Homodyktatura za progiem

Polska może się stać jednym z najbardziej wrogich normalności krajów w Europie. I to niestety już niebawem. Ruch Palikota i SLD przygotowały projekt takich zmian w prawie, które oznaczają nie tylko koniec wolności słowa, ale przede wszystkim koniec wolności głoszenia Ewangelii w naszym kraju. W Sejmie poparli go posłowie PO.
Czyta się kilka minut

Jeszcze kilka lat temu, gdy czytałem o tym, że gdzieś w Kanadzie zatrzymano obrońcę życia za napastowanie aborterów za pomocą zdjęć przedstawiających to, co oni zrobili, albo kaznodzieję za to, że cytował św. Pawła – to miałem wrażenie, że (na szczęście) gdzie jak gdzie, ale w Polsce nam to nie grozi. Ale już dwa czy trzy lata temu okazało się, że nie mam racji. To wtedy spłynęły pierwsze pozwy przeciwko „Rzeczpospolitej” czy mnie, w których homoseksualiści domagali się obrony swoich praw, a potem to się już posypało (sam mam obecnie dwa procesy, w tym jeden wytoczony przez osobę transseksualną). To jednak i tak nic w porównaniu z tym, co może nas czekać, gdy przejdzie nowelizacja ustawy, jaką szykują nam teraz do spółki Ruch Palikota i Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Obrona godności czy homoterroryzm?

W imię rzekomej obrony godności osób LGBTQ (liter w alfabecie jeszcze trochę jest, więc zapewne będzie ich przybywać w tej nazwie) dwa lewackie ugrupowania próbują przepchnąć zapisy, które w istocie oznaczać będą nie tylko skrajne ograniczenie wolności słowa, ale też uniemożliwienie działania Kościołowi czy związkom wyznaniowym, które wierne pozostają Pismu Świętemu.

Projekt zakłada bowiem zakaz dyskryminacji ze względu na tzw. ekspresję płciową i tożsamość płciową. Co to oznacza? Trudno odpowiedzieć, ale w praktyce może to oznaczać wszystko, a przede wszystkim bezkarne epatowanie rozmaitymi zboczeniami. Każdy, kto sprzeciwi się takiemu postępowaniu: uzna, że obnoszenie się z transseksualizmem czy homoseksualnością nie odpowiada mu, będzie mógł zostać oskarżony o dyskryminację i skazany w procesie, który łamać będzie absolutne fundamenty prawa. Według polskich lewicowców bowiem w procesach tego typu to nie wina będzie udowadniana, ale oskarżony będzie musiał udowodnić swoją niewinność. Takie traktowanie prawa to powrót do sprawdzonych sowieckich norm działania. Tam również to oskarżony musiał udowodnić, że jest niewinny.

I niech nie łudzą się ci, którzy sądzą, że te przepisy uderzą tylko w oszołomów, w stylu ks. prof. Dariusza Oko czy niżej podpisanego Tomasza Terlikowskiego. Rodzic, który sprzeciwiać się będzie edukacji seksualnej swoich dzieci, prowadzonej przez jawnego homoseksualistę czy faceta przebranego za kobietę, też może zostać postawiony przed sądem. Jego sprzeciw – szczególnie jeśli będzie miał formę słowną (nie daj Boże, żeby padło tam choćby określenie „zboczeniec”) – może spowodować, że zostanie oskarżony o to, że dyskryminuje nauczyciela czy trenera ze względu na jego „ekspresję seksualną”. A gdy już stanie przed sądem, to nie jemu będzie się dowodzić winę, ale on będzie musiał dowieść, że nie jest homo- czy transfobem.

Promowanie patologii za publiczne pieniądze

Nowe prawo nakłada również na samorządy i organy państwa obowiązek współpracy z homolobbystami. W skrócie rzecz ujmując, samorządy mają wywalać nasze pieniądze w błoto, na rozmaite programy, w ramach których nasi synowie będą – w przedszkolach – przebierani za dziewczynki, a dziewczynkom będzie się wpajało, że wybór ich mam (a przecież są nadal i takie kobiety), które zdecydowały się zrezygnować z kariery zawodowej, żeby poświęcić się całkowicie wychowaniu dzieci i tworzeniu domu, jest skandalicznym przykładem genderowej nierówności, którą zwalczać powinno państwo. Za nasze pieniądze będzie też można – od przedszkola – promować homoseksualizm i przekonywać nie tylko, że Śnieżka była mężczyzną, ale też, że pobrała się z księciem i jego koniem, tworząc razem parę międzygatunkowo-homoseksualną. W liceach czy gimnazjach, w ramach zajęć finansowanych z budżetu, będą zaś ćwiczenia z homoerotyzmu i historia pederastii w historii ludzkości.

Niemożliwe? A czy ktoś jeszcze trzy lata temu uznawał, że możliwe jest wprowadzenie w przedszkolach programów, w ramach których przebiera się chłopców za dziewczynki? I znowu, jak poprzednio, niech ktoś tylko spróbuje zaprotestować czy zwrócić uwagę na to, że nie odpowiada mu takie działanie – to zawsze będzie można go oskarżyć o brak tolerancji i dyskryminację. A potem niech udowadnia, że wcale nie jest uprzedzony, i że widok faceta w damskiej kiecce go zachwyca.

Ograniczona wolność religijna

Ogromnie niebezpieczne mogą być również zapisy dotyczące związków wyznaniowych. SLD i Ruch Palikota chcą za ich pośrednictwem uniemożliwić ochronę instytucji kościelnych przed gejowską i transseksualną infiltracją. Jak wskazują prawnicy z Centrum Prawnego Ordo Iuris, gdyby prawo to weszło w życie, ograniczona zostałaby wolność sumienia i wyznania. „(...) ograniczony charakter wyłączeń odnoszących się do dyskryminacji ze względu na wyznanie i religię prowadzi do pośredniej sprzeczności z art. 25 Konstytucji, ingerując w sposób zatrudniania osób pracujących w ramach misji  pełnionej przez kościół lub związek wyznaniowy. Dotyczy to w szczególności konieczności zatrudniania katechetów bez względu na ich orientację, tożsamość oraz

ekspresje seksualną, które nie mogą być w tym przypadku ograniczane. Problem ten dotyczy także zatrudniania pracowników kościelnych osób prawnych, w szczególności pracowników administracji” – podkreślają eksperci. W praktyce może to więc oznaczać, że to organizacje LGBT narzucać będą Kościołów i związkom wyznaniowym katechetów i niebawem jakiś działacz transseksualny zostanie nauczycielem naszych dzieci. Z zapisów prawnych wynika bowiem, by ponownie zacytować analizę Centrum Prawnego Ordo Iuris, że „można odmówić zatrudnienia katechety, który np. nie jest katolikiem, nie można natomiast powołać się na wyłączenie w sytuacji, gdy katolicki katecheta będzie osobą o orientacji homo-, bi- lub transseksualnej”.

W praktyce oznacza to, że gdyby do szkoły zgłosił się katecheta, który twierdzi, że jest kobietą, a do tego miał na to sądowe potwierdzenie, to proboszcz parafii musiałby wystawić mu misję kanoniczną, a dyrektor musiałby go zatrudnić, jeśli tylko miałby on akt chrztu. A gdyby tego nie zrobił, można by go postawić przed sądem za dyskryminację osób LGBTQ. I niestety trzeba mieć świadomość, że na Zachodzie takie procesy już się odbywały, a katolickie szkoły bywały zmuszane do zatrudniania osób, których życie znacząco odbiegało od zasad moralności katolickiej.

Homoterroryzm coraz bliżej

I dokładnie tak samo może być w Polsce za kilka miesięcy. Nie ma się bowiem co łudzić, że pomysły Ruchu Palikota i SLD nie przejdą. W pierwszym czytaniu zostały one poparte przez PO, która szuka obecnie politycznego wsparcia dla swojego rządu. I wiele wskazuje na to, że podobnie będzie w kolejnych czytaniach. Jedyną możliwością przeciwstawienia się temu prawu, jego zablokowania jest zatem akcja społeczna. Posłowie, także ci z PO, muszą zobaczyć, że nie ma zgody na dyskryminację małżeństwa i rodziny i homoterrroryzm.

Najprostszą metodą walki jest podpisanie apelu znajdującego się na stronach Stopdyktaturze.pl, ale można i należy też dzwonić do swoich posłów i domagać się od nich sprzeciwu wobec skandalicznych zapisów. Jeśli tego nie zrobimy, jeśli nie podniesiemy buntu, to niebawem normalność będzie w Polsce zakazana. A każdy sprzeciw wobec homodyktatury będzie karany. Na razie możemy się sprzeciwiać otwarcie. Na razie...

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 39/2013