Nasz Dziennik” opublikował 15 kwietnia kilkustronicowy blok tekstów dotyczących – jak głosi zamieszczony na pierwszej stronie tytuł – dramatu syryjskich chrześcijan, pozostających pod rządami sunnitów, którzy jesienią ubiegłego roku obalili reżim Baszara Asada. Krzysztof Gajkowski rozmawia o tym z dwoma księżmi: prof. Waldemarem Cisłą, dyrektorem fundacji „Przyjaciel Misji”, oraz rekolekcjonistą Dominikiem Chmielewskim SDB. Ks. prof. Cisło niedawno wrócił z Libanu, gdzie jego fundacja udziela pomocy humanitarnej syryjskim uchodźcom. Obaj rozmówcy zwracają słuszną uwagę na potrzebę moralnego wsparcia oraz materialnej pomocy tamtejszym chrześcijanom. Jednak pojawia się też i problem, gdyż obszerne partie tych relacji budzą więcej pytań i wątpliwości, niż cokolwiek wyjaśniają.
On ukradł czy jemu ukradli…
Autor tych tekstów chce poruszyć naszymi sumieniami i trudno się temu dziwić. Już na pierwszej stronie znajdujemy drastyczny opis. Dwunastoletni chłopiec „w jednej wiosce niedaleko Aleppo” stracił palce u ręki, obcięte przez islamskich ekstremistów z ISIS, gdyż nie chciał wyrzec się Chrystusa. Następnie, na oczach wioski, ukrzyżowano go razem z ojcem i dwoma innymi mężczyznami. Ścięto też głowy kilku kobietom.
Wszystko to brzmi przerażająco. Rzecz w tym, że opisywany incydent w żaden sposób nie jest wiarygodnie potwierdzony. Gdyby coś podobnego wydarzyło się w Syrii obecnie – a to właśnie sugeruje autor relacji, ks. Chmielewski – media całego świata z pewnością by to zauważyły. Bojownicy ISIS, owszem, robili takie rzeczy, kiedy podeszli pod Aleppo w 2014 r. Ich ofiarami padali wtedy jednak nie tyle chrześcijanie, ile osoby dopuszczające się kradzieży (najczęściej z głodu). Według islamskiego prawa szariatu złodziejstwo karane jest obcięciem dłoni, a ISIS to właśnie prawo egzekwował.
„Nasz Dziennik” idzie dalej, obwiniając o rzekomo popełnioną zbrodnię damasceński rząd, którego pracami kieruje Ahmeda Szara. Jednak jego podkomendni to nie jest żaden ISIS, lecz właśnie jego przeciwnicy! Kilka lat temu partyzancka koalicja pod wodzą obecnego prezydenta, walcząc na kilka frontów, nie tylko ścierała się w Aleppo z wojskami reżimu Baszara Asada, ale też przepędzała spod miasta bojowników ISIS, uwalniając spod ich opresji także chrześcijan.
On ukradł czy jemu ukradli – wszystko jedno, jest zamieszany w kradzież. Taka zasada nie powinna przyświecać gazecie nazywającej się katolicką.
Nie w całym kraju
Według ks. Cisły „w Tartusie miały miejsce publiczne egzekucje”. Publiczne – znaczy przeprowadzone jawnie i w świetle dnia, a to mogą czynić tylko władze państwowe. Jednak nic podobnego się nie wydarzyło. Być może chodzi tu o pogromy, jakich w okolicach miasta dopuściły się w marcu nieregularne oddziały, tłumiące rebelię asadowców (pisaliśmy o tym w „Przewodniku”). Jest to rzeczywiście godne potępienia, ale wtedy ofiarami padali nie tyle chrześcijanie, ile członkowie islamskiej sekty alawitów.
„Po ulicach Malulii chodzą grupki islamistów – mówi dalej ks. Cisło – którzy nawołują do nawrócenia na islam i wzywają do przestrzegania szariatu”. W to z pewnością można uwierzyć, takie rzeczy są normą w krajach ogarniętych rewolucyjnym wrzeniem. I dobrze, że tylko „chodzą i nawołują”, bo z pewnością nie jest to zbrodnią. Ma’alula (tak brzmi poprawna pisownia) to chrześcijańskie miasteczko niedaleko Damaszku.
Ks. Cisło powołuje się na fakty dyskryminacji, jak zakaz siadania wydany chrześcijanom w środkach komunikacji zbiorowej, czy też przypadki zamykania chrześcijańskich sklepów i restauracji. To przypadki prawdziwe, ale dzieje się tak nie w całym kraju, lecz tylko w Idlibie, mieście z którego wyszła jesienią 2024 r. zwycięska ofensywa. Jej dowódca, Ahmed Szara, osiadł w Damaszku w charakterze głowy państwa, jednak w Idlibie pozostali jego koledzy – sunniccy radykałowie, nad którymi prezydent, jak dotąd, nie ma pełnej kontroli. Ks. Cisło wspomina o „lokalnych watażkach, którzy dążą do uczynienia z kraju państwa muzułmańskiego, z prawem szariatu”, co nie jest zgodne z polityką rządu.
Ta niewątpliwie słuszna refleksja niknie jednak na tle ogólnej wymowy bloku tekstów, sugerujących, że obecna Syria nie jest krajem dążącym do demokracji, zaś chrześcijanie, którym dobrze było za Asada, mają się obecnie znacznie gorzej – i nie jest to wojenny przypadek, lecz konsekwencja. A to już jest krzywdzące uogólnienie.
Nie dajmy się nabierać
Autor niniejszego tekstu śledzi wydarzenia w Syrii szczególnie pilnie od momentu, gdy na początku grudnia ubiegłego roku siły sunnickiej opozycji zdobyły stolicę i opanowały większość kraju. Dostrzega i docenia wysiłki, z jakimi muzułmański, lecz pragmatyczny rząd przekonuje ogół własnych obywateli oraz resztę świata, że nowa Syria nie wspiera i nie będzie wspierała sektariańskiej przemocy. Widzi słabość młodego państwa, które nie opanowało jeszcze ani części własnego terytorium, ani też wielu segmentów formalne kontrolowanej przez siebie rzeczywistości. Nie pomija wreszcie – co ważne – faktu, że dużo jest sił wokół Syrii, zorientowanych na zburzenie tego kruchego ładu. W ich interesie leży też szerzenie nieprawdziwych informacji o prześladowaniach mniejszości, rzekomo zadekretowanych przez rząd. Informacji powielanych czasem nawet w dobrej wierze.
Pamiętajmy też o tym, że syryjscy chrześcijanie, głównie prawosławni, byli jedną z grup społecznych lojalnych wobec reżimu Asadów. Ani prezydent-ojciec, ani też prezydent-syn, walcząc bezwzględnie głównie z sunnitami, akurat chrześcijan nie prześladowali. Trudno jest mieć o tę lojalność do chrześcijan pretensję. Z drugiej strony jednak można zrozumieć, że wśród ogółu Syryjczyków zdarzać się mogą postawy odwetu. Obecny rząd próbuje te postawy uciszać, wszelako nie zawsze się to mu udaje. Nie jest to jednak powód, aby nie kibicować wolnej Syrii oraz młodej syryjskiej demokracji, o specyficznie bliskowschodnim, muzułmańskim zabarwieniu.
Żeby było jasne: konwoje humanitarne fundacji „Przyjaciel Misji” zasługują na nasze wsparcie oraz szacunek. Nie dajmy się jednak nabierać na wątpliwą propagandę, szerzoną przy okazji promowania tej pożytecznej inicjatywy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!








