W synagodze w Kafarnaum Jezus zapowiada Eucharystię i sam o sobie mówi, że jest „chlebem, który zstąpił z nieba”. Właściwie trudno się dziwić Jego słuchaczom, bo z ich perspektywy słowa te były niezrozumiałe i skandaliczne. Jak bowiem zwykły człowiek, mieszkaniec ich ziemi, może mówić o sobie takie rzeczy? O ile jednak zrozumiałe jest ich zdumienie, może nawet szok, o tyle trudno przejść do porządku nad ich reakcjami. Odpowiedzią na Jezusowe nauczanie nie jest próba zrozumienia Jego słów, które były dla nich nowe, choć przecież zapowiadane w Pismach. Odpowiedzią jest szemranie, sprzeciw, plotka, próba zdyskredytowania autorytetu Nauczyciela. Dlaczego Jego nauczanie budziło tak gwałtowne reakcje? Słowa Jezusa odsłaniały fundamenty, na których pobożni Żydzi budowali swój świat. Przeglądając się w nich, niejednokrotnie odkrywali pustkę i fasadowość swojej religijności. A to musiało budzić opór.
Brzmi znajomo? Owszem, to tendencja głęboko zakorzeniona w człowieku. Próba umniejszenia czy podważenia tego, co nowe lub niezrozumiałe, jest u wielu odruchową reakcją obronną. W umysłach ludzi zbytnio przywiązanych do swoich poglądów, idei i tradycji, wszystko co inne, jest wrogie, stanowi zagrożenie dla status quo. Jak sobie z tym radzą? Zazwyczaj niestety przez zmarginalizowanie innego, pogardę, wykluczenie. Zazwyczaj też tym jedynym sprawiedliwym nie przychodzi do głowy, że szemrając przeciwko drugiemu, szemrają przeciwko samemu Bogu. Wcielają się w rolę strażników Jego majestatu, zapominając, że On nie potrzebuje obrony, za to bliźni – choćby i diametralnie różny, obcy, niezrozumiały w swoim zachowaniu, stylu życia i poglądach – zasługuje na miłość. A ta weryfikuje się przez proste postawy: zaciekawienie, akceptację, zdumienie innością, odwagę zadawania pytań i odkrywania nowości.
Tego zabrakło pobożnym Żydom w Kafarnaum, tego wciąż brakuje współczesnym uczniom Jezusa, członkom Kościoła, którzy potrafią szemrać nawet przeciwko następcy Piotra, gdy jego nauczanie przestaje odpowiadać ich wizjom i poglądom. Szemrają przeciwko sobie różne grupy ludzi o odmiennych wrażliwościach i tradycjach, stając się, często nieświadomie, sługami ducha podziałów i konfliktów, a nie Pana pokoju i jedności. Karmią swoje serca trucizną, a nie odżywczym pokarmem, którym jest sam Jezus.
„Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne” – czytamy dziś u św. Jana. Nie wszystko da się wyjaśnić. Z pewnością nie da się do końca wyjaśnić tajemnicy Boga, dlatego wiara jest wyrazem pokory, a szemranie – efektem podejrzliwości i pychy. Wiara jest korzeniem i fundamentem wspólnoty ludzi żyjących w perspektywie nadziei zbawienia. Ta wiara w Jezusa, który stał się Chlebem, którym się możemy karmić w drodze do wieczności, jest spoiwem łączącym nas bez względu na różnice, bo ostatecznie wszyscy zmierzamy do tego samego celu, którym jest Bóg.
Eucharystia, o której mówi Jezus, jest ucztą miłości, posiłkiem, który przywraca do życia, lekarstwem i pociechą. Drogocenny to dar, bo wycierpiany na krzyżu. „Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata” – mówi Jezus. Co to znaczy: karmić się Jezusem? To dać Mu się przemieniać – przez Eucharystię, przez Jego słowo, przez drugiego człowieka, w którym przychodzi do nas. Spożywać Ciało Chrystusa to znaczy przyjmować Jego styl bycia, patrzeć jak On na świat, żyć w świecie na Jezusowy sposób i nieustannie się tego uczyć.
Szemranie przeciwko Jezusowi jest efektem braku wiary, nieufności i zwątpienia. Gorzkim owocem takiej postawy jest zamknięte i usychające serce. To ważne, czym je karmimy – postawą i myśleniem, które zabija, czy Chlebem, który daje życie? Kim jesteśmy dla innych? Ludźmi sączącymi trujący jad złych słów czy świadkami nowego życia, którym Pan obdarza swoich uczniów?
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.







