Wobec narastającego terroru ze strony rosyjskiego zaborcy i zapowiedzi przymusowej branki, czyli wcielania polskiej młodzieży do carskiej armii. Rząd Tymczasowy Narodowy wydał 22 stycznia 1863 r. manifest, w którym znalazły się słowa: „Polska nie chce, nie może poddać się bezspornie temu sromotnemu gwałtowi, pod karą hańby przed potomnością powinna stawić energiczny opór. Zastępy młodzieży walecznej, młodzieży poświęconej, ożywione gorącą miłością Ojczyzny, niezachwianą wiarą w sprawiedliwość i w pomoc Boga, poprzysięgły zrzucić przeklęte jarzmo lub zginąć. Za nią więc, Narodzie Polski, za nią!”. W odpowiedzi na to płomienne wezwanie, na znacznym obszarze Królestwa Polskiego, Litwy i Rusi kilkadziesiąt tysięcy powstańców rozpoczęło walkę z potężną armią imperium rosyjskiego.
Zdarzyło się 150 lat temu
Powstańcy byli źle uzbrojeni, mało kto znał wojenne rzemiosło, cechowało ich za to męstwo i wielka wiara w słuszność sprawy. Cel był jasny: odbudowa wielkiej Rzeczpospolitej w granicach sprzed rozbiorów. Chcąc zaakcentować to dążenie, powstańczy rząd do końca swojego trwania posługiwał się godłami Korony Polskiej, Litwy i Rusi: Orłem Białym, Pogonią i postacią Świętego Michała Archanioła. Istotny wpływ na wybuch powstania miały intrygi obcych sił, przede wszystkim Prus, które były zaniepokojone rysującą się w tym czasie perspektywą zbliżenia między Rosją a Francją, co mogło skutkować niekorzystnym – z punktu widzenia interesów Berlina – odwróceniem sojuszy międzynarodowych.Ta taktyka okazała się słuszna, powstanie w Polsce doprowadziło do ponownego zbliżenia zaborców, a odnowiony sojusz z Rosją otworzył Prusom drogę do budowy wielkiej Rzeszy. Nie ulega też wątpliwości, że radykalni studenci skupieni w stronnictwie „czerwonych”, silnie powodowani patriotycznymi emocjami byli pod przemożnym wpływem międzynarodowego ruchu rewolucyjnego (także środowisk masońskich). Owładnięci ideą obalenia „tronów i ołtarzy” „Czerwoni” nie brali pod uwagę politycznych kalkulacji, dążyli do walki za wszelką cenę. Bez względu na jej konsekwencje. Roman Dmowski, powiedział kiedyś, że powstanie styczniowe narzuciły Polsce dzieci. I dużo w tym racji. W chwili śmierci Stefan Bobrowski i Zygmunt Padlewski, którzy praktycznie przesądzili o wybuchu walki, mieli zaledwie 22 i 28 lat. Postacią owianą czarną legendą, której działalność przyczyniła się do wybuchu powstania, był margrabia Aleksander Wielopolski. Ten skrajny rusofil, który wyrzekł się całkowicie idei niepodległości Polski, przy poparciu cara realizował własną koncepcję autonomii dla Królestwa Polskiego. Niestety ta polityka dramatycznie rozmijała się z oczekiwaniami samych Polaków i potęgowała tylko nastroje antyrosyjskie. Ostatecznym rezultatem nieszczęsnej działalności renegata Wielopolskiego był styczniowy zryw.
Narodowa hekatomba
Powstanie miało charakter wojny partyzanckiej. Walkę z Moskalami prowadziły liczące najwyżej kilka tysięcy żołnierzy oddziały, rozrzucone na znacznej przestrzeni. Rzadko udawało im się operować w większych zgrupowaniach. Do powstania nie udało pozyskać się chłopów, choć Rząd Tymczasowy Narodowy, zapewniał w manifeście wzywającym naród do walki, że: „Ziemia, którą Lud rolniczy posiadał dotąd na prawach czynszu lub pańszczyzny, staje się od tej chwili bezwarunkową jego własnością, dziedzictwem wieczystym”. Żagwi powstania nie udało się, pomimo rozpaczliwych prób, przenieść na teren zaborów pruskiego i austriackiego. Pomimo przygniatającej przewagi Rosjan, którzy do stłumienia powstania rzucili 300-tysięczną armię, walki toczyły się kilkanaście miesięcy, do późnej jesieni 1864 r. Powstańcze oddziały stoczyły w tym czasie ok. 1200 bitew i potyczek z wojskami zaborcy. Poległo w nich ok. 30 tys. żołnierzy. Ponad tysiąc powstańców, w większości tych najwybitniejszych stracono, ok. 38 tys. skazanych zostało na katorgę bądź długoletnie zesłania na Syberię. Blisko 10 tys. powstańców musiało uchodzić na emigrację. Na kraj spadły brutalne represje. Bezwzględna rusyfikacja, powszechne konfiskaty majątków właścicieli dworów (władze carskie skonfiskowały łącznie kilka tysięcy majątków ziemskich, co bardzo uszczupliło polski stan posiadania), których podejrzewano o sprzyjanie sprawie powstańczej, wreszcie likwidacja resztek autonomii Królestwa Polskiego, aż po wcielenie go do imperium carów pod urągającą nazwą „Kraj Priwislanski” Wydawać by się mogło, że bilans powstania był druzgocący, że zaborcy ostatecznie udało się złamać w Polakach narodowego ducha. A jednak, pomimo ogromnej traumy, którą była klęska powstania, zryw 1863 r. szybko obrósł w legendę, która podtrzymywała w kolejnych pokoleniach marzenie o wolnej Polsce.
Traugutt i inni
Tę legendę zbudowali bohaterowie powstania. Tacy jak jego niezłomny dyktator Romuald Traugutt, przywódca warszawskich sztyletników Emanuel Szafarczyk „Kamiński”, czy naczelny kapelan powstania ks. Stanisław Brzóska. Warto choć krótko przypomnieć te heroiczne postaci. Traugutt, został dyktatorem powstania jesienią 1863 r., kiedy położenie walczących było już bardzo trudne. Niezrażony przeciwnościami dokonywał nadludzkich wysiłków, żeby przekształcić powstańcze partie w regularną armię, zapewnić jej uzbrojenie i finanse. Traugutt rozwinął szeroką akcję dyplomatyczną, starając się bezskutecznie pozyskać dla sprawy powstania sojuszników zagranicą. W kwietniu 1864 r. został wydany Rosjanom przez zdrajcę. W trakcie śledztwa wykazywał wielki hart ducha, nie zdradził nikogo. Romualda Traugutta stracono na stokach warszawskiej Cytadeli wraz z kilkoma innymi członkami powstańczych władz 5 sierpnia 1864 r. Jego ostatnim życzeniem było ucałowanie krzyża. Przed szubienicami zgromadziła się 30-tysięczna rzesza ludzi, która w trakcie egzekucji na kolanach odśpiewała hymn Święty Boże. Zimą 1865 r. stracono także ks. Stanisława Brzóskę, dowódcę ostatniego oddziału powstańczego, który walczył na Podlasiu z Moskalami, aż do jesieni 1864 r. Naczelnego kapelana powstania powieszono na rynku w Sokołowie Podlaskim wobec 10 tys. ludzi. 17 lutego 1865 r. na Cytadeli w Warszawie stracono 30-letniego Emanuela Szafarczyka przywódcę sztyletników, powstańczego kontrwywiadu i Aleksandra Waszkowskiego, ostatniego naczelnika stolicy z nadania Rządu Narodowego. Szafarczyk, posługujący się pseudonimem „Kamiński”, był twórcą i „mózgiem” sztyletników. Zaplanował zdecydowaną większość spośród kilkudziesięciu zamachów na szczególnie znienawidzonych carskich funkcjonariuszy i szpicli, a później także rodzimych zdrajców. Każda z tych akcji miała inny scenariusz, stąd tajnej policji – ochranie – długo nie udawało się rozpracować organizacji sztyletników. Na egzekucji Szafarczyka i Waszkowskiego oprócz katów byli tylko nieliczni świadkowie. Według zachowanej relacji, kiedy kat zbliżył się do Szafarczyka, żeby założyć mu sznur na szyję, ten ugryzł go w rękę. Był to ostatni akt powstańczego dramatu. Sprawa polska zniknęła z międzynarodowej sceny politycznej na długich 50 lat.
Chwała bohaterom
Pamięć powstania 1863 r. kultywowana była żywo wśród patriotycznej części społeczeństwa. Wiele ówczesnych Polek na znak żałoby po klęsce zrywu nosiło czarne ubrania. Na tradycji powstania wychowywały się kolejne pokolenia niepodległościowych konspiratorów. Także tych z generacji Józefa Piłsudskiego, którym dane było wywalczyć wolność dla Polski po 123 latach zaborów. Piłsudski był wielkim admiratorem czynu zbrojnego 1863 r. Marszałek podczas jednego z odczytów poświęconych powstaniu styczniowemu powiedział: „(…) Wielkość naszego narodu w wielkiej epoce 1863 roku istniała, a polegała ona na jedynym może w dziejach naszych rządzie, który, nieznany z imienia, był tak szanowany i tak słuchany, że zazdrość wzbudzać może we wszystkich krajach i u wszystkich narodów (…)”. Kiedy Polska odzyskała niepodległość w 1918 r., jedną z pierwszych decyzji władz Rzeczypospolitej było nadanie specjalnych praw honorowych wszystkim żyjącym uczestnikom powstania styczniowego. Niepodległości doczekało 3,5 tys. spośród nich. Wszystkim weteranom powstania przyznano stopnie oficerskie, dożywotnią rentę wypłacaną przez Skarb Państwa, specjalnie dla nich zaprojektowano stylowe granatowe mundury z amarantowymi wyłogami. Zwyczajem było salutowanie styczniowym weteranom nawet przez generałów. Specjalnie dla nich budowano domy weterana, gdzie mogli liczyć na troskliwą opiekę. Uczestnicy powstania byli honorowymi gośćmi państwowych uroczystości, zapraszano ich do szkół i drużyn harcerskich. Niepodległa Polska potrafiła odpłacić im za poświęcenie młodzieńczych lat. W 70. rocznicy powstania obchodzonej z wielkim rozmachem w 1933 r. brało udział jeszcze 350 jego weteranów. Ostatni z nich zmarł już po II wojnie światowej w kwietniu 1946 r.
Gorzka lekcja historii
W jak jaskrawej sprzeczności stoi polityka historyczna obecnych polskich władz, wobec II Rzeczypospolitej, dowodzi skandal towarzyszący tegorocznej sejmowej kłótni o uchwałę stanowiącą rok 2013 Rokiem Powstania Styczniowego. Uchwała zaproponowana przez klub PiS, za nic nie może przebić się przez sejmową komisję z powodu obstrukcji posłów PO. Oficjalna argumentacja jest taka, że podobną uchwałę podjął już Senat, więc nie ma potrzeby jej dublowania. Sprawa ma jednak szerszy kontekst. Postawa posłów Platformy wpisuje się w kampanię rugowania narodowej historii ze szkół, jej przeinaczania czy wręcz zohydzania. W tej polityce nie ma miejsca na godne uczczenie weteranów, szczery patriotyzm. W marginalizowaniu obchodów powstania styczniowego jest jednak coś jeszcze. Chodzi o zacieranie insurekcyjnej tradycji, tak obcej dla przynajmniej części naszych rządzących obecnie elit. Dziś kiedy racją stanu dla nich jest podporządkowanie się interesom silniejszych, nie ma miejsca na żadne sny o potędze, a nawet suwerenności. O ocenę powstania styczniowego można się spierać. Można nawet zgodzić się, że z punktu widzenia polskiego interesu było to wydarzenie tragiczne, o dramatycznych konsekwencjach dla narodowej substancji. Nie można jednak odebrać bohaterstwa, honoru i zasług tym wszystkim, którzy 150 lat temu stanęli do walki z Moskwą, pomimo całej jej beznadziejności. To zawstydzające, że sejm niewielkiej Litwy nie wahał się ogłosić roku 2013 Rokiem Powstania Styczniowego, nawiązując w ten sposób do pięknej tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a posłowie polskiego parlamentu powodowani oportunizmem nie potrafią się na to zdobyć. Przerabiamy naprawdę gorzką lekcji ojczystej historii.
Powstanie styczniowe zostało ogłoszone manifestem 22 stycznia 1863 r. wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy. Walki rozpoczęły się 22 stycznia 1863 r. w Królestwie Polskim i 1 lutego 1863 r. w byłym Wielkim Księstwie Litewskim i trwały do jesieni 1864 r. Zryw powstańczy ogarnął tylko zabór rosyjski: Królestwo Polskie oraz ziemie zabrane: Litwę, Białoruś i część Ukrainy. Stoczono ok. 1200 bitew i potyczek, w których zginęło kilkadziesiąt tysięcy partyzantów, ok. tysiąca zostało straconych, blisko 38 tys. skazanych na katorgę lub zesłanych na Syberię, 10 tys. zaś wyemigrowało. W odwecie, zaborca zniósł w 1867 r. autonomię Królestwa Polskiego, jego nazwę i budżet, w 1869 r. zlikwidował Szkołę Główną Warszawską, w latach 1869–1870 miastom wspierającym powstanie odebrał prawa miejskie, a w roku 1874 zniósł urząd namiestnika. W 1886 r. zaś zlikwidował Bank Polski. Ponadto skasowano klasztory katolickie w Królestwie, skonfiskowano ok. 1600 majątków ziemskich i rozpoczęto intensywną rusyfikację ziem polskich.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













