To nie jest miejsce dla aniołów

Jest ich około trzydziestu. Pochodzą z różnych stron Polski, czasem z bardzo daleka. Trafili tu za karę. Ale i oni potrafią okazać serce, zrobić coś charytatywnie. Nie tylko przy okazji Bożego Narodzenia.
Czyta się kilka minut

Mają po kilkanaście lat i podobną historię. Rodziców, którzy nie radzili sobie z ich wychowaniem. Wagary i olbrzymie zaległości w szkole. Alkohol i papierosy. Agresja i autoagresja. Wreszcie orzeczenie sądu o ograniczeniu władzy rodzicielskiej dla ich rodziców, wizyty kuratora, czasem wyrok o umieszczeniu w zakładzie poprawczym, wydany w zawieszeniu. I sądowa decyzja o zastosowaniu przymusu: o umieszczeniu ich w ośrodku, gdzie już nie będą mogli uniknąć obowiązku szkolnego, a wychowawcy lepiej zadbają o ich rozwój niż rodzice. Wszyscy są nieletni. Wszyscy trafiają tu ze stwierdzeniem o upośledzeniu w stopniu lekkim, choć – jak przyznają wychowawcy – często stwierdzenie to wynika jedynie z zaniedbań i zaległości w nauce, po pewnym czasie pobytu w ośrodku okazuje się, że chłopcy mieszczą się w intelektualnej normie albo na jej granicy.

Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy w Bielicach – to zdecydowanie nie jest miejsce dla aniołów.

Ten czas chcemy wykorzystać

„Życia krótką historię chcemy dziś przedstawić tobie, nie znasz nas, powiemy tobie kilka zdań o sobie. Gdzie w rodzinnym domu nigdy się nie przelewało, gdzie miłości i szczerości zawsze było za mało. Tak się właśnie zaczęły pierwsze życia zakręty, pierwsze z domu ucieczki, pierwszy hajs, pierwsze skręty, ze szkoły wagary po browary i towary, pierwszy konflikt z prawem i pierwsze przypały, pierwsza sprawa karna w wieku jedenastu lat”.

Tak o sobie śpiewają wychowankowie MOW: śpiewają, bo wśród wielu zajęć mają również te muzyczne. Ze swoim opiekunem Pawłem Skowrońskim nagrali teledysk jako MOW Squad i umieścili go w internecie. W kapturach na głowie, chłopcy na widok których niejeden przeszedłby na drugą stronę ulicy rapują: „Tkwimy w tym ośrodku już od kilku lat, lecz ten czas chcemy wykorzystać, by lepszym być człowiekiem i już nigdy nie być złym”.

Droga do bycia lepszym człowiekiem wiedzie tu między innymi przez muzykę. Wiedzie przez zajęcia z modelarstwa, teatralne czy ekologiczne. Wiedzie przez sport i uczenie się świadomego ojcostwa: chłopcy już teraz ćwiczą, jak bezpiecznie wykąpać czy przewinąć niemowlę. Prowadzi wreszcie przez praktyczne bycie dobrym dla innych – przez wolontariat.

Historia wolontariatu w MOW zaczęła się na cmentarzu. W 2007 roku, kiedy ośrodek dopiero powstawał, kilkoro wychowawców zabrało chłopców na cmentarz w pobliskim Mogilnie. Chodziło wtedy o jednorazową akcję: o sprzątnięcie opuszczonych i najbardziej zaniedbanych grobów. To, co było spontanicznym pomysłem, szybko zamieniło się w zorganizowane działanie. Na skraju mogileńskiego cmentarza, na opadającym ku jezioru zboczu wzgórza znajdują się groby małych dzieci, niektóre bardzo stare. Społecznie opiekowała się nimi pani Alicja Dłutkowska: pod jej okiem wychowankowie MOW zaczęli dbać tam o czystość, wyrównali i utwardzili prowadzącą do grobów dróżkę, ułożyli krawężniki. Później postarali się o demontowane w parku ławki: pomalowali je i ustawili wzdłuż ścieżki, biegnącej przez dziecięcy cmentarzyk.

Z cienia niezrozumienia wyjść

„Minął czas włóczenia się bez sensu po ulicach. Zamiast tego widzę mury oraz kraty w każdym oknie. Straciłem swoją wolność, lecz czasu nie cofnę. Zawsze miałem marzenia, aby z cienie niezrozumienia wyjść, by każdy zaczął w końcu mnie doceniać, a zmartwienia i niepowodzenia umieć zatrzymać – o tym zawsze marzy tutaj każdy dobry chłopaczyna”.

Cmentarz był pierwszy, ale zaraz potem pojawiła się myśl, że tak właśnie trzeba: reagować na bieżąco na to, co boli lokalną społeczność.

Chłopcy z odległych krańców Polski, chłopcy z wyrokami zaczęli czynnie działać na rzecz małego Mogilna. Zaopiekowali się klombem przed wejściem do Pogotowia Ratunkowego, a stare ogrodzenie oczyścili i pomalowali. Pomagają sprzątać po koncertach i festynach, a zimą również odśnieżać miasto. Biorą udział w akcjach antyalkoholowych, rozwieszając plakaty na ten temat. Sadzą drzewka. Dbają o konie z pobliskiej hodowli. Razem z PCK zbierają odzież dla powodzian i włączają się w dystrybucję kalendarzy, z których dochód przeznaczony jest na zakup obuwia dla dzieci z ubogich rodzin: takich samych rodzin, z których oni wyrośli. Na bieżąco pamiętają, że jedno kliknięcie w brzuch internetowego „Pajacyka” pozwala dożywić jedno głodne dziecko. W wolontariat angażują się dobrowolnie, ale działa w nim regularnie przynajmniej połowa wszystkich wychowanków MOW

Nie oglądać nigdy życia przez kraty

„Nie ma sensu patrzeć w tył, ziomek, do góry głowa, trzeba swoje odsiedzieć a potem zacząć żyć od nowa, zrobić rachunek życia, zliczyć wszystkie straty i już więcej nie oglądać nigdy życia przez kraty. Trzeba uczciwie żyć, tu się tego nauczyłem, i nie czynić drugiemu, co tobie nie jest miłe. Przewidywać konsekwencje swojego zachowania, nie pozwolić by przeze mnie matka znów płakała”.

Boże Narodzenie to czas szczególnie pracowity dla wolontariuszy z MOW. I nie chodzi tu już o jednorazową akcję, ale o ciężką pracę.

– Chcieliśmy, żeby wychowankowie mogli nieść bardzo konkretną pomoc ludziom, którzy najbardziej cierpią, i żeby było to w miarę niedaleko – tłumaczy jeden z opiekunów koło wolontariuszy, Michał Białkowski. – Tak trafiliśmy do toruńskiego Hospicjum Nadzieja. Hospicjum to zajmuje się opieką nad ciężko i nieuleczalnie chorymi dziećmi: usłyszeliśmy tam, że najlepiej możemy pomóc, zbierając dla niego artykuły higieniczne. Nasi wychowankowie zorganizowali więc akcję zbierania takich właśnie produktów. Przed świętami idziemy razem do miejscowego supermarketu i wszystkim wchodzącym rozdajemy ulotki z informacją, kto i dla kogo zbiera oraz jakie produkty są potrzebne. Kto chce nam pomóc, kupuje proszek do prania, szampon, mydło, jakieś chusteczki, pieluszki dla dzieci i tym podobne. Akcja od samego początku przerosła nasze oczekiwania: wychowankowie bardzo się w nią angażują, a ich zaangażowanie przekłada się na odpowiedź mieszkańców miasta. Przed każdymi świętami ciągu kilku godzin jesteśmy w stanie zebrać kilka wielkich koszy z potrzebnymi produktami. A że ludzie dawali również produkty żywnościowe, poprosiliśmy o pomoc Bank Żywności i z jego ramienia przygotowujemy również paczki dla ubogich rodzin z miasta. Chłopaki na własne oczy przekonują się, jak łatwo można być dobrym – i ile może to dać satysfakcji.

Pasmo błędów się skończyło

A gdy wyjdę już na wolność, skończę z tym, co było. Pasmo błędów i porażek dawno już się skończyło. Kiedyś znajdzie się dziewczyna, której zawsze chciałem, i rodzina, i dom, którego nigdy nie miałem. Póki co stoję tutaj z moimi mordeczkami, mam przekaz dla ciebie: nie idź naszymi drogami. Żyj dobrymi zasadami, nie powtarzaj naszych błędów i unikaj jak najwięcej życia zakrętów”.

Kiedy wychowankowie MOW zbiorą to, czego potrzebują umierające dzieci, razem z wychowawcami jadą do Torunia. Na oddział w hospicjum nie wchodzą. Okres świąteczny to zwykle czas wzmożonej aktywności wirusów, przed którymi trzeba chronić podopiecznych hospicjum. Ale nie tylko o to chodzi: kiedy wychowankowie MOW pojechali do Torunia po raz pierwszy, mogli wejść i spotkać się z chorymi dziećmi. Nigdy więcej już tego powtórzyć nie chcieli: sami borykają się ze swoim życiem, na spotkanie z takim ogromem cierpienia nie są gotowi. Pomogą, ale stanąć oko w oko jeszcze nie potrafią.

Po co im ten cały wolontariat? Żeby wrócić do świata. Żeby żyć normalnie, pomagać sobie nawzajem, wyrwać się ze wzorców, jakie ukształtowało w nich środowisko. Żeby wypełnić słowa Jana Pawła II, które witają odwiedzających na stronie internetowej ośrodka: że „Nie ma przyszłości bez miłości”. Pomagając innym, sami powoli wychodzą na prostą.

MOW to nie jest miejsce dla aniołów – ale gdzie brakuje aniołów prawdziwych, ich robotę robią ci, którzy chcą być trochę lepsi. Tak na dobry początek.

Wszystkie cytaty pochodzą z utworu Życia zakręty MOW Squad.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 49/2013