Przy stole czy na marginesie?

Negocjacje wokół paktu fiskalnego pokazały, że rola Polski w Unii Europejskiej nie jest tak znacząca jak twierdzili rządzący. W najbliższym czasie okaże się, czy nasz kraj znalazł się poza centrum decyzyjnym Wspólnoty.
Czyta się kilka minut

Jeszcze w grudniu premier Donald Tusk przekonywał, że Polska odniosła na grudniowym szczycie w Brukseli sukces, że udało się ocalić jedność UE, a nasz kraj będzie współdecydował o jej przyszłości. Mieliśmy zgodnie z jego słowami zasiadać przy unijnym stole, gdzie zapadają najważniejsze decyzje.

Następne tygodnie pokazały, że były to jedynie pobożne życzenia szefa polskiego rządu. Projekt paktu fiskalnego, który ma doprowadzić do uzdrowienia sytuacji finansowej zakładał zupełną marginalizację roli Polski i innych krajów, które nie należą do strefy euro. Miały powstać nowe instytucje i odbywać się odrębne szczyty przeznaczone tylko dla państw, które przyjęły euro jako swoją walutę. Na takie rozwiązania naciskała zwłaszcza Francja, która od dawna lansuje projekt Unii dwóch prędkości.

Co na to Polska?

W związku z tym polskie władze zmieniły stanowisko o 180 stopni. Premier groził, że Polska takiego paktu nie podpisze, a minister finansów sugerował, że Narodowy Bank Polski nie pożyczy Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu 6 mld euro, które mają posłużyć ratowaniu strefy euro. To wszystko miało sprawić, że Polska zostanie jednak dopuszczona jako obserwator do szczytów eurogrupy.

Ostatecznie na kolejnym szczycie w ostatnich dniach stycznia zawarto kompromis w sprawie zapisów o zarządzaniu eurolandem i szczytach euro – czyli kwestii, która budziła najwięcej sporów między Francją i Polską. Zdecydowano, że kraje pozostające poza eurolandem, które ratyfikują nowy traktat, powinny uczestniczyć w szczytach dotyczących konkurencyjności oraz zmian w architekturze strefy euro, a także, jeśli to wskazane, w sprawie wdrażania traktatu przynajmniej raz w roku. Do tego każdy szczyt państw strefy euro będzie poprzedzony szczytem państw całej Wspólnoty.

Głównego celu Polski, czyli uczestnictwa we wszystkich szczytach, nie udało się zrealizować. Mimo to nasz kraj zdecydował przyłączyć się do paktu fiskalnego. – Kompromis zawarty podczas szczytu UE w Brukseli ws. paktu nie w pełni nas zadowala, jednak jest on na tyle satysfakcjonujący, że Polska zdecydowała się na podpisanie traktatu – podkreślał  premier Donald Tusk.

Sukces?

Mimo to politycy partii rządzącej przekonują, że szczyt zakończył się sukcesem Polski. Ma on polegać na niedopuszczeniu do podziałów w Unii i stworzeniu klubu państw, które mają większe prawa i nie oglądają się na innych. – Francuzi chcieli, by posiedzenia strefy euro w przyszłości zmieniły się w osobne ciało UE, decydujące o tak ważnych sprawach jak np. podatki. Paryż chciał stworzyć odrębną organizację z własnym sekretariatem, spotkaniami parlamentarzystów itp. Oznaczałoby to de facto utworzenie drugiej Unii – mówi europoseł PO Paweł Zalewski. – To, że udało się do tego nie dopuścić, jest sukcesem Polski, gdyż to nasz kraj najgłośniej walczył o wykreślenie takich zapisów – dodaje i podkreśla, że wiele zapisów paktu jest niedookreślonych. – To zagrożenie, ale też szansa dla Polski. To, jak będą one w przyszłości interpretowane, ustali praktyka, dlatego jest wciąż o co walczyć – przekonuje.

O tym, że ustalenia szczytu zakończyły się dla nas częściowym sukcesem, jest przekonany również prof. Zbigniew Czachór, ekspert od spraw Unii Europejskiej z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Gdyby przeszły rozwiązania lansowane przez Francję, Unia zostałaby trwale podzielona. Można powiedzieć, że Polska pomogła ją choć na chwilę posklejać. I to jest nasz sukces – podkreśla. – Tak naprawdę jednak szczyt nie rozwiązał żadnego z realnych problemów UE. Nadal mamy widmo bankructwa Grecji i innych krajów strefy euro. Zamiast przyjąć proste rozwiązania, przyjęto pakt fiskalny, który jest kolejnym skomplikowanym tworem – dodaje.

A może porażka?

Znacznie więcej jest jednak głosów krytycznych, jeśli chodzi o rzekome polskie osiągnięcia na szczycie. – Nie udało nam się osiągnąć nawet minimalistycznego celu rządu, czyli bycia stałym obserwatorem podczas szczytu 17 państw należących do strefy euro. Oznacza to dla nas degradację na arenie międzynarodowej. Pakt fiskalny przypieczętował też podział Unii na cztery grupy: 17 państw strefy euro, wśród nich znajduje się grupa państw zagrożonych wypchnięciem jak Grecja, państw formalnie popierających pakt i tych, jak Czechy czy Wielka Brytania, zdystansowanych wobec niego – uważa dr Przemysław Grajewski vel Żurawski, ekspert unijny z Uniwersytetu Łódzkiego.

Na premierze suchej nitki nie zostawia prawicowa opozycja. – Jesteśmy w sytuacji realnego podziału Unii na tych, którzy się liczą, i tych, którzy się nie liczą, i Polsce wskazano, przy zgodzie Donalda Tuska, miejsce wśród tych, którzy się nie liczą. Nie liczą się tak bardzo, że nawet nie stwarza się wobec nich pozorów. Bo wygrana Donalda Tuska w tej sprawie, to by była wygrana w sprawie ważnej, ale prestiżowej, nie realnej – uważa Ludwik Dorn (Solidarna Polska).

Podobnie uważa europoseł PiS Konrad Szymański. Jego zdaniem kluczowym błędem polskiego rządu było pasywne przystanie w grudniu na to, aby Francja zaczęła budować Unię poza Unią. – Pakt jest takimi drzwiami, przez które tę Unię się z Unii wynosi. Niedookreśloność jego zapisów tylko w tym pomoże – przekonuje.

– Kompromis, o jakim mówi rząd, jest kompromisem niezwykle brukselskim – bardzo teatralnym i bez żadnej treści politycznej, tak aby każdy mógł poczuć cząstkową satysfakcję. Jednak dla premiera Tuska kształt paktu musi być wielkim zawodem. Premier sam chyba zaczyna sobie zdawać sprawę, że sama obecność na szczycie nie jest czymś, na co powinniśmy liczyć – podkreśla Szymański.

Co może zrobić Polska?

Przyjęte na szczycie rozwiązanie nie kończy dyskusji o tym, co Polska powinna z paktem fiskalnym zrobić. Z jego treści wynikają dla naszego kraju trzy możliwe scenariusze. Pierwszy – przystąpić do paktu, ale nie przyjmować wynikających z niego rygorów (kraje spoza strefy euro mają taką możliwość). Chodzi o restrykcje za przekroczenie limitu długu publicznego i tzw. deficytu strukturalnego. Zakładają one m.in. wprowadzenie kar finansowych w wysokości 0,1 proc. PKB. Do takiego rozwiązania przychyla się polski rząd. – Skoro nie udało się nam wynegocjować pełnego udziału w szczytach eurogrupy, to nie ma powodu, byśmy przyjmowali wszystkie wynikające z paktu konsekwencje – przekonuje poseł PO Robert Tyszkiewicz, wiceszef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. – Tym bardziej że Polska ma już podobne rozwiązania dotyczące wysokości długu publicznego. Więc możemy spokojnie przyglądać się, jak rozwiązania zawarte w pakcie będą realnie funkcjonować.

Drugi – przystąpić do paktu i przyjąć wynikające z niego rygory. – Jeśli uznajemy, że pakt jest dobry dla Polski i Europy, to angażowanie się w niego na pół gwizdka nie ma sensu – uważa prof. Czachór. – Poza tym, jeśli chcemy być w unijnym mainstreamie, by nasze stanowisko było w Unii słyszalne i brane pod uwagę, to nie możemy dawać pretekstu Francji i innym krajom strefy euro, by traktować nas jako państwo drugiej kategorii – dodaje. Jego zdaniem, nie przyjmując rygorów, tak właśnie robimy.

I wreszcie trzeci, najmniej dziś prawdopodobny, czyli w ogóle nie przystępować do paktu, tak jak zrobiły to Wielka Brytania i Czechy. Za takim rozwiązaniem opowiada się zdecydowanie prawicowa opozycja. Nie mamy żadnego interesu w przystępowaniu do tego paktu – uważa prof. Krzysztof Szczerski, poseł PiS. – On leży jedynie w interesie strefy euro. A zwłaszcza Francji i Niemiec – podkreśla.

Wnioski z lekcji

Niezależnie od tego, na jakie rozwiązanie się Polska zdecyduje, już dziś warto wyciągnąć wnioski z lekcji, jaką były negocjacje wokół paktu fiskalnego. Okazało się, że polityka bliskiego sojuszu z Niemcami i Francją w ramach UE nie do końca musi zapewniać sukces. Co prawda pod adresem Polski padało w ostatnich miesiącach wiele ciepłych słów, ale nie przełożyło się to na żadne realne osiągnięcia. Może warto więc powrócić do koncepcji, w której Polska buduje w UE szersze sojusze oparte na państwach średniej wielkości, zwłaszcza z Europy Środkowo-Wschodniej.

Konflikt wokół paktu fiskalnego pokazał też, że między bajki można włożyć mówienie o solidarności europejskiej i nadrzędnym interesie całej Unii. Kiedy przychodzi do naprawdę ważnych negocjacji, wciąż liczy się przede wszystkim interes narodowy poszczególnych państw członkowskich. Warto o tym pamiętać.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 6/2012