Tak się jednak składa, że podpisując ustawy sądowe i ostro polemizując z Komisją Europejską, sam wystąpił jako twarz jednego z walczących ze sobą obozów – wyjątkowo wyraziście po czasie, kiedy chwiał się ze strony na stronę. Nie mam o to do prezydenta pretensji. Nie bardzo miał wybór, skoro parlament uchwalił ustawy sądowe według jego receptury, a nie są one do przełknięcia ani dla instytucji europejskich, ani dla liberalno-lewicowej opozycji. Nie mam też żalu, że nie jest mediatorem, bo ani jedna, ani druga strona nie czeka na taką mediację. Odczuwają to nawet ci ludzie i te ciała, które z powodu pozapolitycznego mandatu w teorii miałyby na to szansę – choćby polscy biskupi.
Już tu kiedyś pisałem, że nie należy idealizować dawnych Polaków, tych z 1918 r., czy tych z 1939 r. Polska była krajem wielkich, bolesnych podziałów. Nie przyniosła w tym względzie uspokojenia dość łagodna, ale jednak dyktatura, a w latach 30. wrogie sobie ideologiczne formacje gotowe były podpalić Polskę w imię własnego zwycięstwa. Na tym tle dzisiejsze inwektywy – w Sejmie czy w sieci – jawią się wciąż jak świergot dzieci.
Zarazem warto zauważyć coś jeszcze. Można się krzywić na tych Polaków, którzy pędzą do Brukseli na skargę, gdy przechodzą rozwiązania nie po ich myśli, istotnie czasami – jak w przypadku ustaw sądowych – kontrowersyjne. I można mieć wątpliwości, czy najlepszą odpowiedzią na unijne napomnienia powinny być buńczuczne pokrzykiwania, że sobie poradzimy bez zachodnich elit, a nie głębsze kalkulacje. Ale gwałtowność tego sporu nie wynika tylko z polskiej zapalczywości. Także z faktu, że Polska stała się nagle jakimś niezwykłym poligonem sporów światowych, i tych przeszłych – w wielu krajach już rozstrzygniętych – i tych, co dopiero się kroją. To, powiedzmy, spór o relacje między władzą sędziowskiej korporacji i demokracją, ale też spór o granice otwartości na ludzi obcych kultur. O rolę religii i tradycyjnego obyczaju, ale też o granice otwartości własnej gospodarki. Skoro Polacy weszli w rolę testujących światowe rozwiązania i dylematy, stali się też agresywni, można by rzec, „za cały świat”. Oczywiście trochę ironizuję. Ale coś w tym jest.
Poczucie podziału i walki „dwóch Polsk” o to, kto kogo, nie wynika tylko z charakteru politycznych liderów z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Kiedy zwróciłem komuś uwagę, że polskie rozwiązania sądowe nie są tak odległe od europejskich, bo w wielu krajach, które nas dziś krytykują też politycy, a nie sędziowska korporacja, namaszczają nowych sędziów, ten ktoś mi odpowiedział: No tak, ale w takich Niemczech, ba – nawet w USA, elity wciąż żyją w atmosferze kończącego się konsensusu. W Polsce go nie ma, więc walka o kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości to walka o to, czyje będzie na górze, a kto znajdzie się na dole.
Jest to walka chwilami odpychająca. Więcej – grożąca wielu polskim interesom, bo nie sposób jest robić samych sensownych rzeczy w kraju pękniętym na pół. Ale ta rola doświadczalnego poligonu nie jest skutkiem czyjegoś widzimisię. Co nie zmienia faktu, że tym bardziej warto w rozmaitych cząstkowych konfliktach szukać jeśli nie kompromisu to chwilowego uspokojenia.
Biskupi od czasu do czasu nam o tym próbują przypominać. Za mało, za słabo? Możliwe, ale przecież i oni nie są wszechmocni. Spodziewam się, że rok 2018 nie ułatwi nam wspólnego świętowania. Musi nam wystarczyć poczucie satysfakcji, że rozstrzygają się u nas ważne sprawy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.








