Logo Przewdonik Katolicki

Dobre obyczaje psują się łatwo

Krzysztof Jankowiak
22 października Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok w sprawie tzw. aborcji eugenicznej. Do tej pory nie został on ogłoszony w Dzienniku Ustaw fot. MARCIN OBARA/PAP

Na publikację czekają wyrok Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji i ustawa covidowa. Według przepisów ich ogłoszenie powinno się odbyć niezwłocznie.

W 1966 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło dwie międzynarodowe umowy nazwane paktami praw człowieka. Umowy te były niezbyt wygodne dla państw komunistycznych, które choć oficjalnie głosiły poszanowanie wszelkich praw i wolności obywatelskich, to tak naprawdę w ogóle ich nie przestrzegały. Jak bardzo były niewygodne, okazało się w 1977 r. gdy Polska je ratyfikowała. Każda umowa międzynarodowa jest publikowana w Dzienniku Ustaw. Tymczasem w przypadku paktów praw człowieka opublikowano jedynie czterozdaniowe oświadczenie o ratyfikacji wydane przez ówczesną Radę Państwa. Pakty miały się znajdować w załączniku do Dziennika Ustaw, tyle że… załącznik był niedostępny – nie wysłano go do prenumeratorów, nie można było go nabyć w punktach sprzedaży Dziennika Ustaw. Takie rozwiązanie było sprzeczne z prawem – żaden przepis nie przewidywał możliwości wydawania jakichkolwiek załączników do Dziennika Ustaw.
W 1977 r. działała już opozycja demokratyczna. I ona właśnie opublikowała pakty praw człowieka – ukazały się w nielegalnej Niezależnej Oficynie Wydawniczej. Był to chyba jedyny przypadek na świecie, że nielegalna opozycja zajmowała się ogłaszaniem obowiązujących przepisów.
Nikt nie mógł wtedy przypuszczać, że dość podobna historia zdarzy się po niemal czterdziestu latach w wolnej Polsce. Pod koniec 2015 r. i w 2016 r. rząd nie opublikował ponad dwudziestu wyroków Trybunału Konstytucyjnego stwierdzających niekonstytucyjność kolejnych wersji ustaw o Trybunale. Opozycja wyświetlała wtedy te wyroki na fasadzie budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (ostatecznie opublikowano je w drugiej połowie 2016 r. i w 2018 r.).

Fundament demokracji
Przypomniałem te przykłady z dawnego i nieco bliższego czasu, gdyż historia zdaje znowu się powtarzać. Na publikację czeka wyrok Trybunału Konstytucyjnego stwierdzający niezgodność z konstytucją ustawy regulującej kwestię aborcji. Na publikację czeka również ustawa covidowa – stwierdzono, że przepisy dotyczące wynagrodzeń służby zdrowia zostały przyjęte przez pomyłkę i dlatego zostanie ona opublikowana wraz z czekającą na uchwalenie ustawą zmieniającą te przepisy.
Art. 88 konstytucji stanowi, że warunkiem wejścia w życie ustaw jest ich ogłoszenie. Nie dziwmy się, że taka, mogłoby się wydawać techniczna, zasada znajduje się aż w konstytucji. Jest ona bowiem jednym z fundamentów demokratycznego porządku – nikt nie może być zobowiązany do przestrzegania prawa, którego nie ma szansy poznać (dla uchylenia w wolnej Polsce wyroków wydawanych w 1981 r. w pierwszych dniach stanu wojennego wystarczające było to, że Dziennik Ustaw z dekretem o stanie wojennym faktycznie ukazał się parę dni później – skazywano więc wtedy ludzi na podstawie prawa, które nie było ogłoszone).
Podobnie jest, jeśli chodzi o orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego – wchodzą one w życie z dniem ogłoszenia (art. 190 ust. 3 konstytucji). Trybunał Konstytucyjny również bowiem bierze udział w tworzeniu prawa, aczkolwiek w szczególny sposób, przez usuwanie przepisów, które są niezgodne z konstytucją. Publikacji podlega sam wyrok Trybunału, bez uzasadnienia, które zazwyczaj sporządza się po pewnym czasie.
Ogłoszenie w Dzienniku Ustaw powinno następować niezwłocznie. W odniesieniu do wyroków Trybunału Konstytucyjnego mówi o tym wprost konstytucja (art. 190 ust. 1), jeśli chodzi o ustawy możemy o tym przeczytać w regulującej wydawanie Dziennika Ustaw ustawie o ogłaszaniu aktów normatywnych (art. 3). Niezwłocznie – a więc od razu, tak szybko, jak to jest możliwe. Kiedyś potrzebny był pewien czas na wydrukowanie Dziennika Ustaw, jednak od dziesięciu lat wydawany jest on wyłącznie w formie elektronicznej, w praktyce więc publikacja może nastąpić natychmiast.

Lekcja z przeszłości
Kto jest odpowiedzialny za to, by ustawa czy wyrok ukazały się w Dzienniku Ustaw? Jego wydawca, a jest nim, zgodnie z art. 21 ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych, Prezes Rady Ministrów. Techniczną obsługą zajmuje się Rządowe Centrum Legislacji, w skład którego wchodzi Departament Dziennika Ustaw. Zadanie wydawcy sprowadza się wyłącznie do upewnienia się, czy przesłany tekst pochodzi faktycznie od właściwego organu (parlamentu, Trybunału) oraz do technicznego przygotowania publikacji.
Obecnie znajdujemy się jednak w sytuacji, w której zarówno ustawa, jak i wyrok Trybunału nie są publikowane – mimo że zostały już przekazane w tym celu Prezesowi Rady Ministrów.
Myślę, że warto przypomnieć w tym miejscu, jak było w 1997 r., gdy Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem prof. Andrzeja Zolla uznał za sprzeczną z konstytucją dopuszczalność aborcji ze względu na ciężkie warunki życiowe lub trudną sytuację osobistą kobiety (czyli tak naprawdę na życzenie). Rządził wtedy w Polsce postkomunistyczny Sojusz Lewicy Demokratycznej, który dużo energii i wysiłku włożył, aby tę przesłankę dopuszczalności aborcji wprowadzić. Obwieszczenie Prezesa Trybunału Konstytucyjnego o utracie mocy obowiązującej przepisów ustawy wydane 18 grudnia 1997 r. ukazało się w Dzienniku Ustaw z 23 grudnia 1997 r. (a przypomnijmy, że Dziennik Ustaw był wtedy drukowany).

Gdzie jest granica?
Dotykamy tutaj szerszego problemu. Demokracja może funkcjonować prawidłowo, jeśli wszystkie organy władzy państwowej przestrzegają prawa i zgodnie z prawem wypełniają swoje obowiązki. Jeśli zwykły obywatel złamie prawo, mogą go spotkać rozmaite sankcje. Jeżeli jednak prawo złamie organ władzy państwowej – możliwości skutecznej reakcji są zawsze ograniczone. Kto bowiem miałby wymierzać jakieś sankcje temu, kto w swoim ręku trzyma wszystkie instrumenty władzy?
Wspominając więc rok 1997 r., możemy ze smutkiem stwierdzić, że było kiedyś u nas tak, że nikomu ze sprawujących władzę nawet nie przychodziło do głowy, by nie wypełnić wynikających z prawa obowiązków – również wtedy, gdy oznaczało to zniweczenie działań jego formacji politycznej. Dziś niestety widzimy inną sytuację i możemy się jedynie zastanawiać, gdzie jest granica takich działań. Odpowiedzialnym za odwlekanie publikacji ustawy i wyroku jest oczywiście organ, który ma to wykonać, czyli Prezes Rady Ministrów. Trzeba jednak zauważyć, że niepublikowania wyroku Trybunału domagali się przedstawiciele opozycji. Jeśli więc ktoś miał nadzieję, że po ewentualnej zmianie partii rządzącej wróciłoby poszanowanie dla prawa, powinien pozbyć się złudzeń.
Cóż, dobre obyczaje psują się łatwo, a naprawia się je latami.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki