Logo Przewdonik Katolicki

Papież w Auschwitz: miłość przeciw śmierci

Mirosław Sobiech
Fot.

Nie mogłem tutaj nie przybyć jako papież powiedział Jan Paweł II w Oświęcimiu, na terenie obozu zagłady Auschwitz, który odwiedził 7 czerwca 1979 r. w szóstym dniu swojej historycznej pielgrzymki do Ojczyzny. Kiedy jednak Ojciec Święty mówił tam, że jeden naród nie może żyć kosztem drugiego, wszyscy czuli, że chodzi mu nie tylko o zbrodnie nazizmu.

„Nie mogłem tutaj nie przybyć jako papież” – powiedział Jan Paweł II w Oświęcimiu, na terenie obozu zagłady Auschwitz, który odwiedził 7 czerwca 1979 r. – w szóstym dniu swojej historycznej pielgrzymki do Ojczyzny. Kiedy jednak Ojciec Święty mówił tam, że jeden naród nie może żyć kosztem drugiego, wszyscy czuli, że chodzi mu nie tylko o zbrodnie nazizmu.

 

W Oświęcimiu i tamtejszym, byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz, który leży zaledwie sześćdziesiąt kilometrów od Krakowa, kard. Karol Wojtyła, metropolita krakowski, bywał jako duszpasterz wielokrotnie. Oczywiste więc, że pojawił się tam z potrzeby serca także jako papież, w czasie pamiętnej, pierwszej pielgrzymki do Polski (2–10 czerwca 1979 r.). Jan Paweł II pragnął pomodlić się w miejscu męczeńskiej śmierci świętego (wówczas jeszcze, od 17 października 1971 r. – błogosławionego) ojca Maksymiliana Marii Kolbego. Trudno bowiem o przykład postaci i postawy bardziej heroicznej oraz mocniej wyrażającej chrześcijańską ideę ufności w Boga, poświęcenia oraz miłości i oddania wobec drugiego człowieka.

 

Zwycięstwo wiary i miłości

To fakty powszechnie znane, ale warte nieustannego przypominania, co podczas pielgrzymki zaznaczył Jan Paweł II. Oto franciszkanin z Niepokalanowa, Maksymilian Maria Kolbe (więzień Auschwitz nr 16670), dobrowolnie wybrał śmierć głodową w zamian za ocalenie skazanego współwięźnia Franciszka Gajowniczka. Wycieńczony zakonnik, współtwórca Rycerstwa Niepokalanej i założyciel największego klasztoru katolickiego na świecie, 14 sierpnia 1941 r. został dobity zastrzykiem z trującego fenolu, natomiast wybawiony przez niego sierżant Wojska Polskiego trafił do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, gdzie doczekał wyzwolenia przez Amerykanów i zmarł w Brzegu wiele lat po wojnie – w roku 1995. Papież chciał oddać się modlitwie i medytacji w tym szczególnym miejscu, w którym „zwycięstwo przez wiarę i miłość” odniósł „z zawodu ksiądz katolicki” (jak pisali o nim Niemcy w rejestrach obozowych), ale przede wszystkim – co w swojej oświęcimskiej homilii podkreślił Jan Paweł II – „z powołania: syn św. Franciszka, z urodzenia: syn prostych, pracowitych, bogobojnych ludzi, włókniarzy z okolic Łodzi, z łaski Bożej i osądu Kościoła: błogosławiony”. Którego – dodajmy od razu – już trzy lata po pobycie w Oświęcimiu (10 października 1982 r.) Jan Paweł II kanonizował jako męczennika.

 

Wizyta (nie)obowiązkowa

Papież Polak miał wszelkie powody duchowe, moralne, religijne i po prostu ludzkie, aby w trakcie pielgrzymki do Ojczyzny przybyć także do Oświęcimia, ale nie ma co ukrywać, że na jego wizytę w KL Auschwitz bardzo nalegały władze PRL – z powodów ściśle politycznych. Rządzący krajem komuniści słusznie spodziewali się, że Ojciec Święty będzie w swych homiliach mówił o ludzkiej godności, o prawach człowieka i konieczności ich poszanowania, więc chcieli propagandowo przekierować te papieskie rozważania w stronę jednego tylko totalitaryzmu: hitlerowskiego, nazistowskiego, tak aby przysłonił on kwestie zbrodni, represji, łamania praw człowieka w systemie pokrewnym: sowieckim, komunistycznym, także będącym bolesnym doświadczeniem Polaków. W ocenie władz PRL wizyta w obozie koncentracyjnym Auschwitz była obowiązkowym „punktem programu” dla każdej ważnej delegacji zagranicznej. Bowiem uwypuklenie zbrodni niemieckich nazistów na narodzie polskim – poza oczywistymi względami moralnymi i historycznymi – służyło zarazem odpychaniu dyskusji na temat zbrodni i antypolskiego charakteru komunizmu, który został Polakom narzucony po wojnie. Nikt w PRL nie mógł nawet wspomnieć o tym, że w wyniku tajnego układu niemiecko-sowieckiego z 1939 r. ZSRR zajął większą nawet część Polski (201 000 km kw.) niż III Rzesza (188 700 km kw.). A wielomilionowe polskie ofiary wojny można było w PRL przypisywać jedynie hitlerowcom, bez uwzględnienia Katynia i innych sowieckich zbrodni ludobójstwa, w tym deportacji setek tysięcy Polaków na Syberię i do Kazachstanu, wyniszczania ich pracą, głodem i torturami, czystek klasowych, egzekucji, prześladowań. 

 

Nigdy jeden przeciw drugiemu

Kiedy jednak Jan Paweł II w oświęcimskiej homilii głosił, że „nigdy jeden naród nie może rozwijać się kosztem drugiego, za cenę jego uzależnienia, podboju, zniewolenia, eksploatacji i śmierci”, to słuchacze nie mieli wątpliwości, że w tej refleksji papież wykracza poza agresję i bestialstwo niemieckich nazistów z lat 1939–1945. Ojciec Święty podkreślił w Auschwitz, że jest synem narodu, który doznał szczególnych cierpień od innych, ale głosząc tam homilię, nie chciał „wymieniać tych drugich po imieniu”. Dlaczego? Po to – wyjaśnił klarownie – aby nie oskarżać, ale także po to – można się domyślać – aby kwestii wojennych i okupacyjnych zbrodni, totalitarnego deptania godności i życia ludzkiego, nie zawężać, nie sprowadzać do jednej tylko strony, jednego wymiaru, jednej politycznej narracji. Słowa Jana Pawła II w sensie politycznym brzmiały na tyle oględnie, że władze PRL nie mogły ich krytykować czy dezawuować (jak to miały czasem w zwyczaju), a jednocześnie były na tyle uniwersalne, że nie rządzący w PRL nie mogli ich wprząc do swojej propagandy. Przeciwnie, przesłanie Ojca Świętego zostało najpewniej uznane za zbyt „ogólne”, nie dość „pryncypialne” i nie dość ostro podkreślające winy hitlerowców. „Papież stanął przed niełatwym zadaniem – dania świadectwa prawdzie, a równocześnie spełnienia wszystkich oczekiwań” – napisali autorzy jednego z opracowań na temat podróży Jana Pawła II do Polski. O tym, jak mądrze sobie z tym zadaniem poradził, niech świadczy treść homilii sprzed 35 lat, której fragmenty zostały przypomniane na sąsiedniej stronie.

 

Trzy tablice pamięci

Pobyt papieża w Oświęcimiu nie trwał wprawdzie długo, gdyż wcześniej tego samego dnia Jan Paweł II odwiedził Kalwarię Zebrzydowską i rodzinne Wadowice, ale bez wątpienia miał wartość również edukacyjną i symboliczną. Dziś wyda się to pewnie dziwne, lecz pod koniec lat 70. wiedza na temat tego, co działo się w KL Auschwitz, a zwłaszcza kim były ofiary tej wielkiej „fabryki śmierci”, w Polsce poddana została przekłamaniom, a i świecie nie była ani zobiektywizowana, ani dostatecznie upowszechniona. W szkołach w PRL nie mówiło się wprost, że większość ofiar nazistowskiego obozu stanowili polscy Żydzi (mówiło się raczej o Polakach), z kolei opinia publiczna na Zachodzie wiedziała o Holokauście, ale nie miała pojęcia, że największą po Żydach grupą więźniów w oświęcimskim obozie byli Polacy i w mniejszej liczbie inne narody słowiańskie. Dlatego przechodząc pomiędzy barakami, Ojciec Święty z rozmysłem zatrzymał się przy trzech tablicach upamiętniających eksterminowanych: w języku hebrajskim, rosyjskim i polskim, do czego nawiązał także w homilii. Mówił, że naród, który otrzymał od Boga Jahwe przykazanie „Nie zabijaj”, w szczególnej mierze doświadczył na sobie zabijania. Przestrzegał, że „nie wolno nam przejść obojętnie” obok tablicy z inskrypcją rosyjską, a na koniec przypomniał, że w wojnie zginęło 6 mln Polaków, czyli jedna piąta część narodu. Wymowę tablicy w języku polskim Jan Paweł II scharakteryzował takimi słowami: „Jeszcze jeden etap wiekowych zmagań (...) mojego narodu o podstawowe swoje prawa wśród narodów Europy. Jeszcze jeden głośny krzyk o prawo do własnego miejsca na mapie Europy. Jeszcze jeden bolesny rozrachunek z sumieniem współczesnej ludzkości”.

 

Modlitwa w celi śmierci

Atmosfera wizyty papieża w niemieckim obozie zagłady siłą rzeczy musiała być bardziej wyciszona, a jej przebieg bardziej refleksyjny i kameralny niż w czasie otwartych spotkań z wiernymi, co jednak nie zmniejszyło zainteresowania pielgrzymów. Po pobycie w ukochanych Wadowicach, około godz. 15.00 Jan Paweł przyleciał helikopterem do Oświęcimia, w pobliże tamtejszego obozu, gdzie czekała na niego nieduża grupa ludzi, głównie witające delegacje. Główną uroczystość przygotowano bowiem w oddalonym o trzy kilometry obozie w Brzezince (Birkenau), a w tamtym rejonie zebrał się już gigantyczny, szacowany na ponad milion osób tłum. Ściśnięci ludzie nie zważali na niewygody, stali w milczeniu albo śpiewali pieśni religijne. Tymczasem Ojciec Święty przeszedł od bramy głównej KL Auschwitz do bloku XI zwanego „blokiem śmierci”, aby nawiedzić celę, w której zmarł męczeńsko św. Maksymilian Kolbe. W tym szczególnym miejscu papież modlił się na klęczkach w skupieniu, a potem pocałował posadzkę i złożył na niej kwiaty i pamiątkowy paschał. Następnie przeszedł pod „ścianę śmierci”, gdzie dokonywano egzekucji więźniów, i tam znowu na długo zatonął w modlitwie, klęcząc i zasłaniając oczy ręką. Msza św. odbyła się natomiast na terenie KL Birkenau – przy wielkim ołtarzu polowym, który zbudowano obok rampy kolejowej, na której były „rozładowywane” kolejne transporty więźniów. Niezwykłą wymowę miał fakt, że papież koncelebrował Mszę wraz z licznymi kapłanami – byłymi więźniami hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Ostatni akcent pobytu Jana Pawła II w Oświęcimiu stanowiła modlitwa przy pomniku Męczeństwa Narodów, który przypomina, że w KL Auschwitz-Birkenau niemieccy naziści wymordowali (od 14 czerwca 1940 r. do 27 stycznia 1945 r.) około 4 mln osób reprezentujących dwadzieścia pięć narodowości.

 

Wołanie o pokój

Oświęcimska część papieskiej pielgrzymki do Ojczyzny z czerwca 1979 r. była inna od wszystkich pozostałych spotkań, gdyż wymagała niezwykłego skupienia, także ze strony wiernych. Ludzie powstrzymywali się do wiwatów i wybuchów radości, ale jednak potrafili reagować spontanicznie. Kiedy papież wołał: „Pokój, tylko pokój winien kierować losami narodów i całej ludzkości”, rozległa się burza oklasków, a po nich dał się słyszeć chóralny i poruszający śpiew zgromadzonych: „Przed Twe ołtarze zanosim błaganie: Ojczyznę wolną, pobłogosław, Panie!”. Wzruszenie i przejęcie przez cały czas towarzyszyło także Ojcu Świętemu. Nic dziwnego, że homilię w KL Auschwitz-Birkenau zakończył wymownymi słowami: „Moi drodzy bracia i siostry, nie mam już nic więcej do powiedzenia. Przychodzą mi tylko na myśl słowa Suplikacji: «Święty Boże, Święty mocny, Święty a nieśmiertelny!... Od powietrza, głodu, ognia i wojny... i wojny, wybaw nas, Panie!»”

Niezwykła aura tych słów trwała jeszcze, gdy wieczorem Jan Paweł II śmigłowcem powrócił do Krakowa. Tam znowu czekał na niego tłum wiernych, z którym papież odmówił Apel Jasnogórski. A potem nastąpiły trzy ostatnie (8–10 czerwca 1979 r.), również niezwykle emocjonalne dni pielgrzymki – w Nowym Targu oraz Krakowie.

 


Fragmenty homilii, którą Jan Paweł II wygłosił 7 czerwca 1979 r. w czasie Mszy św. odprawionej na terenie byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau:

 

[...] W tym miejscu straszliwej kaźni, która przyniosła śmierć czterem milionom ludzi z różnych narodów, o. Maksymilian Kolbe odniósł duchowe zwycięstwo, podobne do zwycięstwa samego Chrystusa, oddając się dobrowolnie na śmierć w bunkrze głodu — za brata. Ten brat żyje do dzisiaj na polskiej ziemi i jest wśród nas.

 

Czy tylko on jeden – Maksymilian Kolbe – odniósł zwycięstwo, które odczuli natychmiast współwięźniowie i do dzisiaj odczuwa je Kościół i świat? Zapewne wiele zostało tu odniesionych podobnych zwycięstw, jak choćby – śmierć w krematorium obozowym siostry Benedykty od Krzyża, karmelitanki, w świecie Edyty Stein, z zawodu – filozof, znakomita uczennica Husserla, która stała się ozdobą współczesnej niemieckiej filozofii, a pochodziła z żydowskiej rodziny zamieszkałej we Wrocławiu. [...]

 

Ile tutaj odniesiono podobnych zwycięstw? Odnosili je ludzie różnych wyznań, różnych ideologii, zapewne nie tylko wierzący.

 

Pragniemy ogarnąć uczuciem najgłębszej czci każde z tych zwycięstw, każdy przejaw człowieczeństwa, które było zaprzeczeniem systemu systematycznego zaprzeczania człowieczeństwa.

 

Na miejscu tak straszliwego podeptania człowieczeństwa, godności ludzkiej — zwycięstwo człowieka!

 

Czyż ktoś na świecie może się jeszcze dziwić, że papież, który tu, na tej ziemi urodził się i wychował, papież, który przyszedł na Stolicę Piotrową z Krakowa, z tej archidiecezji, na terenie której znajduje się obóz oświęcimski, że ten papież pierwszą encyklikę swego pontyfikatu zaczął od słów Redemptor hominis – i że poświęcił ją w całości sprawie człowieka, godności człowieka, zagrożeniom człowieka – prawom człowieka wreszcie! Niezbywalnym prawom, które tak łatwo mogą być podeptane i unicestwione... przez człowieka! Wystarczy ubrać go w inny mundur, uzbroić w aparat przemocy, w środki zniszczenia, wystarczy narzucić mu ideologię, w której prawa człowieka są podporządkowane wymogom systemu, podporządkowane bezwzględnie, tak że faktycznie nie istnieją.

 

Przybywam tu dzisiaj jako pielgrzym. Wiadomo, że nieraz tutaj bywałem... bardzo wiele razy! Wiele razy schodziłem do celi śmierci Maksymiliana Kolbe, wiele razy klękałem pod murem zagłady i przechodziłem wśród rozwalonych krematoriów Brzezinki. Nie mogłem tutaj nie przybyć jako papież. [...]

 

Oświęcim jest świadectwem wojny. To wojna niesie z sobą ów nieproporcjonalny przyrost nienawiści, zniszczenia, okrucieństwa. A jeśli nie da się zaprzeczyć, że objawia również inne możliwości ludzkiej odwagi, bohaterstwa, patriotyzmu, to jednak rachunek strat przeważa. Coraz bardziej przeważa – im bardziej wojna staje się rozgrywką wyrachowanej techniki zniszczenia. Za wojnę są odpowiedzialni nie tylko ci, którzy ją bezpośrednio wywołują, ale również ci, którzy nie czynią wszystkiego, co leży w ich mocy, aby jej przeszkodzić. [...]

 

Nigdy jeden naród nie może rozwijać się kosztem drugiego, nie może rozwijać się za cenę drugiego, za cenę jego uzależnienia, podboju, zniewolenia, za cenę jego eksploatacji, za cenę jego śmierci. To są myśli Jana XXIII, Pawła VI o pokoju w świecie współczesnym. Słowa te wypowiada zaś ich niegodny następca. Ale mówi je równocześnie syn narodu, który doznał w swych dziejach, dalszych i bliższych, wielorakiej udręki od drugich. Pozwólcie jednak, że nie wymienię tych drugich po imieniu – pozwólcie, że nie wymienię... Stoimy na miejscu, na którym o każdym narodzie i o każdym człowieku pragniemy myśleć jako o bracie. A jeżeli w tym, co powiedziałem, była także gorycz – moi drodzy bracia i siostry, nie powiedziałem tego, żeby kogokolwiek oskarżać, powiedziałem po to, żeby przypomnieć.

 

Mówię bowiem nie tylko ze względu na tych, którzy polegli w czterech milionach ofiar na tym olbrzymim polu; mówię w imieniu wszystkich narodów, których prawa są zapoznawane i gwałcone. Mówię, bo obowiązuje mnie, obowiązuje nas wszystkich prawda. Mówię, bo obowiązuje mnie, obowiązuje nas wszystkich troska o człowieka.

 

 

I dlatego proszę wszystkich, którzy mnie słuchają, ażeby skupili się, ażeby skupili wszystkie siły w trosce o człowieka. Tych zaś, którzy słuchają mnie z wiarą w Jezusa Chrystusa, proszę, ażeby skupili się w modlitwie o pokój i pojednanie. [...]

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki