Logo Przewdonik Katolicki

Źródła wielkiego cierpienia

fot. Юлия Дружкова AS

Z Tadeuszem, Krzysztofem i Bartkiem ze wspólnoty anonimowych seksoholików o traumach z dzieciństwa, uczeniu się na błędach rodziców i przebaczeniu, które wyzwala, rozmawia Jakub

Jak dla wielu alkoholików, tak i dla mnie alkohol był tak naprawdę odpowiedzią na głębszy problem. Nazwałbym to wewnętrzną chorobą duszy. Przynosił mi chwilowe znieczulenie i ukojenie. Pozwalał przetrwać. Oczywiście to taki środek znieczulający, który w konsekwencji powoduje jeszcze większe spustoszenie. Ale, szczególnie na początku, picie było sposobem na doświadczenie choćby chwilowej ulgi. Czy wy macie podobne doświadczenia? Czy w waszym przypadku masturbacja, pornografia i inne kompulsywne zachowania też stanowiły sposób na ucieczkę od problemów?
BARTEK: Zdecydowanie tak. Początek mojej „przygody” z pornografią i masturbacją to jednocześnie czas wielkich trudności okresu dojrzewania. To była końcówka szkoły podstawowej – czas bardzo dla mnie trudny. Towarzyszyło mi doświadczenie odrzucenia: miałem wrażenie, że wśród rówieśników z klasy nie jestem zbyt lubiany, a w domu również czułem się odtrącony. Moi rodzice dużo wtedy pracowali, pamiętam, że dużo czasu spędzałem w domu sam – zresztą to właśnie w efekcie tej samotności znalazłem pewnego dnia jakieś magazyny pornograficzne ojca, co było moim pierwszym świadomym kontaktem z pornografią. Mam wprawdzie rodzeństwo, ale dużo starsze ode mnie. Na okres mojego dojrzewania przypadł akurat czas ich wyborów życiowych, których rodzice często nie akceptowali, co prowadziło w domu do dyskusji i kłótni.
W rodzinie panowała więc dość trudna sytuacja – nie materialnie, ale życiowo, sporo zawirowań, trudnych decyzji, prowadzących do sprzeczek. Z powodu tego wszystkiego doświadczałem osamotnienia i odsunięcia na bok. Nie chciałem zresztą dokładać rodzicom zmartwień, co wpychało mnie w jeszcze większą izolację.
Wtedy właśnie odkryłem świat pornografii i się nim zachłysnąłem. Te obrazy, podniecenie, przyjemność – ćpałem to jak narkotyk, który dawał mi haj. Zacząłem żyć w innym świecie, w którym nikt mnie nie oceniał, nie dokuczał, nie prześladował. To była moja ucieczka.
KRZYSZTOF: U mnie mechanizm był bardzo podobny. Dokładnie pamiętam pewien jesienny dzień w parku, kiedy to kolega pokazał mi po raz pierwszy zdjęcie pornograficzne. To było jak fajerwerk, błysk światła w głowie. Euforia, jakbym przeszedł przez granicę do innego świata. Porównałbym to wrażenie właśnie do pierwszej szklanki wódki, którą wypiłem dwa lata później. Wrażenie w obu przypadkach było bardzo podobne. To pierwsze doświadczenie zmieniło wszystko: dotąd w ogóle nie wiedziałem, co to jest pornografia, a od tego momentu zacząłem aktywnie szukać kontaktu z nią. Jakby to miejsce na seksoholizm było już we mnie wcześniej i czekało na wypełnienie.
Dziś, dzięki leczeniu, które przeszedłem, rozumiem, że ta wewnętrzna potrzeba wynikała z moich traum wyniesionych z dzieciństwa spowodowanych dorastaniem w dysfunkcyjnym domu. Zrodziła się z cierpienia kilkuletniego chłopca, który przeżył dosłownie piekło na ziemi. Mój ojciec był alkoholikiem, a matka urządzała karczemne awantury. Od najwcześniejszych lat – zapewne już w okresie prenatalnym – byłem świadkiem wrzasków, tłuczenia naczyń, bicia się rodziców. Na moich oczach matka okaleczała się, a nawet próbowała popełnić samobójstwo. Co może czuć kilkuletnie dziecko, które ogląda takie sceny? Potem doszedł wstyd wobec rówieśników, których nie mogłem jak każdy zaprosić do domu. Musiałem wobec kolegów wymyślać wymówki, że ktoś jest chory itd. Bałem się powiedzieć komukolwiek, jaka jest prawda. W ten sposób żyłem w ciągłym kłamstwie. 
Jako dziecko zbudowałem w sobie cały system mechanizmów obronnych, żeby odciąć się od lęku, wstydu i poczucia zagrożenia. Kiedy więc w okresie dojrzewania wszystkie te problemy zaczęły dochodzić do mojej świadomości, przytłoczyły mnie do tego stopnia, że musiałem znaleźć od nich ucieczkę. Znalazłem ją w masturbacji, a potem w alkoholu. Byle się ogłuszyć, wyprzeć z pamięci. Bo wszystko było lepsze od tych wspomnień, od tej traumy, którą przeżyłem. Wpadłem więc w oba nałogi łatwo i gwałtownie.
TADEUSZ: Ja wchodząc w świat masturbacji i pornografii, szukałem poczucia bezpieczeństwa, którego brakowało mi ze strony ojca. On jest człowiekiem bardzo wybuchowym, śmiałym, porywczym. Dochodziło z jego strony do przemocy, słownej i fizycznej. Bardzo się go bałem jako dziecko i nie czułem z jego strony miłości. W swoich własnych oczach był pewnie dobrym ojcem – w tym sensie, że dbał o dom, utrzymywał nas, ale był nieświadomy miłości. Był kaleką w okazywaniu uczuć i takim kaleką mnie też wychował. Moja mama potrafiła okazywać miłość, przytulić mnie, ojciec nie robił tego nigdy. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mnie przytulił – może kiedy byłem już starszy i składaliśmy sobie życzenia na święta. Na co dzień wydawało mu się chyba, że jak da mi parę złotych, to zrealizuje się jako ojciec. Tego brakowało mi chyba najbardziej – miłości, zainteresowania, ciepła.
W pornografii i w masturbacji – bo u mnie również od tego się zaczęło – szukałem więc odreagowania wszystkich lęków i zapełnienia pustki, którą czułem. Podobnie jak w opowieści Krzysztofa, to było wejście do innego świata. Wydawało mi się, że nareszcie jestem u siebie, gdzie jestem bezpieczny. Ale ulga przychodziła tylko na chwilę, więc potrzebowałem wciąż więcej i więcej. Nawet nie zauważałem, jak straszliwie ten świat mnie pochłania i uzależnia.
 
Jednocześnie daje chwilę wytchnienia.
TADEUSZ: Ale potem przychodzi jeszcze większa pustka. Do tego z wiekiem dołączyły się wyrzuty sumienia, tak że w pewnym momencie powiedziałem sobie: dość, chcę z tym skończyć. Było już jednak za późno. Przez wszystkie lata wszedłem w to na tyle głęboko, że nie byłem w stanie nic zrobić. To mnie zjadało jak rak od środka. Na pozór wydawało się, że jestem normalnym nastolatkiem, ale w środku trawiła mnie choroba.
 
Czy świadomość tych źródeł choroby pomaga wam w zdrowieniu?
KRZYSZTOF: Dla mnie osobiście to odkrycie było bardzo ważne. Nosiłem w sobie silną potrzebę zrozumienia, co się ze mną dzieje. Od kiedy więc tylko uznałem swoje uzależnienie od alkoholu, a później także od kompulsywnych zachowań seksualnych, stale zadawałem sobie pytanie, skąd się one wzięły. Podobno około dwudziestu procent każdego społeczeństwa jest narażone na silne uzależnienia, ale dlaczego w tej grupie jestem właśnie ja? Dlaczego postępuję w sposób prowadzący do samounicestwienia? Odkrycie tych przyczyn, mających swe korzenie, jak już mówiłem, w doświadczeniach dzieciństwa, było dla mnie wyzwalające.
BARTEK: Utożsamiam się ze słowami Krzysztofa. W trakcie zdrowienia zdałem sobie jednak sprawę, że w takim doszukiwaniu się przyczyn uzależnienia może tkwić pewna pułapka. Szukając przyczyn, mogę chcieć zrzucić na nie winę za swoją chorobę i to, co z niej wynika. Ja w pewnym momencie zacząłem przerzucać odpowiedzialność za moje uzależnienie na ojca. Wskutek tego nabrałem do niego urazy i niechęci, co przeszkadzało mi w dalszym zdrowieniu. Dopiero kiedy dotarło do mnie, że w ten sposób odcinam się od rodziców i ponownie się izoluję, zrozumiałem, że dla własnego zdrowia potrzebuję ojcu wybaczyć. On też jest człowiekiem i ma prawo do swoich błędów. Przede wszystkim jednak, bez przebaczenia nie pójdę dalej, nie odnajdę prawdziwej wolności i pełni życia. Dzisiaj mogę powiedzieć, że ten etap mam już za sobą i że wybieram zdrowienie. Dopiero to daje prawdziwą wolność.
TADEUSZ: To, co mówi Bartek, jest mi bardzo bliskie. Ja również kiedyś oskarżałem ojca, obwiniałem go o to, że mój nałóg zaczął się od znalezienia jego gazet. Pewnego dnia zdałem sobie jednak sprawę, że on prawdopodobnie tak ja jest seksoholikiem i podobnie cierpi. Tylko pewnie nie zdaje sobie z tego do końca sprawy. To otworzyło furtkę dla przebaczenia, bez którego nie mógłbym prawdziwie zdrowieć.
Staram się też uczyć na błędach moich rodziców. Chcę dawać moim dzieciom to, czego mi samemu zabrakło: okazywać im miłość i zainteresowanie, budować w nich poczucie bezpieczeństwa. I oni, i ja bardzo tego potrzebujemy. Moją nastoletnią córkę nauczyłem przychodzić do mnie nawet z najtrudniejszą prawdą. Kiedyś zdarzyło jej się mnie okłamać i poniosła tego konsekwencje. Później powiedziała mi: „tato, ja już od tamtej pory nie kłamię, choć boję się nieraz powiedzieć prawdę, ale robię to”. Wie, że jej wysłucham. I buduję więź na zaufaniu i miłości, żeby nie bała się przyjść nawet z najtrudniejszymi rzeczami. Rozmawiamy na coraz bardziej intymne tematy, również te dotyczące miłości i seksualności, o których nikt ze mną nie rozmawiał. Myślę, że w tym też przejawia się miłość. To wszystko jest możliwe dzięki łasce od Boga i zdrowiu, jakie daje mi wspólnota SA.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki