Logo Przewdonik Katolicki

Po pierwsze słuchać

O.Paweł Koniarek OP
FOT. SYNOD 2018 PL/TWITTER

W tradycji zakonnej istnieje przekonanie, że Duch Święty lubi mówić przez najmłodszych ze wspólnoty. Usłyszeć dziś młodego człowieka to zauważyć Boży kierunek dla Kościoła i to nie na jutro – na dziś.

„Bazylika została zamknięta do odwołania!”. Informacja rozchodziła się w mediach błyskawicznie. Przeor gdańskich dominikanów, po wielu konsultacjach ze specjalistami, podjął pod koniec października decyzję o zamknięciu czternastowiecznej bazyliki św. Mikołaja – jednego z ważniejszych centrów duszpasterskich w Trójmieście, a z pewnością jedynego ocalałego z wojennych tragedii sakralnego zabytku w najstarszej tkance miejskiej Gdańska. Znaczne pęknięcia na sklepieniu jednoznacznie zagrażały wiernym i turystom, tak często odwiedzającym dominikańską świątynię. Najbardziej martwił jednak fakt, że stan sklepienia wskazywał na poważne problemy pod powierzchnią posadzki kościoła.
 
Siła w fundamentach
Sytuacja ze św. Mikołajem, którego mam szczęście mieć od maja za ścianą mojej zakonnej celi, jest dla mnie symboliczna. Od samego początku, kiedy tylko zamknęliśmy drzwi kościoła, jesteśmy z braćmi jakoś bliżej siebie, a także bliżej ludzi – i to nie tylko ze względu na liturgię w niewielkim pomieszczeniu. Każda sytuacja konfliktowa, zanim podejmie się próby jej rozwiązania, domaga się nazwania przyczyn problemu. Wdrażanie procedur naprawczych bez fachowego zidentyfikowania powodów zaistniałej sytuacji nie tylko jest marnotrawieniem czasu i energii, ale przede wszystkim nie przynosi żądanej poprawy. A uspokojenie zaognionej sytuacji jest chwilowe. Cisza przed burzą. Większą niż poprzednia. Gdybyśmy nie zweryfikowali przyczyn pęknięć w gotyckim sklepieniu, lecz jedynie zdecydowali się na ich reperację, za pewien czas stan świątyni mógłby się okazać dramatyczniejszy – nie wykluczając zawalenia się filarów.
Papież Franciszek jest jak doświadczony konstruktor, który wie, że siła budynku tkwi w jego fundamentach. Jest jak dobry lekarz, który nie ogranicza się do leczenia objawowego, ale przede wszystkim szuka źródła choroby, aby właściwie i skutecznie uderzyć w jej ognisko. Stąd pewnie z takim przekonaniem zachęcał ojców synodalnych do pracy według zasady: widzieć – oceniać – działać. W tej metodzie od pierwszego kroku zależy dalsza praca. Jeśli błąd wystąpi na etapie „widzieć”, to z pewnością błędny będzie osąd, a i działanie okaże się nieskuteczne. Dziś organizujemy wielką akcję pośpiesznej naprawy sklepienia, a jutro jesteśmy wielce zdziwieni, że kościół runął.
 
Klucz do relacji
Jak ważne jest słuchanie, uczyli mnie animatorzy ruchu Spotkań Małżeńskich, któremu towarzyszyłem przez kilka lat. Tam poznałem, że kluczem do rozwoju więzi małżeńskiej jest ciągły dialog. Aktywne słuchanie pozwala nie tylko odbierać wypowiadane komunikaty, ale odkrywać potrzeby i pragnienia współmałżonka. To tak, jakbym umiał usłyszeć więcej niż słowa, które czasem mogą być jedynie zasłoną dymną kryjącą nieprzyjemne uczucia. Słuchanie to więc nie tylko przepis na trafne i adekwatne działanie, to klucz do dojrzałego budowania relacji.
Wciąż mam przed oczami Filipa. Śpiewał w scholi, potem zaangażował się w duszpasterstwo, znalazł przyjaciół i dziewczynę. Niestety, od pewnego momentu przychodził coraz rzadziej. Podejrzewałem, że nosi coś w sobie, że rosną w nim pretensje do mnie. Czekałem na rozmowę, ale sam nie miałem odwagi wyciągnąć ręki (to moja pycha) i tak byliśmy coraz dalej od siebie, niezrozumienie rosło z każdym tygodniem. Całe szczęście doszło do rozmowy i kiedy siedzieliśmy w duszpasterstwie, opowiadając o swoich emocjach, własnych interpretacjach zdarzeń, rozczarowaniach i w końcu – o lęku, na naszych policzkach pojawiły się łzy… Łzy ulgi, że nad przepaściami nieufności można zbudować mosty dialogu, łzy nowej lekcji, że przed zatrzaśnięciem drzwi jest jeszcze chwila na posłuchanie i rozmowę.
 
Ja uczę ciebie, ty uczysz mnie
Myślę, że gdyby pozbawić mnie doświadczenia pracy z młodzieżą czy obecnego towarzyszenia studentom, nie zrozumiałbym wagi słów papieża wypowiedzianych w wywiadzie Thomasa Leonciniego Bóg jest młody: „Wychowywanie oznacza nie tylko tłumaczenie teorii, ale przede wszystkim wchodzenie w dialog, tak by zwyciężało myślenie oparte na dialogu. Dobry wychowawca każdego dnia chce się czegoś nauczyć od dzieci, od swoich własnych dzieci. Nie ma wychowania jednokierunkowego, jest tylko dwukierunkowe. Ja nauczam ciebie, ale gdy to robię, ty też uczysz mnie czegoś, być może nawet przydatniejszego od tego, czego ja uczę ciebie. Jeśli ja jako wychowawca uczę cię teorii, ty, mój słuchacz, uczysz mnie, jak to odbierasz w praktyce i indywidualnie interpretujesz, jak niesiesz to dalej światu, przepuszczając przez filtr swojej osobowości i uprzednich doświadczeń. Wszyscy mamy coś, czego możemy uczyć innych, ale też wszyscy możemy się jeszcze wiele nauczyć od innych: nigdy o tym nie zapominajmy, w żadnym wieku, w żadnej porze życia”.
Można zadawać pytania, ale nie słuchać odpowiedzi. Można słuchać, a sercem, myślami być daleko. Jeśli tracę zdolność do słuchania, przestaję się rozwijać, bo udaję, że mogę być sędzią w swojej sprawie i obiektywnie odnosić się do tego, co przeżywam. Dobrze oddaje to przestroga pewnego mądrego księdza z Rzeszowa, koordynatora duszpasterstw młodzieżowych, który kiedyś powiedział mi, że ciągle zagraża nam „robienie” duszpasterstwa na naszą miarę. Zamiast wsłuchiwać się w głos młodych, tworzymy nieprzystający konstrukt.
 
Najpierw powtórzyć własnymi słowami
Dominikanie wydają się spadkobiercami wielkiej średniowiecznej kultury dialogu. Demokracja – podstawa naszego wspólnego życia – staje się bezduszna, kiedy bracia przestają się słuchać. Bez otwartości na drugiego, bez realnej rozmowy, do której zachęcają regularne kapituły, klasztor staje się korporacją i to średnio nadążającą za rozwijającym się światem. Dla ludzi wieków średnich było oczywistością, że jeśli podczas debaty chciało się wyrazić opinię przeciwną niż rozmówca, trzeba było najpierw własnymi słowami powtórzyć jego wywód, następnie zyskać potwierdzenie, że się go dobrze zrozumiało, a dopiero później przedstawić kontrargument. W życiu brata kaznodziei wszystko powinno być przesiąknięte słuchaniem, przypomina o tym zasada św. Tomasza z Akwinu streszczająca naszą duchowość: „kontemplować i dzielić się owocami kontemplacji”. Jeśli dominikanin nie słucha Boga i braci, staje się piewcą swoich własnych teorii. Ale czy słuchanie jest czymś wyjątkowym, przynależnym tylko zakonowi o ośmiowiekowej tradycji? Przecież już Izrael był świadom, że u początku Bożych przykazań stoi pouczenie: „Słuchaj!”.
 
Od teorii do praktyki
Potrzebujemy kroków, które dzielą teorię od praktyki. Podczas synodu Franciszek wprowadził pewną zmianę, która okazała się doskonałym mostem między oczywistą w teorii potrzebą słuchania a realnym funkcjonowaniem obradujących. „Jestem bardzo wdzięczny papieżowi Franciszkowi za ten wymóg kilku minut ciszy po każdej serii wystąpień audytorów lub ojców synodalnych. To pozwala lepiej usłyszeć, co mówimy, i przede wszystkim daje możliwość słuchania Boga – a to jest przecież najważniejsze na synodzie” – powiedział abp Grzegorz Ryś.
W Polsce Kościołowi słuchanie nie powinno sprawiać większych trudności, a przynajmniej metoda widzieć – oceniać – działać nie powinna nikogo dziwić. Od lat 80. znana jest ona dzięki ks. Franciszkowi Blachnickiemu. Czyżby? Pęknięcia na sklepieniu są już widoczne…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki