Sejm za zabijaniem

Głosowanie w sprawie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej nie było żadnym hamletowskim wyborem mniejszego zła. To była w istocie odpowiedź na jedno zasadnicze pytanie: czy o chorych należy się troszczyć, czy raczej ich zabijać?
Czyta się kilka minut

 

Głosowanie w sprawie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej nie było żadnym  hamletowskim wyborem mniejszego zła. To była w istocie odpowiedź na jedno zasadnicze pytanie: czy o chorych należy się troszczyć, czy raczej ich zabijać?

Sejm odrzucił już w pierwszym czytaniu obywatelski projekt nowelizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, zakładający usunięcie prawnej możliwości dokonywania aborcji z przyczyn eugenicznych. Wcześniej Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji” zebrał ponad 400 tys. podpisów pod obywatelskim projektem w tej sprawie. Te 400 tys. to bardzo dużo, tym bardziej że podpisy zebrano w rekordowo  krótkim czasie – w ciągu niespełna dwóch miesięcy, poczynając od 21 marca, kiedy to obchodzony jest Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa. Ta data jest symboliczna, ponieważ 90 proc. legalnych aborcji w Polsce to aborcje eugeniczne dokonywane – jak stanowi obecna ustawa – z powodu wykrycia „ciężkiego i nieodwracalnego  upośledzenia płodu”. A właśnie zespół Downa jest najczęściej wykrywaną wadą genetyczną u dzieci poczętych. Argumentacja obrońcy życia jest tutaj jasna i klarowna: nikt nie ma prawa decydować o ludzkim życiu, a zabijanie dzieci z powodu choroby jest hańbą dla polskiego prawa, które powinno w sposób szczególny chronić właśnie tych najsłabszych i najbardziej bezbronnych. Polscy posłowie, głosami głównie Platformy Obywatelskiej, Ruchu Palikota i SLD, zadecydowali jednak inaczej…

Dwie moralności

Zanim jeszcze doszło do samego głosowania, przez kraj przetoczyła się kolejna gwałtowna debata na temat aborcji. Szturm przypuściły dyżurne feministki i zawodowe obrończynie „prawa kobiety do wyboru”. Sygnał do frontalnego ataku dała, jak zawsze „niezawodna”, prof. Magdalena Środa, która na łamach sojuszniczej „Gazety Wyborczej” załamała ręce nad stanem moralności polskich obrońców życia: „Nie jestem sobie w stanie wyobrazić człowieka, który uważa za moralnie słuszne zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci śmiertelnie chorych, ciężko uszkodzonych lub takich, których jakość życia z powodu licznych upośledzeń będzie zbliżona do wegetacji” – napisała Środa. Wtórowała jej inna sztandarowa feministka Agnieszka Graff: „To jest ogromny skandal. Sam fakt, że tyle osób to poparło, spowodował u mnie rodzaj załamania. To świadczy o okrucieństwie i sile mobilizacji tych środowisk” – stwierdziła na antenie radia TOK FM. Podobnie wicemarszałek Sejmu, zarazem szefowa skrajnie proaborcyjnej „Federy” Wanda Nowicka: „Zmuszanie kobiet do heroizmu w postaci rodzenia głęboko upośledzonych dzieci jest formą nowego totalitaryzmu”.

No cóż, wszystkie te panie, które tak chętnie i często wycierają sobie buzie argumentami spod znaku okrucieństwa, totalitaryzmu i moralności cały czas nie chcą dopuścić do swojej świadomości najprostszej i najbardziej oczywistej rzeczy: że to właśnie zabijanie nienarodzonych dzieci stanowi największe okrucieństwo i przejaw skrajnego braku moralności. Podobnie bałamutne jest także podnoszenie przez zwolenniczki aborcji po raz kolejny argumentu o rzekomym zmuszaniu kobiet do rodzenia dzieci i do heroizmu. Jednoznacznie na tego typu przejawy „troski” o kobiety odpowiedziała Kaja Godek, pełnomocnik Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji”, a jednocześnie matka 5-letniego Wojtka z zespołem Downa: „Niezabicie dziecka nie jest heroizmem. Jeżeli ktoś tak uważa, to tym bardziej trzeba się starać, by zmienić obecną ustawę aborcyjną. To znaczy, że obowiązujące prawo wykształca w ludziach takie myślenie, że pozostawienie dziecka przy życiu zaczynają uznawać za heroizm (…) Następuje całkowite odwrócenie pojęć” – stwierdziła Godek w wywiadzie dla portalu Fronda.pl, dodając: „Wychowywanie dziecka niepełnosprawnego niesie ze sobą określone trudności. (…) Nigdy w życiu nie wpadłabym na to, że jeśli ktoś nie radzi sobie z dzieckiem, powinien mieć możliwość zabicia go”.

Nie dali szansy

Aby obywatelski projekt nowelizacji ustawy antyaborcyjnej mógł w ogóle przejść do dalszych prac parlamentarnych, musieli go poprzeć nie tylko – deklarujący już wcześniej swoje poparcie – parlamentarzyści prawicy i ludowcy, ale także ok. 40 posłów z Platformy Obywatelskiej. I choć w PO nie zarządzono dyscypliny partyjnej na czas tego głosowania, to wiadomo było, że o takie poparcie nie będzie łatwo. Wynikało to jasno z wypowiedzi szefa klubu PO Rafała Grupińskiego i wiceszefa partii Grzegorza Schetyny. Ten ostatni stwierdził, że nie powtórzy się sytuacja sprzed roku, kiedy to właśnie ok. 40 konserwatystów z Platformy zagłosowało za analogicznym projektem zakazującym aborcji. Zdaniem Schetyny wpływ na to miały wówczas – jak to ujął – „polityczne problemy”. „Tłumaczyliśmy się i długo analizowaliśmy tę sytuację. Platforma potrafi wyciągać wnioski, jest partią przytomną i racjonalną” – przekonywał Schetyna. Owo „wyciągnięcię wniosków” oznacza w istocie  brutalną pacyfikację całej wierchuszki konserwatywnego skrzydła Platformy. W szeregach PO nie ma już dziś Jarosława Gowina, Jacka Żalka i Johna Godsona, nic więc dziwnego, że zdecydowana większość „konserwatywnych” niedobitków potulnie położyła uszy po sobie.

Było to doskonale widać i słychać podczas debaty poprzedzającej sejmowe głosowanie w sprawie obywatelskiego projektu.

W imieniu wnioskodawców głos zabrała wspomniana wcześniej Kaja Godek, która przypomniała, że konstytucja mówi o sprawiedliwości społecznej oraz równości wobec prawa. Godek zwróciła także uwagę na rażącą niekonsekwencję obecnych przepisów:  „Zabicie dziecka jest złem, ale zabicie dziecka niepełnosprawnego już nie” – podkreślała, dodając, że aborcja nie zapobiega niepełnosprawności, bo „to jest zabicie dziecka, które już żyje”.  I właśnie użyte przez działaczkę pro-life określenie „zabicie dziecka” wzburzyło część, co bardziej „wrażliwych”, posłów i to do tego stopnia, że marszałek Sejmu Ewa Kopacz zabroniła używania w czasie debaty takiego określenia. Ot, taka mała sejmowa cenzura.

Tymczasem, zgodnie z przewidywaniami, Joanna Kluzik-Rostkowska przemawiając w imieniu klubu PO, zgłosiła wniosek o odrzucenie obywatelskiego projektu już w pierwszym czytaniu. Jej zdaniem obecne wyjątki prawne umożliwiające aborcję stanowią wielki ludzki dramat i dlatego należy pozostawić osobom znajdującym się w takiej sytuacji swobodę wyboru, ponieważ „oni sami lepiej wiedzą, jak wielki krzyż mogą znieść”. Szkoda tylko, że takiej swobody wyboru nie mają abortowane dzieci…

O słowach, jakie padały z ust przedstawicieli SLD i Ruchu Palikowa, lepiej nawet nie mówić, bo poziom absurdu i zakłamania osiągnął w tym przypadku naprawdę stany maksymalne. Logikę ich rozumowania można sprowadzić mniej więcej do myślenia: „żeby nie dopuścić do barbarzyństwa, trzeba zabijać chore dzieci”.

Ostatecznie za odrzuceniem dalszych prac nad projektem ustawy głosowało 233 posłów,  przeciw było 188, a od głosu wstrzymało się 6. „To bardzo bolesne, że partia, która ma w nazwie obywatelska, chce projekt obywatelski wyrzucić do kosza w pierwszym czytaniu” – podsumowała gorzko wynik głosownia Kaja Godek. A przecież skierowanie projektu do dalszych prac nic tak naprawdę nie rozstrzygało – byłyby przecież jeszcze kolejne głosowania w Sejmie i w Senacie. No cóż, zabrakło niestety elementarnego szacunku dla inicjatywy obywatelskiej. Być może jednak mamy do czynienia z pyrrusowym zwycięstwem zwolenników obecnego „kompromisu aborcyjnego”. Ci, którzy zagłosowali za jego utrzymaniem, dali wszak jasny sygnał wyborcom, jaki mają w rzeczywistości stosunek do zabijania nienarodzonych dzieci. A to może mieć w przyszłości spore znaczenie. Bo jak zauważył słusznie Mariusz Dzierżawski z Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji”, „aktywiści na rzecz życia są na tyle liczni i dobrze zorganizowani, że mogą w istotny sposób wpłynąć na kampanię wyborczą”.


Za dalszymi pracami w Sejmie nad obywatelskim projektem ustawy usuwającej dopuszczalność dokonywania aborcji z przyczyn eugenicznych zagłosowało 188 posłów: 130 z PiS, 21 z PSL, 14 z SP, 12 z PO  oraz 5 posłów niezależnych. Warto wymienić szczególnie nazwiska parlamentarzystów PO, którzy mieli odwagę sprzeciwić się stanowisku własnego klubu i zagłosować przeciwko zabijaniu dzieci z wadami wrodzonymi. Było ich tylko 12. Są to: Małgorzata Adamczak, Marek Biernacki, Łukasz Borowiak, Jerzy Budnik, Joanna Fabisiak, Mariusz Grad, Tomasz Kulesza, Mirosław Pluta, Grzegorz Raniewicz, Lidia Staroń, Jacek Tomczak i Wojciech Ziemniak.

Za odrzuceniem obywatelskiego projektu głosowała reszta klubu PO (169 posłów) oraz SLD (22 posłów), Ruch Palikota (34 posłów), czterech posłów PSL i czterech b. posłów RP.

Od głosu wstrzymało się 6 posłów (w tym pięciu posłów PO).

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2013