Logo Przewdonik Katolicki

Odkryjmy Jezusa, o którym opowiada Biblia

ks. Wojciech Wasiak
Droga krzyżowa podczas wielkopiątkowej procesji na Starym Mieście w Jerozolimie, 2021 r. fot. Ariel Schalit/AP Photo-East News

O tym, co nam dzisiaj przeszkadza we właściwym zrozumieniu, kim jest Jezus, o Jego historyczności, cudach i obecności w świecie naznaczonym pandemią, w rozmowie z Rolandem Wernerem, autorem książki Fascynacja Jezusem.

Wydawać by się mogło, że o Jezusie napisano już wszystko. Księgarniane półki uginają się od albumów, powieści, opracowań… Dlaczego więc postanowił Pan napisać nową książkę i co wnosi ona nowego do spojrzenia na Jezusa?
– Napisałem ją razem z przyjacielem, Guido Baltesem, który w tamtym czasie był jeszcze studentem teologii, a dziś jest już doktorem i pracuje nad habilitacją. Ona jest wynikiem mojej pracy na uniwersytetach w Niemczech i innych krajach. Próbowałem wzbudzić zainteresowanie wiarą u ludzi niepochodzących ze środowiska chrześcijańskiego i zachęcić do refleksji nad osobą Jezusa i wiarą w Niego. Dlatego też książka została napisana z perspektywy intelektualnej, akademicko-naukowej, ale i zrozumiałym językiem.

A jednak nie jest to podręcznik ani traktat naukowy.
– Jest to raczej apologia. Słusznie ksiądz zauważył, że powstały niezliczone książki o Jezusie. Spotykamy w nich nieraz bardzo szalone teorie, choćby takie, że Jezus był pierwszym wegetarianinem lub pierwszą istotą ying-yang, męsko-żeńską; istnieje bardzo wiele teorii. Znam je, studiowałem teologię, obroniłem doktorat z tej dziedziny. Wiem, że na uniwersytetach istnieje bardzo silny duch krytyczny, zgodnie z którym na przykład nie uznaje się cudów. Jest to uprzedzenie stanowiące bagaż oświecenia. Zgodnie z nim niemożliwe są zjawiska ponadnaturalne. Stwierdza się, że to przecież w ogóle nie jest takie ważne, ponieważ możemy postrzegać Jezusa jako wzór etyczny. Jednak przy tym spojrzeniu ucieka nam prawda o tym, że jest On zarazem prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem, że w Nim w naszej epoce niezmiennie objawia się Bóg; i że cuda w Nowym Testamencie oraz samo Zmartwychwstanie to nie mityczna narracja, mityczne historie czy baśnie, lecz że ewangeliści oraz pierwsi chrześcijanie chcieli nam przekazać, że one się naprawdę wydarzyły.
Mam wrażenie, że w Niemczech prawie wszyscy nauczyciele religii znajdują się pod wpływem teologii uprzedzeń. Kiedy się dyskutuje o Jezusie, w umysłach większości uczniów czy studentów są już utrwalone uprzedzenia, że z Biblią, cudami i Zmartwychwstaniem wcale nie jest tak, jak napisano. Stąd też moja próba napisania swego rodzaju apologii we współczesnym języku, aby przynajmniej choć trochę przełamać blokady myślenia i by ludzie na nowo podjęli refleksję o Jezusie.

Które z uprzedzeń przeszkadzają nam dzisiaj właściwie zrozumieć, kim jest Jezus?
– Moim zdaniem są dwa takie uprzedzenia: pierwsze wiąże się z tym, co już powiedziałem, czyli uprzedzenie – nazwijmy to – pseudonaukowe. Powstało ono na gruncie XIX-wiecznej wizji świata, zgodnie z którą dokonuje się coraz większy postęp techniczny, nauka jest coraz doskonalsza, więc nie ma już miejsca dla Boga, ponieważ wszystko potrafimy wyjaśnić. Gdy jednak widzimy, że wciąż dochodzi w tej dziedzinie do przewrotów, że na przykład Albert Einstein w swojej teorii względności wywrócił do góry nogami mechanistyczną koncepcję świata i podjął próbę wyjaśnienia rzeczywistości w zupełnie inny sposób, zauważamy, że wszystkie rezultaty naukowe, które uzyskujemy jako ludzie, mają wciąż charakter tymczasowy. Dlatego dobrze jest zachować ostrożność.
Pierwszym z uprzedzeń jest zatem owo uprzedzenie rzekomo naukowe. Drugim jest coś, co – jak mi się wydaje – odgrywa dużą rolę w całej Europie, a mianowicie podejście ezoteryczne. Kiedyś określaliśmy je mianem New Age. Teraz nie stosujemy już tego pojęcia tak powszechnie, ale zjawisko wciąż istnieje. Chodzi o reinterpretację postaci Jezusa, bardzo zbliżoną do gnostycyzmu czy też gnozy znanych z pierwszych wieków chrześcijaństwa: odrzucanie historii i tradycji połączone z postulatem, by rozmawiać wyłącznie o „esencji”. Mówi się na przykład, że „esencją” Jezusa jest miłość. Ponieważ zaś Jezus głosił miłość, oznacza to, że nie mógł mówić o sądzie czy piekle. Jednym słowem, bierze się „nożyce” i wycina z Biblii oraz doktryny chrześcijańskiej rzeczy niepasujące do naszych wyobrażeń czy do ducha naszej epoki, konstruując własny obraz Jezusa czy też wiary, bardzo silnie nacechowany czymś, co nazwałbym reinterpretacją. Jak już wspomniałem, wcześniej mówiono o gnozie, a dziś mamy do czynienia z rodzajem fluidu.
Blaise Pascal, francuski matematyk i filozof, katolik, w swojej Pamiątce – karteczce wszytej w poszewkę kurtki, którą znaleziono po jego śmierci – opisał pewne doświadczenie Boga: „Ogień, ogień, ogień”, i dodał: „Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba, Bóg Jezusa Chrystusa, a nie filozofów”. Chciał przez to powiedzieć, że wiara w Jezusa Chrystusa, nasza wiara chrześcijańska, jest bardzo silnie zakorzeniona w historii. Współczesne niebezpieczeństwo polega na odrzucaniu historii i pozostawianiu wyłącznie swoistej „esencji” moralności i poczucia szczęśliwości, bo rzekomo tylko ona się liczy.
Choć oba te uprzedzenia czy też błędne drogi są zupełnie przeciwstawne – bo przecież mogę reprezentować albo podejście naukowe, albo ezoteryczne – ale w ludzkich umysłach są one często obecne jednocześnie.

Fascynacja Jezusem, by odwołać się do tytułu książki, ma nas pociągnąć do odkrycia prawdziwego oblicza chrześcijaństwa i uchronić nas przed jego zafałszowaniem?
– Fałszywy obraz Jezusa czy szerzej – tego, czym jest chrześcijaństwo, może po części wynikać z tego, że dla niektórych ludzi wiara zawsze była czymś bardzo teoretycznym oraz że nigdy nie przeżyli osobistego spotkania z Bogiem i Jego rzeczywistością, a w każdym razie tego nie dostrzegają. Oczywiście wszyscy wciąż spotykamy Boga, bo przecież On podtrzymuje nasze życie. Bez Niego w ogóle byśmy nie istnieli. Jednak, jeżeli ja nie doświadczam czegoś, co moglibyśmy nazwać nawróceniem, mistycznym doświadczeniem Boga lub przekonaniem, że On jest teraz obecny, że patrzy na mnie i mnie kocha, że Jezus Chrystus jest moim Zbawicielem – że jest nie tylko Odkupicielem świata, ale i moim Panem, moim Odkupicielem – jeżeli tego nie przeżyję, mogę bardzo szybko popaść w teoretyczne rozważania.
Drugim powodem jest według mnie to, o czym powiedział protestancki teolog Bultmann: że w epoce, w której latamy samolotami, mamy lodówki i światło elektryczne, trudno nam wierzyć w cuda Nowego Testamentu. Trudno mi się z tym zgodzić, ponieważ takie stwierdzenie oddaje wspomniany mechanistyczny obraz świata XIX wieku, przezwyciężony już przez Einsteina i innych myślicieli. Przy takim myśleniu teologia staje się często niewolnicą nauk przyrodniczych, wykazując się opóźnioną reakcją. Jak mi się wydaje, Bultmann chciał sprawić, by chrześcijaństwo mimo wszystko było do zaakceptowania dla współczesnego człowieka. Traktując z życzliwością jego poglądy, można powiedzieć, że kierowało nim pragnienie misji.
Jeżeli jednak chcemy sprawić, by chrześcijaństwo było do zaakceptowania dla ludzi naszych czasów, ale zafałszowujemy tę religię, pozbawiając ją historycznego fundamentu i prawdy o Zmartwychwstaniu, które dla mnie stanowi centrum wiary – dlatego w książce Fascynacja Jezusem tak szeroko je omawiam – i której niemal namacalnie możemy doświadczyć, choć nie potrafimy jej udowodnić, to jakie chrześcijaństwo nam pozostanie?
Inną sprawą jest według mnie przekonanie o historyczności wiary chrześcijańskiej. W odmawianym przez protestantów, katolików i prawosławnych – między którymi oczywiście występują różnice, po części bardzo istotne, ale które są zgodne co do sedna wiary – Symbolu apostolskim czy Nicejsko-konstantynopolitańskim wyznaniu wiary stwierdzamy, że Jezus jest prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem, że jest to prawdziwą treścią Objawienia i jeżeli chcemy widzieć Ojca, musimy zobaczyć Jezusa Chrystusa. W wieloreligijnych społeczeństwach europejskich to przekonanie staje się poglądem mniejszościowym. Próbuje się wobec tego uzyskać akceptację społeczeństwa, mediów i opinii publicznej, pozbywając się niektórych treści oraz „krojąc” wiarę na mniejsze, strawniejsze kawałki.
Uważam, że to błędna droga. Bardzo często bywam w państwach islamskich – jestem zaangażowany w projekt tłumaczenia Biblii w jednym z tych krajów – i stwierdzam, że muzułmanie szanują chrześcijan, pod warunkiem że ci są naprawdę przekonani co do własnej wiary, ale nie akceptują chrześcijan „świeckich”, którzy tak naprawdę wcale nie wierzą. Uważam, że próba zyskiwania akceptacji społecznej poprzez redukcję wiary jest błędną drogą.

Jakie jest Pana osobiste zdanie dotyczące cudów Jezusa – nie Zmartwychwstania, ale właśnie cudów, takich jak przywracanie wzroku niewidomym? Czym są one dla Pana wiary? Czy są jej fundamentem, pomocą w wierze czy tylko problemem do rozwiązania?
– Cuda nie są problemem. Wskazują na chwałę Jezusa. Według mnie cuda mają charakter historyczny. Bardzo intensywnie zajmowałem się Ewangelią św. Jana. Autor wybiera siedem cudów Jezusa, stwierdza jednak również – zarówno już na początku, jak i na końcu – że Jezus dokonał o wiele więcej cudów i zaczyna swoją Ewangelię od oznajmienia: „Na początku było Słowo […] i oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (J 1, 14). Dlatego uważam cuda za wydarzenia historyczne, ale zarazem za objawienia chwały Bożej.
Kiedy Jezus uzdrawia niewidomego, jest to wydarzenie historyczne, ale zarazem mówi ono coś o Jezusie: że jest Stwórcą, że potrafi czynić coś, czego nikt inny nie potrafi – a mianowicie stworzyć nowe oko. Jest to znak wskazujący na chwałę Jezusa. On jest światłością świata. Z kolei cud Jego chodzenia po wodzie – po jeziorze Genezaret czy też Morzu Galilejskim – mówi mi, że Jezus jest Panem sił przyrody, Panem materii. W moich oczach cuda nie są protezą ani krzyżem, który trzeba dźwigać, lecz mają fundamentalne znaczenie.
Problem niewiary w cuda jest problemem Zachodu. Niedawno wróciłem z Ghany, gdzie pomagałem w ponadwyznaniowej inicjatywie budowy katedry narodowej i muzeum biblijnego, w której uczestniczą wszystkie Kościoły, zarówno katolicki, jak i anglikański oraz metodystyczny, baptystyczny i zielonoświątkowy. W Afryce zauważam, że cuda nie stanowią żadnego problemu, ponieważ ludzie uznają rzeczywistość nadprzyrodzoną. Intensywnie zajmowałem się afrykanistyką i w ogóle kulturą afrykańską, i mam wrażenie, że my w Europie ulegamy błędnemu myśleniu, iż prawdziwe jest wyłącznie to, co możemy zobaczyć, co możemy udowodnić.

Pisze Pan bardzo wyraźnie, że Jezus wiedział, iż jest Bogiem. Ta kwestia jest zażarcie dyskutowana we współczesnej egzegezie.
– Gdy przyjrzymy się Nowemu Testamentowi – nawet z perspektywy historyczno-krytycznej – stwierdzimy, że są pewne rzeczy, co do których wszyscy się zgadzają, również teologowie o nastawieniu krytycznym. Jedną z nich jest to, że Jezus mówi o sobie jako o Synu Człowieczym. Ale co to znaczy, że jest „Synem Człowieczym”? Niektórzy ludzie uważają, że w ten sposób chce po prostu powiedzieć, że jest takim samym człowiekiem jak wszyscy, ale oczywiście Jezus jako pobożny Żyd, myśląc i mówiąc, poruszał się zupełnie w kontekście Starego Testamentu. W rozdziale siódmym Księgi Daniela czytamy, że Syn Człowieczy jest tym, którego Bóg sadza na tronie po swojej prawicy, któremu powierzona jest wszelka chwała i panowanie. Kiedy więc Jezus mówi o sobie: „Jestem Synem Człowieczym”, stwierdza, że jest Sędzią świata, ostatecznym „pełnomocnikiem” Boga, jednym słowem, wskazuje na swoją najwyższą godność, jaka w ogóle może istnieć.
Na ten temat można by długo rozmawiać, ale myślę istotnie, że Jezus wiedział, że jest Synem Bożym i że przychodzi na świat jako objawienie Boga. Jest to cud, którego była świadoma już Maryja, Jego Matka. Jest to cud, przy opisywaniu którego docieramy do granicy naszego języka; już sama próba zrozumienia prawdy, że Bóg stał się człowiekiem – muzułmanie całkowicie to odrzucają – że tajemnicą naszej wiary jest to, iż w Jezusie Bóg staje się tak mały, że jako dziecko rodzi się w Betlejem, że umiera za krzyżu za nasze winy, jest takim cudem, iż sprzeciwia się naszemu rozumowi, ale właśnie w tym kryje się tajemnica Bóstwa. To w niej Bóg ukazuje się takim, jakim jest, w swojej najgłębszej istocie.

Kiedy współczesny człowiek słyszy dziś o wyrzeczeniu, wysiłku, o cenie, jaką się płaci za przynależność do Jezusa, może odpowiedzieć: „dziękuję, to nie dla mnie”. Jak więc powinniśmy głosić Jezusa, szczególnie młodym?
– Powinniśmy stworzyć miejsca doświadczenia. Studiując w Marburgu jako dwudziestopięciolatek, stworzyłem nabożeństwo, które istnieje po dziś dzień, trzydzieści dziewięć lat później. Co czwartek spotykaliśmy się w innym kościele, z towarzyszeniem nowoczesnej muzyki, słuchając kazań, które miały odpowiadać na pytania młodych ludzi, zwłaszcza studentów. Nazwaliśmy je Christus-Treff (spotkania z Chrystusem) i mają one charakter ekumeniczny: przychodzą na nie katolicy, chrześcijanie ewangelikalni oraz ludzie, którzy z rodzinnego domu nie wynieśli żadnej wiary. Dla nich bramą jest doświadczenie: pieśni, atmosfera, bycie razem. W Polsce, o ile wiem, macie takie wspólnoty: ruch oazowy, neokatechumenat, wspólnoty charyzmatyczne i inne.
Młodzi ludzie przeżywają pewne doświadczenie, tworzy się odpowiednie środowisko i w tym środowisku młodzi mogą słuchać słowa Bożego; jednym słowem, dzieje się coś, co ich pociąga. A dla sprawy, która do mnie przemawia, jestem gotów coś z siebie dać. Jeżeli pociąga mnie perspektywa zostania influencerem na YouTube czy na Instagramie, staram się i przygotowuję materiały. Jeżeli chcę koniecznie wyrobić sobie mięśnie, to zaczynam trenować i tak dalej. Myśl, że trzeba coś z siebie dać, żeby osiągnąć pewien cel, nie jest aż tak odległa, ale najpierw ten cel musi mnie pociągać lub fascynować. I to jest, moim zdaniem, nasze zadanie: starać się stworzyć miejsce, w którym młodzi ludzie mogą przeżyć doświadczenie Jezusa Chrystusa, doświadczenie Boga. Takim przykładem jest również Taizé; uważam, że są przykłady, że można ukazywać teologię i Biblię nie jako abstrakcyjne teorie, lecz jako przestrzeń i czas, w których człowiek może czegoś doświadczyć.

Co Jezus ma do zaoferowania dziś, po pandemii?
– Bardzo potrzebujemy w Europie nadziei. Potrzebujemy nowej nadziei, że Jezus będzie nam towarzyszył również w przyszłości i że Bóg przewidział dla nas przyszłość. To tak, jak w rozdziale 21 Ewangelii św. Jana, gdzie czytamy, że uczniowie przez całą noc pracowali, wiosłowali oraz zarzucali sieci i nic nie złowili, a nazajutrz rano Jezus staje na brzegu i do nich mówi.
Można by więc powiedzieć, że po pandemii oraz kryzysie Jezus nadal jest i zaskakuje nas, mówiąc: „Myśleliście, że zostałem z tyłu i Mnie zgubiliście, ale Ja was wyprzedziłem i czekam na was”. Jezus – jak mówi autor Listu do Hebrajczyków – jest przecież „ten sam wczoraj i dziś, i na wieki”. Chodzi o to, byśmy uwierzyli Jezusowi, że będzie z nami „jutro” tak samo, jak był „wczoraj”.
Jest wiele świadectw o Jezusie i o działaniu Boga, znamy świętych i wszystkie ich przeżycia, ale niebezpieczeństwo polega na tym, że odnosimy to wszystko do przeszłości, myśląc, iż dziś i jutro to nie zadziała. Moim zdaniem powinniśmy więc otwierać oczy na to, że Jezus Chrystus będzie z nami i jutro.

Książkę można kupić tutaj

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki