) wygrał zarówno pierwszą, jak i drugą turę, co utorowało PiS powrót do władzy i ośmioletnie rządy.
Po drodze jego macierzysty obóz polityczny pozbył się jego najwierniejszych współpracowników – Mastalerek na kilka lat trafił na polityczny aut, a Szydło po ledwie roku została pozbawiona stanowiska premiera i wybrała emigrację zarobkową do Brukseli. Mimo to podczas walki o drugą kadencję jego wyniki były jeszcze lepsze. W 2020 roku pierwszą turę wygrał ze świetnym wynikiem 43,5 proc., a w drugiej zdobył rekordowe wtedy 10,5 mln głosów.
Tajemnicą sukcesu Andrzeja Dudy było wzbudzanie w społeczeństwie zaufania. Przez większość czasu trwania swojej prezydentury okupował pozycję lidera w rankingu zaufania do polskich polityków. Nawet ustępując ze stanowiska, wciąż był pierwszy. W lipcu wg CBOS ufało mu 53 proc. Polaków, tymczasem liderom największych partii (Tusk, Kaczyński, Szymon Hołownia, Włodzimierz Czarzasty) ledwie jedna trzecia lub mniej. Duda jest jedynym politykiem w Polsce, któremu ufa ponad połowa badanych, co oznacza, że zdobył szacunek także wśród osób spoza elektoratu swojego obozu politycznego.
To właśnie zaufanie jest kluczowym atrybutem prezydenta, gdyż w polskim systemie odpowiada on za podpisywanie ustaw i nominacji na najważniejsze stanowiska w państwie – generałów, sędziów, profesorów oraz szefów i członków wielu instytucji. Szczególnie w spolaryzowanej Polsce ważne jest, by większość obywateli tych podpisów nie podważała. Andrzejowi Dudzie ta sztuka częściowo się udała. Tylko częściowo, gdyż środowisko tzw. antypisu i wierni mu prawnicy deklaratywnie nie uznają sędziów mianowanych przez Dudę po reformie Krajowej Rady Sądownictwa, która miała być niekonstytucyjna. W praktyce jednak ich wyroki funkcjonują.
Prezydent czasów wojny
Andrzej Duda pełnił swoją służbę w czasach bardzo nietypowych. Od 2020 roku właściwie ciągle coś się dzieje. Najpierw pandemia, następnie kryzys podażowy, aż wreszcie wojna i związany z nim kryzys energetyczny. Mimo to jako reprezentant kraju w kontaktach zagranicznych zasadniczo stanął na wysokości zadania, chociaż kilka spraw można mu zarzucić.
Niewątpliwie potrafił zbudować bliskie relacje z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Momentami były one zbyt emocjonalne, szczególnie na początku wojny, ale okoliczności mogą to usprawiedliwić. Podczas wojny pokazał też swoją odwagę. Odwiedził Kijów dzień przed ofensywą, a następnie już podczas wojny, gdy został bardzo ciepło przyjęty w ukraińskim parlamencie. Krytycy zarzucają mu zbyt dużą uległość w relacjach z Zełenskim, gdyż był zbyt łagodny w kwestii Wołynia, nie reagował też na bezczelne zagrywki ze strony Kijowa podczas sporu o ukraiński import. Poza tym Polska miała być zbyt hojna dla Ukrainy, nie oczekując niczego za oddanie dużej części sprzętu wojskowego.
Pytanie tylko, czy akurat brutalna wojna nad Dnieprem jest najlepszym momentem na przypominanie ludobójstwa na Wołyniu? Trzymanie nerwów na wodzy w reakcji na lekceważące zagrywki Kijowa jest raczej dowodem odpowiedzialności prezydenta Dudy i jego orientacji na istotne sprawy dla państwa, a nie symbole. Za przekazywanie sprzętu odpowiedzialny był natomiast rząd, a nie pałac prezydencki. Zresztą robiła to i robi cała Europa, USA i Kanada, również nie oczekując wzajemności. Poza tym Polska pozbyła się zalegającego postsowieckiego sprzętu, dzięki czemu zrobiło się miejsce na nowe uzbrojenie z USA i Korei Południowej. Gdy przyszło do przekazywania myśliwców F-16, Polska już w tym nie uczestniczyła.
Prezydent Duda potrafił też zbudować dobre relacje z Amerykanami – zarówno w czasach rządów Donalda Trumpa, jak i Joe Bidena. Jego zachowania w czasie spotkań z Trumpem ocierały się o serwilizm, ale niestety w taki sposób trzeba do tego człowieka podchodzić. Premier Wielkiej Brytanii przyjechał do Białego Domu z listem od króla Karola, a kanclerz Niemiec z aktem urodzenia dziadka Trumpa. Sympatia ze strony Trumpa jest więc realną korzyścią, gdyż akurat w tej administracji relacje osobiste są bardzo ważne. Poza tym warto docenić utrzymanie dobrych relacji z Waszyngtonem w czasach Bidena, który odwiedził Polskę dwukrotnie w ciągu dwóch lat, co było bezprecedensowe.
Będziemy go wspominać raczej dobrze
Wbrew opinii powszechnej w obozie liberalnym, Andrzej Duda nie była ani posłusznym długopisem, ani nie był trzymany na smyczy przez Kaczyńskiego, który zresztą nie utrzymuje z nim bezpośrednich relacji, co wielokrotnie przyznawali obaj. Duda powołał na bardzo ważne stanowisko szefa Gabinetu Prezydenta Marcina Mastalerka, który jest znienawidzony przez dużą część PiS-u z prezesem na czele. Temu ostatniemu Mastalerek zresztą polecał odejście na emeryturę. Przez pałac prezydencki w ciągu obu kadencji przewinęło się wiele osób zupełnie niezwiązanych z PiS – choćby były szef BBN Jacek Siewiera.
Poza tym Andrzej Duda w pierwszej kadencji zawetował ponad dwukrotnie więcej ustaw (9) niż jego poprzednik Bronisław Komorowski (ledwie 4), m.in. głośne ustawy o reformie Sądu Najwyższego, tzw. lex TVN, reformę ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego czy zmiany w regionalnych izbach obrachunkowych.
W obecnej kadencji Sejmu nie wetuje zaś wszystkiego w ciemno. Spośród 184 projektów nie podpisał jedynie 13 – 6 zawetował i 7 oddał do TK, co właściwie na jedno wychodzi. 171 ustaw zostało jednak podpisanych, więc opowieści obecnej koalicji o prezydencie jako głównym blokującym to zwykłe mydlenie oczu.
Podsumowując, Andrzej Duda w kluczowych sprawach międzynarodowych stanął na wysokości zadania, a w sprawach krajowych nie był wcale tak partyjny, jak przekonują media liberalne i politycy tzw. anty-PiS-u. Był oczywiście bardzo daleki od ideału, ale na tle poprzedników i w warunkach bardzo ostrej polaryzacji wypadł przyzwoicie i za kilka lat będziemy go wspominać raczej dobrze. Szczególnie że nadchodząca prezydentura Karola Nawrockiego zapowiada się na niezwykle burzliwą.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!








