Logo Przewdonik Katolicki

Obojętność, która zabija

Agnieszka Mazur
FOT. ARCHIWUM NUOVI ORIZZONTI. Chiara Amirante z podopiecznym

Z Chiarą Amirante o tym, że ludzie odrzuceni nie tylko pragną miłości, ale czekają by ktoś na to pragnienie odpowiedział rozmawia Agnieszka Mazur

Jak odczytujesz swoje powołanie?
– Moje powołanie to po prostu życie. Zostałam powołana do codziennego przeżywania każdego dnia.
 
Tylko tyle? To wszystko, co robisz, jest przecież wyjątkowe, wielkie.  
– O nie! Nikt z nas nie może się uważać za kogoś lepszego tylko z powodu sytuacji, w jakiej się znalazł, lub talentu, jaki posiada. Wyobraź sobie, że znajdujesz się przed kimś umierającym na ulicy po ciężkim wypadku i odmawiasz pomocy tej osobie. Popełniłabyś zbrodnię. Z drugiej strony, gdybyś podjęła biegunowo inną decyzję i udzieliła pomocy, to czy miałabyś poczucie, że zrobiłaś coś wyjątkowego?
 
Sama nie wiem… może byłabym trochę zadowolona, że zrobiłam to, co powinien zrobić każdy.
– No właśnie! I ja czuję się dokładnie tak samo. Dzisiaj jest tak wielu ludzi, którzy umierają z głodu lub cierpią z powodu utraty miłości… a ja po prostu postanowiłam ich wysłuchać i podzielić się z nimi radością ze zmartwychwstania Chrystusa.
 
I nie czujesz wielkiej satysfakcji z tego powodu?
– Pomyśl! Gdybym tego nie zrobiła, czułabym się tak, jakbym odmówiła drugiej osobie podania szklanki wody. Albo jeszcze inaczej: jak gdybym odmówiła podania wody osobie umierającej z pragnienia na pustyni.
 
W autobiograficznej książce Tylko miłość trwa piszesz, że wybrałaś się do piekła, by ratować dusze. To piekło jest w Twoim przypadku taką pustynią?
– Kiedy miałam 21 lat, zdiagnozowano u mnie okropną chorobę. Czułam ból. Potężny ból na całym ciele. Żadne tabletki nie mogły go powstrzymać. Niemal straciłam wówczas wzrok. Lekarze zdiagnozowali uszkodzenie siatkówki i powiedzieli wprost: będziesz niewidoma. To była straszna sytuacja! Wtedy, będąc niemal w rozpaczy, eksperymentowałam z radością Chrystusa i dlatego…
 
…poczekaj! Co to znaczy to „eksperymentowanie”?
– Trudno powiedzieć w prostych słowach.
 
To powiedz tak, jak potrafisz.
– Czułam taką wielką potrzebę dzielenia się z innymi, niesienia radości zdesperowanym ludziom. Trochę takim jak ja. Poszłam w nocy, mimo cierpienia, na stację kolejową Termini w Rzymie. Nie wiem, czy tam byłaś…
 
…byłam, ale nie nocą. Domyślam się jednak, że dworzec kolejowy po zmroku to nie jest najprzyjemniejsze miejsce do spędzania wolnego czasu.
– No właśnie. A ja zapragnęłam spotkania z tymi wszystkimi ludźmi, których współczesne społeczeństwa wyrzucają na margines – walczącymi z narkomanią, alkoholizmem, prostytucją. Z więźniami i imigrantami. Nie czułam się tam bezpiecznie jako młoda dziewczyna, w dodatku osłabiona chorobą. Dlatego w chwili największego strachu wyszeptałam: Boże, jeśli to Ty podarowałeś mi to pragnienie wyjścia nocą na ulice, to daj mi siłę, by temu podołać. Możesz wszystko! I chcę podążać tylko za twoją wolą!
Odpowiedź była natychmiastowa i dla mnie niewyobrażalna! Na drugi dzień obudziłam się zupełnie zdrowa.
 
Tak po prostu?
– Tak. Nie czułam bólu.
 
I co zrobiłaś? Zadzwoniłaś do rodziców, by im o tym powiedzieć?
– Przede wszystkim ubrałam się i pomaszerowałam do szpitala. Dostawałam tam regularne zastrzyki do oczu. Lekarz był zaskoczony nagłą poprawą mojego zdrowia. Wezwał konsultanta, by mnie obejrzał. Trwało to jakąś chwilę. Ja siedziałam spokojnie, bo przecież wiedziałam, co się wydarzyło. Ale z drugiej strony, tak po ludzku, trochę się denerwowałam całą sytuacją. W pewnym momencie lekarz, ten sam który konsultował mój przypadek, popatrzył na mnie szerokimi oczami i blady wyrzucił z siebie: „Chiara, brak mi słów, żeby wyjaśnić, co się stało, ale jesteś zdrowa”.
 
Co pomyślałaś w tamtej chwili?
– Że to była Boża odpowiedź na moją prostą modlitwę z minionej nocy. W jedną dobę przeszłam drogę od świadomości niemal całkowitej utraty wzroku, do całkowitego uzdrowienia! To był znak. Rozeznałam go i doszłam do wniosku, że Bóg chce, żebym wyszła na ulice.
 
I to jest piekło? To poczucie bólu, cierpienia, po którym może pojawić się kojąca świadomość, że Bóg daje nam szansę?
– To pewnie będzie bliskie temu, co mówisz, ale ja bym to „piekło ulicy” opisała innymi słowami. Ludzie odrzuceni, których spotkałam w trakcie posługi, to ludzie martwi w środku. Oni usiłowali w swoim życiu odnaleźć odpowiedź na potrzebę wolności i pobłądzili, kierując się ku uwodzicielskim propozycjom tego świata. W ten sposób napotkali fałszywych proroków. Uwiodło ich sztuczne niebo, które niespodziewanie dla nich stało się piekłem. Nigdy nie spotkali nikogo, kto mógłby im przekazać prostą prawdę: Jezus Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem.
 
No i jest w Nim ogrom Miłości. Bo swojej autobiografii piszesz, że Twoi podopieczni pragną przede wszystkim akceptacji, miłości.
– Obcując na co dzień z ludzkimi dramatami, zdałam sobie sprawę, że gdy patrzymy na tych wszystkich „ludzi z marginesu”, spotykając ich na ulicy, widzimy zaledwie wierzchołek góry lodowej. I można ten wierzchołek nazywać dowolnie: anoreksją, bulimią, samotnością, depresją, uzależnieniem od potrzeby aprobaty, nadużywaniem alkoholu, uzależnieniem od seksu itp. Ale jeśli zadamy sobie ten trud, by zajrzeć głębiej w ludzką duszę, dostrzeżemy, że w każdej z tych osób drzemie ogromna potrzeba kochania. Przeogromna! I co za tym idzie, równie wielka jest w nich obecna potrzeba bycia kochanym. Oni chcą kochać, naprawdę! Ale też pragną, by ktoś, do licha, odpowiedział na to ich pragnienie!
 
W jaki sposób rozumieją tę miłość?
– Są zranieni, ale w gruncie rzeczy pragną prawdziwej miłości, takiej, o jakiej mówił Jezus. Przecież wszyscy zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Każda próba wypełnienia tej luki czymś innym doprowadzi nas z czasem do poczucia pustki. Możemy przecież zapewnić sobie paliwo, ale tylko na pewien czas. Po iluś tam kilometrach ten bak będzie pusty.
 
Uwierz, im głębiej zanurzałam się w mroku rzymskich ulic, tym bardziej wzrastała w moim sercu pewność: tylko spotkanie z Nim, Tym, Który przyszedł, by opatrzyć rany naszych złamanych serc, daje nam prawdziwą radość.
 
Wydajesz się tak niesamowicie spokojna, gdy o tym wszystkim mówisz. Ale przecież musiało być coś takiego w Twojej misji, co szczególnie Cię poruszyło, z powodu czego nie mogłaś spać przez jedną lub dwie noce. 
– Ojej… długo mogłabym o tym wszystkim opowiadać. Posługuję na co dzień ludziom, których rany mocno krwawią. Było wiele sytuacji, gdy moje serce boleśnie odczuwało spotkania z nimi. Chcesz, żebym mówiła o konkretnych przypadkach?
 
Jeśli możesz. To twoje świadectwo.
– Dziewczyna o imieniu Wyria, którą brat sprzedał stręczycielom. Oprawcy zamykali ją w chłodniach, gwałcili, cięli ciało nożem, przypalali papierosami. Albo Maria, którą otoczenie zmuszało do picia zwierzęcej krwi i do udziału w satanistycznych kultach, rytuałach z niewyobrażalną wręcz przemocą oraz wykorzystywaniem seksualnym nie tylko dorosłych, ale też dzieci. Był także Mauro, szalenie przystojny facet, zniszczony przez narkotyki i AIDS. Została na nim skóra i kości. Gdy się spotkaliśmy, powiedział mi: wiesz, żyję na ulicy od dwudziestu lat, a ty jesteś pierwszą osobą, która zatrzymała się zapytać mnie, jaki jestem i kim w ogóle jestem. To mnie po prostu rozbroiło.
 
Rozbroiło Cię, że zostają z tym wszystkim sami? Że nie mają szans się z tego wyrwać?
– Wiesz, z wielu wspomnień z tych wszystkich lat, w których chodziłam po dworcach i ulicach, by szukać ludzi, którzy utracili wszystko – z nadzieją włącznie – zapadło mi szczególnie jedno wspomnienie. Chodzi o mural, jaki ktoś napisał na stacji kolejowej Termini w Rzymie: „Pomimo waszej obojętności, istniejemy!”. Gdy to przeczytałam, byłam pewna, że to mój Anioł Stróż przyszedł mi pokazać niesłyszalny głos ludzi ulicy. Wtedy chyba naprawdę otworzyłam oczy w tym, co nazywamy piekłem. Zrozumiałam, jak nasza obojętność może ich „zabić” i w jaki sposób ledwie prosty gest decyduje o tym, że silny facet decyduje się odebrać sobie życie.
 
Dlatego zdecydowałaś się założyć trzy wspólnoty, wspierające tych, którzy trafili w sam środek „piekła ulicy”? Mówimy o Nowych Horyzontach, Rycerzach Światła czy Miasteczkach Niebo, które gromadzą w sumie miliony ludzi na całym świecie.
– Tak, ale nie o liczby tu chodzi, lecz o jeden wielki projekt, którego autorem jest Bóg. Ja nigdy niczego nie planowałam, nie chciałam żadnych organizacji czy instytucji. Pomagając ubogim i skrzywdzonym, trafiłam właściwie na „pustynię” położoną, o dziwo, w środku wielkiego miasta, jakim jest Rzym. Wszędzie, gdzie udawałam się ze swoimi przyjaciółmi – dosłownie wszędzie: na place, plaże, do szkół, dyskotek, barów i ośrodków rekreacyjnych – spotykałam ludzi, odczuwających głęboką pustkę i pragnienie. Ale też takich, którzy pragnęli dzielić się swoim entuzjazmem. Drzemał w nich wielki zapał. Więc zabieraliśmy ich ze sobą i chodziliśmy ewangelizować. Zrzucaliśmy maski, a serca osób, którym pomagaliśmy, topniały. Łzy lały się litrami.
 
Z czasem zrozumiałam, że muszę znaleźć dla tych wszystkich ludzi jakieś miejsce. Tak powstawały kolejne wspólnoty, o których wspomniałeś. Pozwalają one nieść Prawdę o Bogu wszystkim tym, którzy o Nim zapomnieli.
 
Nie bałaś się?
– Czego?
 
No próbuję sobie wyobrazić siebie w Twojej sytuacji: mam dwadzieścia kilka lat, dyplom skończonych studiów w dłoni i rzucam się w budowanie czegoś wielkiego na „pustyni”, w wielkim mieście.
–  (śmiech) Ano tak! Tego się oczywiście bałam. Bo to był faktycznie szalony pomysł. Szukałam domu i zakładałam wspólnotę „Nowe Horyzonty” otoczona często ludźmi, że tak powiem, powszechnie uważanymi za niewiarygodnych. Ale z drugiej strony – pamiętaj! – zostałam uzdrowiona. Wiedziałam zatem, że dla Boga wszystko jest możliwe.
 
Spodziewałaś się, że Nowe Horyzonty pomogą tak wielu ludziom? Że modlitewna wspólnota Rycerze Światła zyska miliony członków, zaś Miasteczka Niebo, które przywracają do równowagi wyrzuconych poza margines społeczeństwa, będą się prężnie rozwijać? Trudno mi w to uwierzyć, że po ludzku nie dostrzegałaś ryzyka.
– Miałam 27 lat, nie mogłam sobie tego wszystkiego wyobrazić. Przyznaję, wierzyłam i wierzę Bogu, ale przecież nie spodziewałam się, że po latach posługi będę mogła kontemplować tak wielki cud, jakiego On dokonał. Dzisiaj Nowe Horyzonty to 1004 wolontariuszy, 216 centrów szkoleniowych, 216 ośrodków rejestracyjnych i instruktażowych. Dysponujemy też 80 ośrodkami stacjonarnymi do reintegracji i szkoleń, a pięć nowych Miasteczek Niebo zostanie wkrótce otwartych. Do tego Rycerze Światła, liczący 500 tys. członków.
 
Ale tutaj wracamy do początku naszej rozmowy: żadna w tym moja zasługa. Ja podawałam szklankę wody spragnionemu. Bo gdyby nie Bóg i Jego cuda, nie byłoby tego wszystkiego.
 



Chiara Amirante
Założycielka włoskiej wspólnoty Nuovi Orizzonti, pomagającej ubogim i skrzywdzonym w wielu krajach oraz domów dla ludzi z marginesu – Miasteczek Niebo. Dzisiaj Nuovi Orizzonti to blisko 6 mln ludzi na całym świecie. Dzięki działalności wspólnoty powstało 210 ośrodków pomocy. W 2006 r. powołała wspólnotę modlitewną Rycerze Światła, która posługuje nie tylko we Włoszech, ale również w Belgii, Francji, Niemczech i USA.
Chiara Amirante jest również pisarką, autorką wielu bestsellerów. W Polsce nakładem Wydawnictwa Esprit ukazało się tłumaczenie książki Tylko miłość trwa.
Historia życia Chiary, w pełni oddanego osobom uzależnionym, zaczyna się od formacji w ruchu Focolari. Tam odkrywa ona charyzmat wspólnoty, która chce być blisko Chrystusa opuszczonego. Po pewnym czasie przeżywa jednak silne przynaglenie, aby być blisko opuszczonego Jezusa w osobach żyjących w „piekle” społecznych peryferii. Przechodząc kiedyś przez rzymski dworzec Termini, spostrzegła, jak wiele jest tam ludzi opuszczonych: bezdomnych, migrantów, prostytutek. Chiara napisze później w jednej ze swoich książek: „Spotkałam morze zdesperowanych ludzi, tak samotnych, żebraków miłości, poranionych do głębi serca przez ludzką obojętność, opuszczenie, przemoc, ofiary niczym z otchłani piekieł”.
Urodziła się 1966 r. w Rzymie. Jest stałą konsultorką dwóch watykańskich dykasterii. Jest również jedną z nielicznych kobiet powoływanych przez kolejnych papieży do udziału w synodach.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki