Logo Przewdonik Katolicki

Angielska służba zdrowia

Chociaż różne rzeczy mówi się o Polakach za granicą, z własnego emigracyjnego doświadczenia pobytu na Wyspach mogę śmiało stwierdzić, że w kwestii ochrony zdrowia bardziej ufam swoim niż obcym.

Na Zachodzie nic mnie już nie zdziwi. Nie dziwi mnie dziecko, które jest mieszanką genetyczną pochodzącą od dwóch „matek” i jednego ojca, w każdym razie od trojga rodziców, jeżeli takie określenie w ogóle istnieje. Przecież jest to prawnie zalegalizowane w Wielkiej Brytanii. Nie dziwią mnie też aborcje, przeprowadzane w zwykłych szpitalach, niczym zabieg kosmetyczny. Zabawnie brzmi wtedy artykuł o kobiecie, która martwi się, że zabiła swoje dziecko, bo przez przypadek połknęła pigułkę wczesnoporonną, a tym razem „życzyła” sobie tego dziecka. Nie dziwi historia Polki, która w czasie ciąży zaczęła krwawić i zaniepokojona zwróciła się z tym do lekarza. Ten stwierdził, że nic nie może z tym zrobić, ponieważ dziecko „zaczyna się” w Anglii dopiero od 10. tygodnia, a ona była dopiero w 9. Dlatego kazał jej obserwować sytuację i… przyjść za tydzień.
 
Ci cudowni lekarze
W publicznej służbie zdrowia wszyscy wydają się bardzo czymś zajęci, lekarze bez ustanku przechadzają się w wypolerowanych na błysk butach, prowadząc niekończące się rozmowy o niczym i wypełniają papierki. Niemal wszyscy są ubrani „po cywilnemu”, a więc ze świecą szukać takiego, który zakłada biały kitel do pracy albo chociaż zmienia obuwie. Nikogo to nie dziwi, ponieważ standardy higieny są takie, że nawet zużyte, zakrwawione strzykawki znajduje się czasem pod łóżkami pacjentów.
Równie dużą niefrasobliwością wykazali się lekarze, którzy na pogotowiu przyjęli mężczyznę ze złamaną łopatką. Po obejrzeniu zdjęcia rentgenowskiego poradzili mu, aby… przyszedł za tydzień. Ale ten już nie przyszedł. Nie mógł podnieść się z łóżka. A łopatka sama się jakoś zrosła. Działanie angielskich lekarzy jest… cudowne. Tak cudowne, że nawet nie musieli nic robić.
Tak samo cudowna była lekarka, która kobiecie z silnymi bólami menstruacyjnymi chciała przepisać tabletki antykoncepcyjne. – No wiesz – powiedziała – za jednym zamachem wrzucisz dwa kamyczki do ogródka. I nie będzie cię bolało, i nie będziesz mieć dzieci – stwierdziła z uśmiechem, jakby inne metody nie wchodziły w grę. Kobieta nie chciała przyjmować tabletek hormonalnych, więc lekarka wręczyła jej kartkę z informacjami nie wybiegającymi ponad standardy Wikipedii, o tym, jakie tabletki przeciwbólowe powinna łykać. Nawet jej nie zbadała.
Średnia wieku angielskich lekarzy to poniżej 35 lat, a ich młody wiek jest często przyczyną zabawnych nieporozumień. Trudno bowiem brać na poważnie takiego lekarza, który dopiero co skończył studia, a więc na standardy angielskie ma nie więcej niż 25 lat. Byłam świadkiem, kiedy młody lekarz, wyglądający na niewiele ponad 18 lat, tłumaczył długo starszej kobiecie przyczyny, objawy i sposób leczenia jej choroby, a gdy skończył, ta rzekła: „To wszystko bardzo ciekawe, ale co prawdziwy lekarz o tym sądzi?”.
Godne odnotowania jest również to, że tutaj prawdziwymi specjalistami w dziedzinie medycyny są Hindusi, Filipińczycy lub… Polacy. To są autentyczni fachowcy, którzy i strojem, i zachowaniem, i kulturą osobistą pokazują, że mają pojęcie o tym, co robią.
 
Lecząca uprzejmość
Kiedy przyjeżdża się do Anglii, warto wiedzieć, że tutaj podstawowym i uniwersalnym lekiem na wszystkie choroby jest paracetamol. To najczęściej, w niewielkich ilościach, podawany środek w szpitalach. I z jednej strony to dobrze, bo ludzie nie są przyzwyczajeni, by łykać tabletkę, gdy tylko coś zacznie boleć, ale dopiero, kiedy w skali bólu od 1–10 jesteśmy mniej więcej przy 9. Nie ma tu takiej lekomanii jak w Polsce i wszechobecnych reklam środków farmakologicznych. Ludzie dbają o siebie raczej poprzez wizyty u fryzjera i kosmetyczki. Stać ich na to, aby nawet codziennie być w takich miejscach. To poprawia im samopoczucie – a mam wrażenie, że w służbie zdrowia dobre samopoczucie jest często ważniejsze niż fachowe leczenie. Miła pielęgniarka podająca herbatę czasem lepiej wypadnie według angielskich standardów niż fachowy, ale gburowaty specjalista, który przeprowadzi trudny zabieg. A nawet jeśli noga nie zrośnie się jak trzeba, nie ma tu typowego polskiego narzekania. Cierpliwość i uprzejmość, nawet kiedy chce ci się zgrzytać zębami ze złości, są tu na pierwszym miejscu. I tego od Anglików możemy się uczyć.
Chyba jednak nie jest aż tak zła ta angielska, trochę flegmatyczna i niefrasobliwa służba zdrowia. Ludzie spokojnie dożywają tu stu lat, a dzieci – te, którym pozwala się żyć – nadal się rodzą. Aczkolwiek, mając wybór, wolałabym leczyć się w Polsce. Nie chciałabym czekać tydzień ze złamaną ręką lub nogą, aż sama cudownie się zrośnie.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki