Logo Przewdonik Katolicki

Wiosna 1943

Mieczysław Kuczyński
Fot.

Do dziś nie mogę zapomnieć tego, co działo się w moich rodzinnych stronach w 1943 roku. Nie chcę, by pamięć o doświadczeniach mojej rodziny i innych Polaków mieszkających na Wołyniu zaginęła. Dlatego zacząłem spisywać wspomnienia.

Gdy zaczęło się mordowanie ludności polskiej, mieszkańcy Wacławki – mojej rodzinnej wsi – uciekali do pobliskich miast, Korca i Międzyrzecza Koreckiego – niektórzy w ostatniej chwili, a niektórzy niestety nie zdążyli. Obrona nie była możliwa. Wobec wykształconej wśród band UPA woli bestialskiego męczenia i zabijania, nawet dobrze przygotowani członkowie wiejskich ogniw Związku Strzeleckiego – paramilitarnej organizacji społeczno-wychowawczej – niewiele mogli zdziałać. Ukraińcy sprawę polską postanowili rozwiązać tak jak Niemcy żydowską. Aktem łaski, co się zdarzało, była obietnica – czasem nawet dotrzymana – zabicia kogoś bez zadawania ofierze cierpień. Były to jednak przypadki rzadkie. W swojej masie Polacy ginęli w piekielnych cierpieniach. Dlaczego?!

 

Sytuacja na Wołyniu

Polacy na Wołyniu byli pozostawieni sami sobie. Tak jak Żydzi szli na zagładę w niemieckich obozach koncentracyjnych, najczęściej bez świadomości grożącego niebezpieczeństwa, tak i ci Polacy nie zdawali sobie sprawy, co im zagraża. Wraz z rozwojem wydarzeń mogli się zaledwie domyślać, co się dzieje. W pierwszym okresie przypuszczano, że Ukraińcy będą się mścić na swoich „ciemiężycielach i panach”. Tych już właściwie nie było, bo albo zostali „zagospodarowani” przez Sowietów, albo udało im się przed nimi zbiec. Bali się więc głównie ci, którzy byli w jakimś konflikcie ze społecznością ukraińską. I oni próbowali się przed takim zagrożeniem uchronić. Wydawało się, że spokojni mogą być Polacy życzliwi Ukraińcom, ich przyjaciele i ich rodziny, a także rodziny powiązane z nimi poprzez małżeństwo. Uczciwy i szlachetny Polak – uważano – może spać spokojnie. Później i ta wizja zaczęła się załamywać. Sądzono, pierwotnie, że agresja Ukraińców nakierowana jest na mężczyzn. Oni właśnie wraz z synami uciekali na noc z domów, bo śmierć najczęściej przychodziła nocą. Wkrótce i to rozumowanie okazało się złudne. Zrozumiano wreszcie, że planowymi mordami objęta jest cała społeczność polska i nikt nie ma żadnej ochrony. Ani płeć czy wiek, ani stopień zamożności czy ubóstwa, ani związki rodzinne czy wyznawana religia przed niczym nie chronią. W roku 1943 nie miał kto pokierować oporem przeciw barbarzyńskiemu nacjonalizmowi ukraińskiemu. Tylko tam, gdzie działała polska partyzantka, możliwa była organizacja skutecznej samoobrony. Dzięki temu niektóre miejscowości na Zasłuczu utrzymały się bez poważniejszych strat, do dnia wyjazdu na zachód.

Oprócz systemowego mordowania przez UPA zdarzały się też, niejako „prywatne”, wyprawy w celach rabunkowych, tzw. bambioszki. Groźne były też niecne wyprawy do upatrzonych dziewczyn i kobiet. Szczególnie nauczycielki musiały się mieć na baczności. Nie było wyjścia, musiały uciekać z domu przed swoimi byłymi uczniami. Były też, niejasne do końca, uprowadzenia dziewcząt z małżeństw mieszanych. Rodziny niechętnie o tym mówią, uznając gwałt za jeszcze bardziej hańbiący dla człowieka niż sama śmierć, nawet tak straszna. Maltretowanym Polakom czasem pomagali Niemcy, ale były to odosobnione przypadki. Prześladowani wierzyli w nienaruszalność kościelnych bram, do czasu gdy sami doświadczyli palenia kościołów i zabijania wiernych z ich kapłanami. Polscy księża sami więc potrzebowali pomocy. Zdesperowani ludzie szukali ratunku u cerkiewnego duchowieństwa. Byli tacy, co pomogli, ale byli też tacy, którzy święcili narzędzia do zadawania tortur i śmierci swoim polskim sąsiadom.

Koniec wojny

W strachu, bólu i cierpieniu ludzie czekali końca wojny. Wygnani ze swojej ziemi, ograbieni ze wszystkiego,  nie zdawali sobie sprawy z tego, że w nowej powojennej rzeczywistości będą cierpieć dalej. Musieli skrywać swoje wypędzenie. Nie wolno im było mówić, że opuścili swoje domostwa pod przymusem spowodowanym krwawą rozprawą z Polakami ukraińskich nacjonalistów, demoralizowanych politycznie przez kolejnych okupantów, armię sowiecką i wojska hitlerowskie, które tolerowały, a nawet zachęcały Ukraińców do stosowania wobec Polaków terroru i bestialstwa. Okupant, jeśli reagował, to wyłącznie wtedy, gdy sam poczuł się zagrożony.

Na mocy postanowień wielkich mocarstw wypędzenie to zostało usankcjonowane w 1945 r. prawem międzynarodowym. Wschodnie rubieże państwa polskiego opuszczają Polacy, by znaleźć przestrzeń życiową na tak zwanych ziemiach odzyskanych, opuszczonych przez Niemców w wyniku rozpętania i przegrania drugiej wojny światowej. Wypędzeni Niemcy mogli otwarcie mówić o swojej – zawinionej – krzywdzie. Z kolei Polacy o swojej niezawinionej krzywdzie, niestety nie – musieli milczeć nawet we własnej ojczyźnie. Nie wolno było publicznie wspominać  ludobójczych mordów, bo to mogło szkodzić zadekretowanej przez komunistów odwiecznej przyjaźni Polaków z narodami Związku Radzieckiego.

Nie należało przyznawać się do syberyjskiej przeszłości, bo za szkodzenie państwu radzieckiemu groził wyrok. Nie wolno było wspominać o Katyniu, Ostaszkowie i Starobielsku, bo – według jedynego słusznego ustroju socjalistycznego – zbrodni tej na polskich oficerach dokonał niemiecki Wehrmacht. Podrzucono życzliwie do uszu Europy inną nazwę: Chatyń. Należało też ukrywać przynależność do Armii Krajowej, bo obrona dawnej, niekomunistycznej Polski była przestępstwem. Wielu akowców nigdy nie wróciło z przesłuchań w polsko-radzieckich kazamatach bezpieki. Nie wolno też było walczyć w Armii Andersa, bo to również dyskwalifikowało jako praworządnego obywatela Polski Ludowej. Nie należało rozpamiętywać swojej lwowskiej czy wileńskiej przeszłości, aby nie być posądzonym o rewizjonizm. A mówienie o Wołyniu dodatkowo wyczulało bezpiekę na zagrożenie „szkalowaniem” bratniego państwa „jakimiś zbrodniami”.

Pamięć o krzywdach

Po tylu latach nawet w III RP, jakby z niedowierzaniem i skrępowaniem, mówi się o tych wydarzeniach. Dlaczego? PRL zabił pamięć o pomordowanych. A władza nasza zawsze troszczyła się o to, aby zapomnieć o krzywdach zadanych naszemu społeczeństwu na Wschodzie, w imię internacjonalistycznej przyjaźni – kiedyś, a dla spokoju medialnego i poprawności politycznej – prawie do dziś. Jako obywatele III RP pragniemy żyć w zgodzie z Ukraińcami, a nawet i w przyjaźni z nimi.

Nasi ludzie pamiętają o pomocy, jaką otrzymali w tamtych dniach od swoich ukraińskich sąsiadów i przyjaciół. Ostrzeżenia o zagrożeniu oraz pomoc w ucieczkach i przerzut maleńkich dzieci do miast ratowały wiele istnień ludzkich. Nie było dotąd specjalnej okazji, by okazać im za to wdzięczność. Powodem tego jest niechęć władz ukraińskich do współczucia za wyrządzone zło lub chociaż jego uznanie. Nie wiadomo też, czy ujawniając przypadki okazywanego nam miłosierdzia, nie wyrządzimy tym ludziom krzywdy.

Co dalej?

O krzywdę polskiej społeczności Wołynia i Małopolski Wschodniej upomniał się Kościół. Po raz pierwszy nasze media poświęciły tym sprawom wiele miejsca. Jest to wielka zmiana, gdy pełnym głosem mówi się dziś o cierpieniach naszych, w tym i moich przodków. Przyniosło mi to wielką ulgę. Przez długie dziesięciolecia temat ten tkwił w podziemiu, a nasze rodziny – z nim – w konspiracji.

Dlaczego rządzący nie radzą sobie z tą sprawą?  Nie wiem, jak nazwać półprawdę w uchwale sejmowej oraz odrzucenie inicjatywy środowisk wołyńskich o proklamowanie 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian? Nie wiem. Nie potrafię znaleźć słów.

A po Wacławce – mojej rodzinnej wsi – nie ma już śladu. Zależy mi jednak bardzo na autentycznej zgodzie z tamtymi ludźmi, chociażby po to, abym mógł tam spokojnie jechać, czcić pamięć zmarłych i dotykać ziemi, po której chodzili moi przodkowie. Wydostaliśmy się z kłamstwa katyńskiego, może i z wołyńskim się uda.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Mariusz
    28.12.2019 r., godz. 12:26

    Doskonale rozumiem Pana ból ,nie ma już miejscowości zostało puste pole ,gdzie zapalić znicz ??? Moja babcia Stanisława z domu Wilczyńska musiała uciekać z Wacławki

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki