Logo Przewdonik Katolicki

Jezus i kobiety?

Monika Białkowska: Fajnie byłoby się czasem cofnąć w czasie, ale kobietą w Izraelu w pierwszym wieku chyba nie umiałabym się stać.


Ks. Henryk Seweryniak: Nie oszukujmy się, Jezus żył w kulturze patriarchalnej, androcentrycznej, skoncentrowanej na mężczyźnie. Kobieta była najpierw własnością ojca, potem męża. Pobożny Żyd w Modlitwie osiemnastu błogosławieństw dziękował Bogu, że nie stworzył go kobietą. Kobieta nie mogła odmawiać modlitwy Szema, uczestniczyć w nabożeństwach w synagodze, uczyć się, czytać Tory, dziedziczyć, być świadkiem w sądzie…
 
M.B.: Mogła gotować.
 
H.S.: Ale i coś więcej! Gdy przyglądamy się kulturze szabatu, to widzimy, że w domu to ona stała na pierwszym miejscu. I mogła być kochana, była kochana! Zobacz Pieśń nad Pieśniami! Jak pięknie jest tam opisana miłość mężczyzny do kobiety, jak głęboko jest oddana rola obojga – pragnienia piękna i czułości oraz bezpieczeństwa i wierności. Benedykt XVI odkrywa nawet w Pieśni nad Pieśniami bogactwo hebrajskich słów na oznaczenie miłości. Widzi więc tam miłość, będącą pragnieniem jakiegoś upojenia szczęściem, osobistego zaspokojenia, a jednocześnie czymś niepewnym, pełnym porywów. I widzi miłość, która staje się odkryciem obecności drugiej osoby, oczarowaniem jej pięknem i głębią. Przezwycięża ona tę nutę skupienia na sobie, która dominuje w „pierwszej miłości”, staje się troską o drugą osobę, poszukuje jej dobra, jest gotowa do poświęceń. Ileż takich historii miłosnych jest w Starym Testamencie! Izaak i Rebeka, Jakub i Rachela...
M.B.: Ja tam najbardziej chyba lubię historię Sary i Tobiasza – jej ósmego męża, ale zarazem pierwszego, który nie umarł w noc poślubną. I jeszcze Rut, za wyznanie złożone teściowej, ale przecież w imię miłości do zmarłego męża: „Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem. Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę i tam będę pogrzebana. Niech mi Pan to uczyni i tamto dorzuci, jeśli coś innego niż śmierć oddzieli mnie od ciebie!”. Przecież to się nadaje wprost na formułę małżeńskiej przysięgi… Tyle że miłość to jedno, ale w życiu społecznym kobiety nie grały żadnej roli.
 
H.S.: I na tym tle właśnie widać, że stosunek Jezusa do kobiet był rewolucyjnie nowy. Śmiem powiedzieć nawet, że do dziś do niego nie dorastamy. Żaden rabin nie uczył kobiet. A w Ewangeliach czytamy, że u stóp Jezusa kobiety siedziały! Dziś tego nie rozumiemy, ale termin „siedzieć u stóp”, (akolutheo), to w Nowym Testamencie techniczny termin na określenie pójścia za Jezusem, bycia Jego uczniem. Nie da się zaprzeczyć, że były uczennicami na równi z mężczyznami.
 
M.B.: W nauczaniu Jezus też zaskakiwał. Zwykle nie zwracamy uwagi, ale kiedy mówi w przypowieściach, posługuje się równolegle przykładami z życia mężczyzn i kobiet. Często wręcz ta sama historia opowiedziana jest w wersji „męskiej” i „żeńskiej”.
 
H.S.: Rzeczywiście te opowieści są symetryczne. Jest o zgubionej owcy – i zgubionej drahmie, o proszącym przyjacielu i proszącej wdowie, o sianiu i o zaczynie. To się nie zdarzało żadnemu nauczycielowi przed Jezusem. Oznacza to, że po pierwsze, kobiety na równi z mężczyznami są adresatkami przesłania Jezusa – a po drugie, że tak samo jak mężczyźni odpowiadają za swoje czyny, doznają zbawienia i mają udział w przyszłym królestwie Bożym. Poza tym nie oszukujmy się, sam Bóg największe tajemnice zbawienia oddał w ręce kobiet! Zwiastowanie, Boże Narodzenie... Potem jeszcze Zmartwychwstanie, znów kobieta jest pierwszym świadkiem, choć wiadomo, że ówczesny Żyd był bardzo podejrzliwy wobec kobiety – świadka. Józef Flawiusz, ówczesny autor dziejów Izraela napisze nawet, że od kobiet nie wolno przyjmować żadnych zeznań, ze względu na „lekkomyślność ich płci”.
 
M.B.: A potem przychodzi taki św. Paweł, który pisze, że kobieta ma milczeć w Kościele. Z drugiej strony w swoich listach często pozdrawia je na początku, jako przewodzące konkretnym wspólnotom. Coś tu nie gra…
 
H.S.: Ale u Pawła nie ma nic antyfeministycznego! Paweł przyjaźni się z Pryską, przyjaźni się z Lidią, korzysta z gościny w ich domach, z szacunkiem pisze o kobietach w różnych Kościołach. O. Jacek Salij przypominał, że najważniejszą nauką św. Pawła jest to, że wszyscy ludzie, bez względu na narodowość, płeć czy pozycję społeczną, zostali jednakowo odkupieni przez Chrystusa. Kobieta jest więc równoprawna mężczyźnie. Cała reszta to tylko kwestia kontekstu kulturowego.
 
M.B.: To kiedy to się stało, że kobiety w Kościele schowano gdzieś w cieniu? Bo przecież schowano na długie wieki…
 
H.S.: Cóż, nie we wszystkim chrześcijaństwu udało się przemienić świat… Niewolnictwo wróciło bardzo szybko po Jezusie. Krzyżowanie też trwało długo. A dawne, pogańskie widzenie w kobiecie źródła wszelkiego zła okazało się niezwykle silne. Chrześcijaństwo nie tylko tego nie przełamało, ale niekiedy wręcz pogłębiło, gdy mężczyźni zamiast zmierzyć się z pokusami – szukając ich przyczyn w sobie – woleli widzieć zło w kobiecie i jej jako owego zła unikać.
 
M.B.: Obawiam się, że w niektórych to do dziś ta idea jest mocno żywa…!
 
H.S.: Tyle że dziś w tej ucieczce widzimy już swoją porażkę i słabość, a jeszcze niedawno widziano w niej cnotę. Zamiast widzieć w kobiecie Maryję, widziano w niej tylko Ewę i diabła, który przez nią kusi. To się zaczęło w średniowieczu, kiedy żyjące w świecie konsekrowane dziewice zaczęto zamykać w klasztorach, bo podejrzewano, że kiedy przyjmują w domach gości, to na pewno dzieje się tam coś niedobrego. Z drugiej strony mnisi mieszkali gdzieś na pustyni. I ich życie, samotne i bez kobiet, zaczęło się stawać powszechnym ideałem świętości.
 
M.B.: Do tego stopnia, że małżeństwo przez wieki uważano za coś gorszego. Jeśli nie „grzesznego”, to przynajmniej „mniej świętego”.
 
H.S.: Nie zawsze... W XII-wiecznym Pontyfikale płockim napisano tak, jak piszemy dzisiaj, że związek Chrystusa i Kościoła został nam przez Boga przedstawiony jako więź małżeńska. Że ta więź jest obdarowana błogosławieństwem, „które ani przez karę nałożoną przez grzech pierworodny, ani przez karę potopu nie zostało odebrane”. A podczas ceremonii zaślubin prosi się, by żona była miła mężowi jak Rachela, by była mądra jak Rebeka, wierna jak Sara. Czy to nie piękne? I co nasze czasy zrobiły z tym pięknem?
 
 


 
Ks. prof. Henryk Seweryniak prof. dr hab. teologii fundamentalnej, przewodniczący Stowarzyszenia Teologów Fundamentalnych w Polsce.
Dr Monika Białkowska doktor teologii fundamentalnej, dziennikarka Przewodnika Katolickiego

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki