Logo Przewdonik Katolicki

Gambit turecki

Jacek Borkowicz
fot. Markku Ulander/East News

Tureckie ultimatum w sprawie Wysp Egejskich, złożone Grecji, to coś nowego w stosunkach między państwami szeroko pojętego Zachodu. Powraca klimat czasów sprzed 1945 roku.

Bomby – dosłownie i w przenośni – wybuchają nie tylko na ukraińskim froncie. 26 maja taki medialny ładunek odpalił Mevlüt Çavuşoğlu, minister spraw zagranicznych Turcji, żądając, by Grecja wycofała swoje siły zbrojne ze wschodniego archipelagu Wysp Egejskich. Jeśli Ateny tego nie uczynią, Turcja zakwestionuje przynależność tego terytorium do Grecji, wszczynając starania o uznanie go za ziemię turecką.
Takich rzeczy nie mówiło się w Europie (do której Turcja w szerokim sensie tego słowa należy) właściwie od czasu zakończenia II wojny światowej. Nawet Putin, najeżdżając Ukrainę, nie głosi wprost o formalnym przyłączeniu jej do Rosji. W dodatku chodzi tu o dwa państwa należące do NATO, i to w gorącym czasie wojny rosyjsko-ukraińskiej. „Nie blefujemy” – zapewnił Çavuşoğlu potencjalnych niedowiarków, udzielając wywiadu na pokładzie samolotu wracającego z Jerozolimy. „Jeżeli Grecja nie zgodzi się na nasze warunki, pójdziemy jeszcze dalej”.
Turecki minister doskonale zdawał sobie sprawę, jakie wrażenie wywoła jego wypowiedź, tym bardziej że jego grecki kolega po dyplomatycznym fachu, minister Kyriakos Mitsotakis, przebywał właśnie z roboczą wizytą z Waszyngtonie, mógł więc na bieżąco poskarżyć się Amerykanom na agresywną retorykę Ankary. Ale chyba właśnie o to Turkom chodziło.

PK-23.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 23/2022, na stronie dostępna od 06.07.2022

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki