Logo Przewdonik Katolicki

Kto się boi referendum

Kamila Tobolska
Fot.

Blisko milion podpisów zebranych pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie obowiązkowego wysłania do szkół sześciolatków nie wystarczyło, by zechciał się nad nim pochylić Sejm. Gra na zwłokę w tej sprawie jest wyjątkowo cyniczna, po drugiej stronie barykady są przecież dzieci, które ponosić będą negatywne konsekwencje rządowych decyzji przez całe życie.

Odkąd w 2009 r. rządzący zabrali się za reformowanie systemu edukacji, rodzice z rosnącym niepokojem przyglądają się dokonywanym zmianom. Sześciolatki urodzone w pierwszej połowie 2008 r. od września przyszłego roku mają obowiązkowo trafić do szkół, a od 2015 już wszystkie sześciolatki. Rząd nie przeznaczył na reformę obniżającą wiek szkolny odpowiednich funduszy, przyznał też wprost, że jej celem jest szybsze wysłanie dodatkowego rocznika na rynek pracy. Czy można jeszcze zablokować te zmiany?

 

 

Taktyka odwlekania w czasie

Protesty rodziców zintensyfikowały się w tym roku, kiedy to zaledwie w ciągu pięciu miesięcy zebrano i złożono do Sejmu prawie milion podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum edukacyjnego „Ratuj Maluchy i starsze dzieci też!”. Jednym z jego głównych celów jest ostateczne odwołanie wspomnianej reformy. Kiedy przedstawiciele Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców w czerwcu składali ten wniosek w parlamencie, wszystko wskazywało na to, że zaraz po wakacjach zostanie on poddany pod obrady Sejmu. Pierwotnie głosowanie nad wnioskiem o referendum wyznaczono na 23 października. Dwa dni przed jego przeprowadzeniem klub PO wnioskował o zdjęcie tej sprawy z porządku obrad. I to bez żadnego uzasadnienia. Taką decyzję podjęła marszałek Sejmu Ewa Kopacz, przekładając głosowanie na kolejne posiedzeniu Sejmu, które rozpocznie się 6 listopada. − Platforma Obywatelska przestraszyła się, że nie ma większości. Nasz wniosek o referendum popierają bowiem nie tylko partie opozycyjne, ale też niektórzy posłowie koalicji – zauważa Karolina Elbanowska ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców koordynująca akcję „Ratuj Maluchy”. Rząd zyskał w ten sposób dwa tygodnie na to, aby nakłonić posłów, zwłaszcza z PSL, przychylnych wnioskowi do zmiany decyzji. Jeżeli ludowcy zgodnie z umową koalicyjną poprą PO, które chce odrzucenia obywatelskiego wniosku, referendum się nie odbędzie.

 

Szkolna rzeczywistość

Stowarzyszenie i Fundacja Rzecznik Praw Rodziców zajmują się nie tylko obowiązkiem szkolnym sześciolatków, ale proponują zająć się najbardziej bulwersującymi sporą część opinii publicznej problemami szkolnej edukacji w ogóle. W referendum chcą zadać Polakom pięć pytań: Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków? Czy jesteś za zniesieniem obowiązku przedszkolnego pięciolatków? Czy jesteś za przywróceniem w liceach ogólnokształcących pełnego kursu historii oraz innych przedmiotów? Czy jesteś za stopniowym powrotem do systemu: 8 lat szkoły podstawowej plus 4 lata szkoły średniej? Czy jesteś za ustawowym powstrzymaniem procesu likwidacji publicznych szkół i przedszkoli? Najpilniejsza jest sprawa sześciolatków, ponieważ zdaniem inicjatorów referendum i setek tysięcy rodziców polskie szkoły nie są przygotowane na ich przyjęcie. W zdiagnozowaniu sytuacji w szkolnictwie może pomóc rządzącym, a szczególnie minister edukacji narodowej, raport pt. Szkolna rzeczywistość przygotowany w październiku tego roku przez Stowarzyszenie i Fundację Rzecznik Praw Rodziców (dostępny na www.ratujmaluchy.pl). Powstał on w oparciu o relacje rodziców z całej Polski i zawiera wypowiedzi przybliżające sytuację w ponad 170 szkołach. – To rodzice zaprowadzający codziennie dzieci do szkoły, a nie minister, która zdaje się żyć w świecie fikcji, wiedzą najlepiej, jak wygląda szkolna rzeczywistość – zauważa Tomasz Elbanowski, prezes Stowarzyszenia i inicjator akcji „Ratuj Maluchy”. – Szkoły borykają się z mnóstwem problemów, przede wszystkim finansowych. W wielu z nich brakuje szatni, stołówki, świetlicy, czyli tego wszystkiego, co jest standardem w XXI w.

 

Poważne nieprawidłowości

Stan przygotowań polskich szkół do przyjęcia sześciolatków sprawdziła również Najwyższa Izba Kontroli. Tydzień przed planowanym w Sejmie głosowaniem nad wnioskiem o referendum edukacyjnym, ogłoszono wyniki kontroli przeprowadzonych w szkołach od października 2012 r. do lutego 2013 r. Izba wymienia w raporcie m.in. wiele poważnych nieprawidłowości, które powinny zostać usunięte przed obowiązkowym skierowaniem sześciolatków do szkół. Dotyczą one zarówno funkcjonowania poszczególnych placówek, jak i całego systemu. Choć NIK objęła kontrolą zaledwie 32 szkoły podstawowe (na 13,5 tys. funkcjonujących w Polsce), to wśród nich znalazły się cztery placówki, które nie dysponowały wydzielonym pomieszczeniem na świetlicę szkolną, a w dwóch uczniowie nie mieli możliwości spożywania ciepłych posiłków. W sześciu szkołach nie zapewniono uczniom klas pierwszych możliwości realizacji zajęć z wychowania fizycznego w sali gimnastycznej i na boisku, z kolei w czterech placówkach w salach lekcyjnych klas pierwszych nie została urządzona część rekreacyjna, jak zaleca to podstawa programowa. Aż w 18 kontrolowanych szkołach dla części uczniów klas pierwszych w salach brakowało dostosowanych do ich potrzeb stolików i krzeseł, w sześciu – odpowiednich dla nich szatni, a w trzech – spełniających wymagania ergonomii sanitariatów.

 

Eksperyment na dzieciach

Tę trudną sytuację naszego szkolnictwa przedstawiono również w Sejmie podczas debaty nad rozpatrzeniem wniosku o przeprowadzenie referendum edukacyjnego, która odbyła się 24 października. Niestety nie uczestniczył w niej premier Donald Tusk, a ławy poselskie świeciły pustkami. Uzasadniając wniosek o referendum, Tomasz Elbanowski, pełnomocnik prawie miliona polskich obywateli, którzy złożyli pod nim swój podpis, podkreślał, że większość sześciolatków w Polsce nie osiąga w tym wieku tzw. gotowości szkolnej. – Gotowość szkolna to cały zespół cech, również gotowość emocjonalna do tego, żeby potrafić w skupieniu przez 45 minut uczestniczyć w lekcji i nie zabierać głosu bez podnoszenia ręki. Przed reformą dzieci 6-letnie musiały odbyć obowiązkową diagnozę w poradni psychologiczno-pedagogicznej, czy taką gotowość wykazują. Nie można odgórnie wysyłać do szkół wszystkich dzieci w tym wieku, bez profesjonalnej diagnozy – przekonywał Elbanowski, nazywając to, co dzieje się aktualnie w polskiej edukacji, wielkim eksperymentem na naszych dzieciach. Jak tłumaczył, nie jest prawdą to, czym podpiera się minister edukacji, że w większości krajów europejskich dzieci 6-letnie są poddane obowiązkowi szkolnemu. – To jest niestety manipulacja, jedna z wielu, których byliśmy świadkami przez te pięć lat wprowadzania reformy edukacyjnej.

 

Pozbawieni wolnego wyboru?

Pełnomocnik obywateli pytał także rządzących, czego się boją, starając się nie doprowadzić do referendum, jeśli ich zdaniem reforma jest udana, a szkoły na nią przygotowane. – Dlaczego nie chcą Państwo dać wolnego wyboru rodzicom? Co więcej, dlaczego władze partii nie chcą dać go również własnym posłom, przymuszając ich do głosowania w odpowiedni sposób dyscypliną partyjną i karami finansowymi? – mówił Elbanowski, dopytując, skąd w takim razie wzięła się ta ogromna burza wokół reformy edukacyjnej i milion podpisów pod wnioskiem o referendum, skoro zdaniem rządu w polskiej szkole jest tak dobrze?

Pytanie „Czy rząd boi się tego referendum?” padało zresztą w czasie kilkugodzinnej debaty z ust posłów wielokrotnie. – To, że od wielu lat lekceważycie obywateli, my tutaj, w Wysokiej Izbie, przyjmujemy z bólem i nas to już nie zaskakuje. Ale to, że arogancja władzy jest tak duża, iż pozwalacie sobie również na obrażanie tych, którzy podjęli się trudu zbierania podpisów, aby zatrzymać tę pseudoreformę niszczącą polską szkołę, jest naprawdę oburzające – wypominała rządzącym jedna z posłanek PiS Jadwiga Wiśniewska. – Naszym obowiązkiem jest po prostu rozpisać to referendum bez zbędnej dyskusji – dodał inny poseł tej partii, Maciej Małecki. Minister edukacji Krystyna Szumilas próbowała natomiast przekonywać, że przyjęcie wniosku referendalnego spowoduje niepokój i rewolucję w polskiej szkole. Co ciekawe, 10 lat temu Donald Tusk przekonywał, że „wiele decyzji o znaczeniu państwowym można śmiało oddać w ręce obywateli bez obawy, że podejmą decyzję mniej wyważoną niż na przykład Wysoka Izba”, które to słowa przypomniał w swoim sejmowym wystąpieniu Elbanowski. Teraz już premier, najwyraźniej nie jest zainteresowany dopuszczaniem obywateli do głosu. W tym samym czasie gdy Sejm miał zająć się wnioskiem w sprawie referendum, premier zorganizował w swojej kancelarii wielką debatę o polityce prorodzinnej, na którą nie zaproszono NIKOGO z fundacji reprezentującej dziś setki tysięcy rodziców małych dzieci. Stwierdził tylko, że ich argumenty są „powszechnie znane”. Nie pozwolono wejść do Kancelarii Premiera nawet osobie, która prowadzi w fundacji Telefon Wsparcia dla rodziców zagrożonych odebraniem dzieci z powodu biedy. Nic dziwnego , że rodzice zaangażowani w zbieranie podpisów w sprawie referendum i przedstawiciele fundacji traktują takie zachowanie jako eliminowanie niewygodnych dla rządu organizacji z debaty publicznej. Czy uda się to zmienić?


 

JAK POPRZEĆ INICJATORÓW REFERENDUM

Przed ostateczną decyzją Sejmu w sprawie referendum, jego inicjatorzy zachęcają, aby w ramach akcji „Oświeć posła” wysyłać do parlamentarzystów e-maile i listy , które zmotywują ich do zagłosowania „za”. Gotowe e-maile i adresy posłów można znaleźć na stronie internetowej www.ratujmaluchy.pl.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki