Korzenie i skrzydła

Są dwie trwałe rzeczy, które możemy dać w spadku naszym dzieciom: pierwsze to korzenie, druga to skrzydła - W. Hodding Carter.
Czyta się kilka minut

„Są dwie trwałe rzeczy, które możemy dać w spadku naszym dzieciom: pierwsze to korzenie, druga – to skrzydła” - W. Hodding Carter.

Myślę, że to najlepsza recepta na szczęśliwe dzieciństwo. Każde dziecko potrzebuje bezpieczeństwa, a więc osadzenia w czasie i przestrzeni (korzenie) oraz odwagi, która pomaga mu odkryć samego siebie (skrzydła). Dziecko rodzi się bezbronne i rośnie w siłę stopniowo, a rolą dorosłego jest mu na to pozwolić (tzn. nie hamować go w rozwoju i nie odbierać wiary we własne możliwości). Wiedza, którą zdobywa o świecie i o sobie samym jest procesem, a więc czymś, rozciągniętym w czasie. Dziecko czerpie ją z bezpośredniego kontaktu z otaczającą rzeczywistością na zasadzie prób i błędów, co wiąże się z szansą sukcesu i ryzykiem niepowodzenia. Niestety, nadopiekuńczy rodzice często wchodzą dziecku w paradę i chroniąc je przed grożącymi niebezpieczeństwami, izolują od życia i odbierają twórczą moc, czyli skrzydła. Jeśli rodzic pakuje dziecku tornister, utwierdza je w przekonaniu, że samo nie jest w stanie tego zrobić. Jeśli nie pozwala współuczestniczyć w pracach domowych, komunikuje mu, że się do tego nie nadaje (bo jest za małe, niezdarne, powolne). Tymczasem dziecko chce uczestniczyć i chce się nadawać. Chce być szczęśliwe, ponieważ szczęście to branie i dawanie, to czynny współudział w tworzeniu świata.

Dzieciństwo, które minęło…

Z nostalgią wspominam własne dzieciństwo – klucz na szyi, dwa kilometry do szkoły, przez cmentarz i pod górkę, arcyważne debaty pod trzepakiem, wyławianie złota z kałuży, leśne wyprawy po „złote runo”, sprawę przemądrzałej Ewki, której nie chcieliśmy przyjąć do bandy (Ewka w końcu spuściła z tonu). Owszem, to były inne czasy, ale czy chodzi tylko o to? Nie tylko. Teraz mieszkam w Brazylii (o tym za chwilę), ale piszę i ilustruję książki dla polskich dzieci i co roku spotykam się z nimi w różnych częściach kraju. Odnoszę wrażenie, że tym dzieciom coś zabrano. Z jednej strony pozbawiono je osobowości (zbyt dużo zakazów lub nakazów albo odwrotnie – bezstresowe wychowanie = brak granic = zachwianie poczucia bezpieczeństwa = brak korzeni), z drugiej – zubożono je społecznie, upośledzono obywatelsko (rodzice z zapalczywością dzikich zwierząt mieszają się w sprawy dzieci i rozstrzygają je na własnych niezawisłych obradach = pozbawianie dzieci prawa decydowania o samych sobie = ubezwłasnowolnienie = brak samodzielnego myślenia = powtarzanie sądów dorosłych = odebranie dzieciństwa). Najgorzej sprawy mają się w dużych miastach, gdzie odurzeni wyjątkowością swych genialnych dzieci rodzice gotowi są poświęcić wszystko, by udowodnić rodzicom konkurentom, że to nie ich Denisek, ale krnąbrny Adaś ciągnął za ogon kota pani woźnej. Tymczasem spór powinni rozstrzygnąć Denisek z Adasiem, bo to w końcu ich sprawa. Dorosły oczywiście może w tej waśni uczestniczyć, ale na zasadzie bezstronnego opiekuna, a nie gotującego się do walki koguta-nielota, który traktując swoje dziecko przedmiotowo (pozbawiając je prawa głosu i wyrokując w sprawie), również pozbawia je skrzydeł, a więc tożsamości.

Moje korzenie i skrzydła

Mam to szczęście, że dostałam zarówno korzenie, jak i skrzydła, ponieważ rodzice nie przeszkadzali mi w samodzielnym odkrywaniu świata. Byli obecni, ale nienachalni; byli czujni, ale nie natrętni; mieli swoje dorosłe królestwo i pozwolili mi stworzyć własne – dziecięce. Świat rodziców był odgrodzony od mojego grubą kreską. I dobrze. Dawało mi to poczucie bezpieczeństwa, ustawiało hierarchię, a nawet onieśmielało (co jest zawsze z pożytkiem dla budujących się w tym czasie autorytetów). Świat dorosłych był nieosiągalny, ale właśnie taki miał być – rodzice nie wplątywali mnie w swoje sprawy i nie wikłali się w moje. Ale wiedziałam, że są blisko i w razie czego pomogą. Natomiast w moim świecie panowała całkowita wolność. To ja podejmowałam decyzje i ponosiłam ich konsekwencje. Kiedy nie wyprowadziłam Azora i biedak nie wytrzymał, posprzątałam bez dyskusji (pies należał do mojego świata). Było to na tyle nieprzyjemne, że już nigdy się nie powtórzyło. Kiedy wepchnęłam Magdę w pokrzywy (przegrałam z nią w dwa ognie), a ona w odwecie przez trzy miesiące nie chciała wejść do mojej drużyny, zrozumiałam, że nie tędy droga i nigdy więcej tego nie zrobiłam.

Nikt z nas nie kablował, nie donosił. Rozstrzygaliśmy swoje sprawy na własnym podwórku. Dzięki temu uczyliśmy się na błędach, wyciągaliśmy wnioski, szliśmy dalej. I fruwaliśmy. Ale zawsze z tą świadomością – że tam, za drzewem, za ścianą, za plecami, są rodzice, są i czuwają. Wszechobecni i niewidzialni. Jak Bóg.

W Brazylii czas się zatrzymał…

Gdy trzy lata temu przeprowadziłam się do Brazylii, miałam wrażenie, że cofnęłam się w czasie. Zobaczyłam własne dzieciństwo, tylko w barwniejszej scenerii niż to z okresu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (wielkie kolorowe motyle, szemrzące wodospady i całoroczne słońce kontra posępne wrony, szare blokowiska i ołowiane niebo przez dwie trzecie roku). Brazylijskie dzieci przypominały te polskie, sprzed 30 lat. Podczas kiedy sąsiadki spijały leniwie poobiednią kawę, ich dzieci wskakiwały w kałuże i taplały się w błocie (całe!), a potem czarne jak nieboskie stworzenia straszyły przechodniów. Ktoś się zaśmiał, ktoś wystraszył, jakiś maluch rozpłakał – samo życie. Te dzieci wyglądały... jak dzieci: pod nosem miały smarki, na kolanach strupy-trofea, na koszulkach plamy, a w oczach blask.

Brazylijskim dzieciom pozwala się korzystać z przywilejów dzieciństwa. Co to oznacza? Znaczy to tylko tyle, że się ich nie osacza, że daje się im wolność. Bezstresowe wychowanie? Nic podobnego! Dzieci pracują, pomagają rodzicom, dziadkom i pradziadkom, słowem mają swoje obowiązki  (pokoleniowa solidarność, szacunek dla rodowej starszyzny). Nie wiedzą, co to jest bunt, bo obowiązek nie jest nieprzyjemnym dodatkiem, ale czymś naturalnym, czyli składową częścią życia. Nie znają nudy, ponieważ to nie rodzice organizują im wolny czas (bombardowanie coraz wymyślniejszymi atrakcjami), ale one same wymyślają codziennie nowe zabawy (zabawa źdźbłem trawy, korą drzewa czy przydrożnym kamykiem).

Dwa światy

Jest jedna szkolna lektura, którą kochają wszyscy, bez wyjątku. To Dzieci z Bullerbyn. Dlaczego ta książka tak podoba się dzieciom? Ano właśnie dlatego, że dzieci są tam dziećmi, a dorośli dorosłymi i że te dwa światy są od siebie oddzielone. Ale jednocześnie są sobie bardzo bliskie, bo współistnieją na zasadzie kurateli, którą roztacza starszy i doświadczony nad młodszym i niedoświadczonym, a nie przedmiotowej przynależności (dziecko JEST WŁASNOŚCIĄ dorosłego). Rodzice z Bullerbyn czuwają nad swoimi pociechami dyskretnie, przyglądają się im jakby z ukrycia. Angażują je w domowe prace, ale również pozwalają na nieskrępowaną zabawę. Dzieci z Bullerbyn korzystają z tych przywilejów bez ograniczeń i nie zawsze robią to, co jest bezpieczne. Czy to źle? Bardzo dobrze!

Kochani Rodzice! Pozwólcie dzieciom pofrunąć. Nie przygniatajcie ich własnymi lękami, niespełnionymi ambicjami i emocjonalnymi brakami. Kochajcie je i wspierajcie, bo tylko tak możecie dać im skrzydła i korzenie, czyli po prostu... szczęście.


Eliza Piotrowska – autorka i ilustratorka książek dla dzieci, laureatka licznych nagród literackich i inicjatyw edukacyjnych, historyk i krytyk sztuki, tłumacz z języka włoskiego, współpracuje z czasopismami dla dzieci i dorosłych, mieszka w Brazylii.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 22/2014