Logo Przewdonik Katolicki

Bajka jak życie

Szymon Bojdo
Najnowsza animacja Netflixa Wyprawa na księżyc to kolejna opowieść o marzeniach, przygodzie i uczuciach, z którymi sobie nie radzimy fot. Materiały prasowe

Współczesne animacje to zazwyczaj długie fabuły, których budżet promocyjny dorównuje filmom fabularnym. Warto się im przyjrzeć, tym bardziej że są one często naszym familijnym pierwszym wyborem w zimowym, a teraz dodatkowo pandemicznym czasie.

Temat ten zainteresował mnie dlatego, że gdy niedawno wracałem po zmierzchu do domu, zauważyłem, że ściana jednej z kamienic po prostu świeci fluoroscencyjnymi kolorami. Przez moment nie mogłem oderwać wzroku i oczywiście natychmiast zacząłem robić zdjęcia i dzielić się nimi w mediach społecznościowych. Ja, który tyle wiem o marketingowych pułapkach, jak w masło wszedłem w kampanię reklamową filmu animowanego Wyprawa na księżyc, który jest kolejną produkcją animowaną Netflixa. Marketingowcy dalej zacierają więc ręce po moim zachwycie, przyjrzyjmy się teraz samemu zjawisku.

Przepis na sukces
W pierwszej dwudziestce rankingu przynoszących największe przychody filmów znajduje się na ten moment pięć animacji (nie wiemy, jak będzie wyglądał rynek kinowy po pandemii – może wpływy ze sprzedaży biletów będzie trzeba zweryfikować i bilansować przychodami portali streamingowych?). Tak zwany Box Office, który obejmuje tylko animacje, w pierwszej dziesiątce ma tylko filmy, które osiągnęły przychód wart ponad miliard dolarów (nie mogę znaleźć dla tej sumy odpowiedniego porównania – to prawie 4 miliardy złotych, tyle sama tylko Wielka Brytania wydaje na produkcję filmową w Netflixie) i prawie tylko filmy, które powstały po 2015 roku (poza Krainą lodu z 2013 r.). Oznacza to, że w pełnowymiarowej animacji odczytano szansę na zrobienie dobrego interesu, który zresztą oparty jest na kilku czynnikach.
Primo: to nie pierwszyzna, że wytwór popkultury uruchamia właściwie ogólnoświatowy szał, dzięki któremu dochody z reklam, marketingu i samych prezentacji filmów szybują w górę. Takie sytuacje pamiętamy dobrze już z lat 90. – wtedy Król Lew (1994), Kosmiczny mecz (1996), Toy Story (1996) czy Mulan (1998) – ilość gadżetów, publikacji i powtarzanych wielokrotnie projekcji rosła wtedy właściwie wykładniczo. Pierwsza dekada XXI w. to już lawina takich produkcji jak np. Shrek (2001), wokół których tworzyły się właściwie całe firmy marketingowe.
Secundo: właściwie przygotowanie animacji nie generuje tak wielu kosztów jak nakręcenie filmu. Tu pewnie animatorzy i twórcy filmowi będą się obruszać, ale fakt jest faktem – szczególnie animacje rysowane nie wymagają wynajmowania ogromnej ekipy i studia. Koszty leżą gdzie indziej, bywają one niemałe, ale są relatywnie mniejsze.
Tertio: technika komputerowa pozwala na to, by animacje tworzyć szybciej i bardziej efektownie. Dzięki komputerowym programom nierzadko da się tworzyć niemal od razu animacje w efekcie 3D, a efekty obrazu i dźwięku bywają niesamowite (tym bardziej że w wielu gospodarstwach domowych jest już sprzęt nie bez kozery nazywany domowym kinem).
Quartro: wszakże niemała część tych kasowych i ponownie kultowych animacji dla dzieci, które są dziećmi teraz, jest kontynuacją produkcji sprzed dekady czy dwóch, kiedy dziećmi byli ich rodzice, ciocie, wujkowie i starsi kuzyni. Przypomnijmy, ile części miał wspomniany Shrek? – cztery, a już produkuje się piąta; Toy Story? – cztery; Madagaskar? – trzy, ale produkowana jest czwarta. Musimy tu wspomnieć o produkcjach pobocznych, w których rozwija się perypetie bohaterów drugoplanowych (Pingwiny z Madagaskaru), tworzy się wersje świąteczne animacji czy na specjalne okazje (np. na igrzyska olimpijskie). Także w  animacjach spełnia się prawda, że lubimy piosenki, które znamy.

Wyprawa w kosmos
Co zatem animacje, przynajmniej na pierwszy rzut oka przeznaczone dla dzieci, robią z naszym sercem? Musi być w nich coś niezwykłego, dlatego postanowiłem wziąć udział w panelu eksperckim w rodzinnym gronie i wypróbowałem właśnie wspomnianą na początku Wyprawę na księżyc.
Pierwsze wrażenie? „Ona wygląda jak Mulan!”. Rzeczywiście, główna bohaterka, Fei Fei, przypomina legendarną dziewczynę służącą w chińskim wojsku, a to z tego względu, że tu również mamy do czynienia z ekranizacją chińskiej legendy – tym razem o fazach księżyca i mieszkającej po jego ciemnej stronie bogini, która po wypiciu eliksiru nieśmiertelności musiała pozostać na naszym naturalnym ziemskim satelicie i tęskni tam za swoim ukochanym.
W ogóle Chińczycy robią wiele, by o swojej kulturze przypominać światu, o czym zapewne napiszemy innym razem. Ta kultura jest dla Zachodu egzotyczna, przez co osoby wyglądające zupełnie inaczej i postacie jakby nie z naszej mitologii wzbudzają ciekawość. Całkiem zasadne jest pytanie, czy my z naszymi europejskimi mitami przebijamy się na Wschód? Raczej transmisja ta ma kierunek odwrotny, o czym świadczy również popularność np. animacji Studia Ghibli, a więc głównie Hayao Miyazakiego (Japonia).
W przypadku Wyprawy na księżyc niezwykle ciekawe jest to, że animację tę stworzył Glen Keane, który od 1973 r. tworzył m.in. dla Disneya, a dzięki któremu znamy także Małą Syrenkę, Pocahontas, Tarzana czy Alladyna. W 2018 r. zdobył on Oscara za krótkometrażowy film animowany. Sama kreska Wyprawy… była więc przyjemna dla oka.
Dalej – przygoda. W tym wypadku spektakularna wyprawa w kosmos, konstruowanie rakiety i oryginalny pomysł na jej wystrzelenie w przestworza… Bajki mają również funkcję wyjaśniania świata, więc takie kosmiczne zagadnienia przykuwają uwagę. Bo co trzeba zrobić, by wzbić się ponad ziemię, a co dopiero polecieć w kosmos? Jak świat światem, nie ma bajki bez gadających zwierząt. A niezwykłe stwory, to już zestaw obowiązkowy. W tym przypadku są to smoki – feniksy i zamieszkujące księżyc glutowate stwory. Zwierzęta są oczywiście superinteligentne i nieraz pomagają wyjść ludziom z opresji. Tym bardziej że mnożą się one zarówno na ziemi, gdzie w wyniku choroby i śmierci Fei Fei nie może pogodzić się ze swoją sytuacją rodzinną. Jej lękom, tęsknocie i smutkowi odpowiada starodawna legenda o bogini Chang’e, która od wieków tęskni za swoim ukochanym.

Wystarczy uwierzyć
To właściwie odwieczna cecha bajek i opowieści. W zakamuflowany sposób mają one jakoś kompensować, metaforyzować trudne, emocjonalne sytuacje naszego życia codziennego: emocje, z którymi sobie nie radzimy, utratę kogoś bliskiego, doświadczenie choroby, wojny, traumy (bodaj najbardziej wprost mówi o tym bajka W głowie się nie mieści, której bohaterami są… emocje: radość, smutek, strach, gniew, odraza).
Poza wszystkim jest to animacja bardzo piękna, rzeczywiście kolory stworów i pałacu bogini na ciemnej stronie księżyca wprawiają w osłupienie. Wspomnijmy także o muzyce. Piosenek jest dużo, ale jedna z nich jest leitmotivem – Wznieść się chcę (nie jest tak efektowna jak Mam tę moc z Krainy lodu, ale od razu podśpiewywaliśmy). Wszystko oczywiście kończy się dobrze i sami dopowiadamy, że żyli długo i szczęśliwie.
Zatem – czy poznaliśmy jakąś nową historię? W szczegółach – tak, ale ogólnie cały współczesny przemysł rozrywkowy to umiejętne układanie zgranych klisz, tak by one chwyciły, by przyciągnęły młodego i starszego widza. Warto się temu przyglądać, ale nie ma się na co obruszać. Trzeba szukać nieoczywistych, niezależnych animacji, by trochę poszerzyć zasób wyobraźni młodych ludzi. Ale z tych popularnych produkcji warto wyciągać dobre lekcje – hasło Wyprawy na księżyc brzmi: „Wystarczy uwierzyć”. W to, że drugi człowiek jest dobry, że razem możemy osiągnąć wiele. Pewnie z każdą kolejną produkcją będziemy powtarzać, że to znowu ten sam zbiór motywów, ale co tam! W głębi duszy każda dziewczynka chce być księżniczką, a chłopiec rycerzem, każdy chce przeżyć przygodę i wyśpiewać swoją pieśń. Pielęgnowanie tych pragnień powiększa zbiór ludzi wrażliwych i dobrych. 

Dziękuję małym ekspertkom – Hance i Karolince Krystosek za merytoryczną pomoc w przygotowaniu artykułu

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki